środa, 15 sierpnia 2012

XXX ROZDZIAŁ


-Wstawaj! –ktoś zaczął ciągnąć mnie za ramię.
Jęknęłam. Otworzyłam oczy.
-Córcia, za niecałą godzinę masz rozpoczęcie. Chyba trzeba się przygotować, co? –uśmiechnął się.
-Nigdzie nie idę. –zakryłam się kołdrą.
-Więc tak pogrywasz…
W tym momencie moja cała pierzyna ze mnie zeszła.
-Tato! No weź, jeszcze minutka.
-Hm.. Niech się zastanowię.. Nie. Wstawaj, szybko! Mam już przygotowane wiadro z wodą.
-Bo ci uwierzę..
Wskazał na nie palcem.
-Co?! Że wiadro?
-Na ciebie potrzebne są drastyczne środki. No, chodź. –podał mi rękę.
Podniosłam się.
-Jestem padnięta. –powiedziałam do siebie.
-Na dole jest już przygotowane śniadanie.
-Zejdę jak się ogarnę.
-Dobra, tylko się pośpiesz! –zamknął za sobą drzwi.
Poszłam do łazienki i przemyłam twarz lodowatą wodą. Następnie ją wytarłam.
-Wyglądam jak zombie. –powiedziałam do odbicia lustra.
Doprowadziłam moje rozpuszczone włosy do ładu i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czarne rurki z wysokim stanem i do nich włożyłam białą mgiełkę z ciemnym, okrągłym kołnierzykiem. Do tego balerinki, takiego samego koloru jak dół zestawu. Zeszłam po schodach.
-Co jest do jedzenia?
-Kanapki z warzywami i wędliną.
-Nie jestem głodna tato… Najwyżej po rozpoczęciu wpadnę do jakieś kawiarni.
-Ale na pewno? Wszystko gra?
-Tak. –zdobyłam się na uśmiech. –Tylko jestem padnięta.. Okej, to pa. –wyszłam na zewnątrz. –Uf, no to idziemy… -oznajmiłam sobie.

Na miejscu byłam 5 minut przed czasem. Szkoła była naprawdę bardzo nowoczesnym budynkiem. Wszyscy siedzieli na dworze. Grupki dziewczyn, chłopaków. Śmiali się, rozmawiali, żartowali, popisywali.. Ogólnie dużo szumu i zamieszania. W pewnym momencie mój wzrok utkwił na Henrym. Siedział z masą swoich przyjaciół i jakimiś blondynami. Zdałam sobie sprawę z tego, że chyba będę musiała radzić sobie tutaj sama… To już chyba koniec przyjaźni z jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Usiadłam samotnie na ławeczce, wyjęłam telefon i włożyłam słuchawki do uszu. Zauważyłam wiadomość od Zayna.
„Wstawaj śpiochu! Jesteśmy już na próbie. Niedługo się widzimy. Zayn xx”
Mój kochany Zayn. Szkoda, że nie chodzi ze mnę do college… Jeszcze raz moje oczy utkwiły na Henrym, a wtedy ten mnie zauważył. Zrobił kamienną minę. Jednak po chwili wstał, coś tam powiedział i szedł w moim kierunku. Kilkadziesiąt sekund później stał naprzeciwko mnie.
-Sam. –spojrzał się na mnie.
-Henry. –odpowiedziałam spokojnie i wyłączyłam muzykę.
-Jak podoba ci się szkoła?
-Em.. Jest bardzo.. Nowoczesna? Taka jak opowiadałeś.
-Taa.. –zamilkł.
-Tak w ogóle to czemu przychodzisz do takiej szarej myszki jak ja na oczach wszystkich i coś do niej mówisz? Ośmieszasz się. Przecież musisz trzymać pozycję, jesteś najsławniejszym chłopakiem w szkole.. No co ty Henry.. Nie użalaj się nade mną. Możesz już iść do swoich nadzianych przyjaciół.
Chłopak usiadł obok mnie na ławeczce.
-Oni? –wskazał palcem na grupkę ludzi z którymi gadał. –Oni nie dorastają ci do pięt, Sam. –spojrzał się na mnie.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Naprawdę? –spytałam.
-Tak. –złapał mnie za dłoń. –Zrozumiałem, że to z kim będziesz jest twoim wyborem. Przepraszam za to, co stało się wczoraj. Byłem egoistą. Ale ja po prostu chce cię chronić.
-Wiem kotku. Ale to jest moje życie.
-Tak, twoje.
-Ale ty jesteś jego częścią. I ciebie także przepraszam za to, że tak na ciebie naskoczyłam.
-Nic się nie stało. No chodź tu do mnie. –otworzył ramiona.
Wtuliłam się w niego.
-Nawet kiedy wybiorę z kim chce być, to właśnie ciebie będę najbardziej kochać przyjacielu. –odparłam do niego.
-A ja ciebie. –przytulił mnie jeszcze mocniej.
Usłyszeliśmy dzwonek.
-No więc Sam.. Zaczynasz nowe życie. College to nie to, co miałaś w tamtej szkole.
Zaśmiałam się.
-Przypuszczam.
Chłopak objął mnie ramieniem.
-Ze mną nie zginiesz.
-Miejmy nadzieję.
Weszliśmy do szkoły.
-Nie to, że dziwnie się czuję, ale czemu wszyscy się na nas tak gapią?
-Bo idziesz ze mną i cię obejmuję.
-I to takie dziwne?
-Sam, w tym momencie prawie każda dziewczyna chciałaby być na twoim miejscu.
-Nie no, twoja skromność wymiata!
-Też cię kocham.
-Gdzie mnie prowadzisz?
-Na salę gimnastyczną.. Będzie apel i takie tam.
-A potem pójdziemy coś zjeść, dobrze? Nie miałam nic w ustach od rana.
-Ja się piszę.
Kiedy przeciskaliśmy się przez tłum, prawie wszyscy ustępowali nam miejsca i gapili się na mnie z bardzo dziwacznym wzrokiem. Kiedy w końcu znaleźliśmy się na hali zajęliśmy miejsce obok jakiegoś chłopaka.
-Sam, hej! –przybił mi piątkę.
Dopiero potem przypomniało mi się kim on jest.
-No tak! Greyson.. Impreza.. Tak?
-Dobrą masz pamięć!
-Ty też. –uśmiechnęłam się.
-Jak mógłbym zapomnieć taką ślicznotkę? Wypiękniałaś. –puścił mi oczko.
-Greyson, uspokój się. –odparł poważnie Henry.
-A tak naprawdę twój zazdrośnik codziennie o tobie opowiadał jak to nie może się doczekać, kiedy w końcu przyjdziesz do naszego college.
-I jestem już przy Henrym. Będziesz miał już spokój, co?
-W końcu!
Zaśmialiśmy się. Po chwili jakaś babka poprosiła uczniów o ciszę i zaczęła coś tam paplać o historii ich szkoły.
-A jak zareagowali twoi rodzice kiedy to wszystko zobaczyli? –szepnęłam do Greysona.
-A no wiesz…
W tej chwili dyrektorka chrząknęła do nas i popatrzyła wrogo.
-A no wiesz.. Trochę pokrzyczeli, ale potem wyluzowali.
-Czyli koniec z imprezami u ciebie? –spytałam cichutko.
-Jasne, że nie. –wtrącił się szeptem Henry. –Teraz akurat moja kolej, a potem Grey..
-Panie Henry Cain wraz z jego rozgadanymi kolegami, proszę wstać. –babka powiedziała stanowczo.
Wymieniłam z chłopakami uśmiechy i podnieśliśmy się.
-O! Jak widzę nawet z jedną koleżanką. Do pierwszego rzędu proszę. –wskazała palcem na wolne krzesełka.
O mało nie wybuchliśmy śmiechem. Grzecznie i po cichutko zeszliśmy po schodkach i usadowiliśmy się na wyznaczonych miejscach.
-A teraz bardzo proszę o ciszę. –spiorunowała nas wzrokiem.
Przytaknęliśmy.
-Ach, jak ja ją uwielbiam! –oznajmił Henry. –Panie Cain, Panie Cain. –zaczął ją naśladować.
Zaśmiałam się głośno. Facetka odwróciła się w moim kierunku, a ja zrobiłam poważną minę i splotłam dłonie na kolanach.
-Mogę kontynuować? Dziękuję. A więc, w tym roku przybyło do nas naprawdę dużo nowych uczniów, najlepszych uczniów. Jesteśmy naprawdę bardzo zadowoleni z tego powodu. Nasza szkoła uczy dyscypliny, ale oczywiście jest tutaj czas także na rozrywkę. –uśmiechnęła się sztucznie. –Zachęcamy chłopców zapisywania się do drużyny futbolowej, której kapitanem jest niejaki Henry Cain. –zabrzmiały oklaski i piski dziewczyn. -A dziewczyny do drużyn kibicującym naszym mistrzom, czyli cheerleaderek. Chcielibyśmy zaprezentować państwu kilka figur, kroków i układów naszych reprezentantek. Zapraszamy dziewczyny!
Na boisko zaczęła biec grupka blondynek z wielkimi, niebieskimi pomponami w ręku. Miały na sobie dużo kucyków, kokardek, spódniczki odkrywające prawie całą dupę i krótkie topy. Zaczęłam bić im brawo, dopóki nie zobaczyłam JEJ.

*Harry*
Właśnie zaczęła się nam przerwa… Pamiętam naszą ostatnią próbę. Pamiętam jak Sam poszła gdzieś za rękę z Zaynem.. I jak potem się żegnali. Pamiętam jak starałem się o tym obrazie zapomnieć, jednak nie potrafię… Nie potrafię bez niej żyć. Ja w naszym związku nie grałem, to byłem cały ja. Dzięki niej się zmieniłem. Dzięki niej zacząłem rozumieć świat. Tylko obok Sam byłem normalnym chłopakiem, który nie myślał, że jest sławny… Kocham ją i zawsze będę. Bez względu na to co ona sobie o mnie myśli.

-Henry! Czemu mi nie powiedziałeś?! Jak mogłeś?! –zaczęłam na niego krzyczeć.
Zatrzymaliśmy się przy szafkach.
-A co miałem ci powiedzieć?
-No hmm… Na przykład, że ona chodzi do twojej szkoły!
-Bałem się!
-Czego?!
-Że zmienisz college czy coś.. A wiesz, że chce cię mieć przy sobie.
-Henry, to nie jest wytłumaczenie!
-Ja wiem.. Sam. –złapał mnie za dłoń.
Wyrwałam ją. Złapałam się za głowę.
-No witam! –usłyszałam TEN charakterystyczny, piskliwy głosik. 
Odwróciłam się i sztucznie uśmiechnęłam.
-No cześć. –pomachałam jej.
-A cię sprowadza do mojej szkółki koteczku? –spytała sarkastycznie.
-A no wiesz... Życie.
Dziewczyna zrobiła pozę jak jakiś tap madl. Niestety Zayna nie przebiła.
-Życie… Więc tutaj zginiesz kochanie. Bardzo drastyczną śmiercią. –pokazała zęby.
-Amber, przestań. –wtrącił się Henry.
-Ojej, to ten twój przyjaciel.. Niestety on ci nie pomoże. Ja mam tu władzę. No i najlepszego chłopaczka pod słońcem. –uśmiechnęła się promiennie.
-Tak, tak, oczywiście. A wracając do wczorajszego temaciku, to dzieciaczki już zrobione? –mrugnęłam do niej.
Wtedy blondyna przycisnęła mnie do szafki.
-Nie igraj ze mną dziewczynko. –powiedziała zgrzytając zębami. –Bo niestety szans ze mną nie masz.
-Amber! –Henry zaczął ją ode mnie odrywać.
-Henry, zostaw ją. –powiedziałam. –To ty ze mną nie igraj blondyneczko, bo ja mam 5 chłopców przeciwko jednemu, malutkiemu. A teraz mnie puść, teraz! –krzyknęłam.
Dziewczyna wzięła ręce oparte o szafkę.
-Ach, nie złamałaś tipsika przypadkiem? Nie? Ach, to dobrze. A teraz żegnaj koteczku. –złapałam Henrego za rękę.
Zeszliśmy po schodach.
-Wow… Ty serio.. Jak ty? Ja myślałem..
-Tak, tak. Myślałeś, że się jej przestraszę i ucieknę w popłochu.. Nie Henry. Nie mam zamiaru tego już robić.
-Ja ci będę pomagał.
-Nie. Sama dam sobie radę. Pora radzić sobie samemu. –uśmiechnęłam się do niego. –Tak właściwie to czemu wy się tak nie lubicie?
-Bo wiesz… Zazwyczaj kapitan drużyny futbolowej i przewodnicząca cheerleaderek powinni ze sobą chodzić..
-I wy..?
Przytaknął.
-Jezu, Henry. –zaśmiałam się. –Zniżyłeś się aż do takiego poziomu?
-Byłem pod presją.. Wszyscy mnie do tego namawiali… No i zaprosiłem ją na jedną imprezę..
-I ile ze sobą byliście?
-Ponad miesiąc.
-Woo! Wytrzymałeś?
-To znaczy.. Więcej czasu spędzał z nią Greyson niż ja.
-Ile mu za to dałeś kasy?
-A no wiesz… Trochę funtów poszło.
Uśmiechnęłam się.
-Wariat! A teraz chodź coś zjeść. Umieram z głodu!
Wyszliśmy z budynku.
-Ej czekaj! Tutaj obok jest nasza kawiarnia, no nie?
-Mhmm..
-Mamy obok naszą kawiarnię! Ale zaje.. To znaczy fajnie!
Weszliśmy do środka.
-To co bierzemy?
-Em.. Jakieś ciastko, shake…
-Okej, pójdę ci zamówić.
-Poczekaj, kasa.
-Nie! Nie! Nie! Nie! Nie zaprzeczaj! Ja płacę..
Zaśmiałam się.
-Dobrze, ty, spokojnie.
Czekając na przyjaciela usłyszałam jakieś głośne piski i tłum dziewczyn pchających się do kawiarni.
-Mój boże! Widzisz.. On, tam! Aaaa! –zaczęły się drzeć i wskazywać palcem na ladę.
Spojrzałam się tam i na początku dostrzegłam tylko Henrego, a potem jego z nią. Harrego z Amber. Siedzieli na krzesełkach i z czegoś śmiali popijając jakieś napoje. Trzymali się za ręce i dawali buziaki. Harry jest szczęśliwy, to najważniejsze. Patrząc na niego chłopak napotkał mój wzrok, który szybko odwróciłam. Na szczęście wrócił Henry.
-Woo, ale dużo szumu z powodu tego… Em, tu masz ciasteczko francuskie z malinami i shake’a waniliowego.
-Dziękuję, kochany jesteś. –uśmiechnęłam się.
-Wszystko gra?
-Em, tak, tak.. Tylko te fanki… Jak widzę, Amber chciała żeby wszyscy się o niej dowiedzieli.
-Ta, ona zawsze chciała być „sławna”.
-Ach.. Fajnie. –puściłam sztuczny uśmiech.
-Hej, wszystko będzie dobrze, tak? –złapał mnie za rękę.
Przytaknęłam.
-Jestem pewien, że on teraz chce do ciebie podejść i z tobą pogadać..
Uśmiechnęłam się cwaniacko.
-Sam, co ty?
-Zobaczysz. –podniosłam się z krzesełka.
Zaczęłam iść w ich kierunku. Harry nie odrywał ode mnie wzroku.
-Harry Styles! O mój boże! Harry! –zaczęłam się drzeć. –Hej! –podeszłam do niego.
Chłopak był zdezorientowany.
-Przepraszam, czy możesz się odsunąć.. trochę? –spytałam się jego dziewczyny.
-Ty suk.. –jednak nie dokończyła, bo zobaczyła, że wszyscy to filmują. –Pójdę coś zamówić..
Usiadłam na jej miejscu.
-Hej Harry! Nazywam się Sam! A ty? A no tak.. Harry.. Styles.. Jestem wielką fanką. –uśmiechnęłam się niego promiennie.
-Co ty robisz? –spytał cicho.
-Jak to co? Chce autograf! Dasz? –wyjęłam z torby zeszyt i długopis. –Co prawda wolę Zayna, ale skoro to jesteś ty… -podałam mu przedmioty. –Więc..?
-Em.. –przełknął ślinę. –Jasne.
-O! Serio? Dzięki! A tym fankom dasz? Tak czekają na ciebie.. One też cię kochają! To znaczy.. Ja kocham Zayna, ale ciebie hmmm… Aj tam, jesteś sławny, wystarczy. –klepnęłam go w ramię.
Zadzwonił do mnie telefon.
-oj, przepraszam.. Zaraz zgłoszę po ten zeszyt, a w tym czasie możesz dać autografy fankom. Ale jak chcesz. –odebrałam telefon. –Halo? O! Hej kochanie! Masz przerwę teraz?
-Hej Sami. –odezwał się Zayn w słuchawce telefonu. –Co tam tak głośno?
-A no bo wiesz… Siedzę sobie z Henrym w kawiarni i w pewnej chwili przychodzi Harry Styles z tą swoją dziewczyną. I jest dużo fanek.
-Ach, rozumiem..
-I Harry mnie podsłuchuje. –spojrzałam się na chłopaka. –To Zayn tatusiu.. –odparłam sarkastycznie. –Fanki czekają.. Okej, już jestem. A ty jesteś w studio?
-Tak, nie chciało mi się nigdzie wychodzić, więc zostałem w środku. Zamówiliśmy jedzenie.
-Ach, Niall jest w swoim żywiole.
-Tak jest, zaraz mi wszystko zje, ale co tam.. Jesteś ważniejsza.
-Oo! Dziękuję. A ty jesteś taki słodki.
-A jak tam pierwszy dzień w szkole?
-Em, opowiem ci potem. Teraz idę jeść.. Od rana niczego nie miałam w ustach.. Nie obrazisz się?
-Jasne, że nie. To pa kotku.
-Pa nasz tap madl.
Rozłączyłam się. Spojrzałam na Harrego i uśmiechnęłam promiennie. Podeszłam do niego.
-No, a więc autografik gotowy?
Jego dziewczyna spiorunowała mnie wzrokiem.
-Spokojnie kochana. Już nie musisz się przesuwać.
Wzięłam z ręki mojego byłego swój zeszyt i usiadłam przy stoliku moim i Henrego.
-Sam.. Co to było?
-Nudzi mi się. No ej! Ty wytrzymałeś tyle czasu z Amber! Też chce mieć coś od życia!
Zaśmialiśmy się.
-A teraz chce jeść! –zabrałam się za posiłek.
Po kilku minutach mój talerzyk został pusty.
-Dobra, idę do łazienki Hitlerku. Zaraz wracam.
-Dobrze loczku.
Weszłam do pomieszczenia. Na moje szczęście było puste. Obmyłam wodą twarz i wytarłam papierowym ręcznikiem znajdującym się nieopodal. O tak! Dobrze robisz Sam.. Zmieniłaś się. Ja się zmieniłam i to właśnie ja będę robić to co chce. To moje życie. Moje decyzje. I moja słowa. Po chwili usłyszałam skrzypnięcie otwieranych drzwi. Niestety nie ujrzałam żadnej szczęśliwej fanki, bądź jakieś uśmiechniętej dziewczyny, tylko GO. Harrego.
-Sam.. –zaczął.
Zignorowałam jego sugestię i zaczęłam myć ręce.
-Sam do cholery jasnej, spójrz się na mnie! –podniósł głos.
Jednak w dalszym ciągu nie zrobiłam żadnego ruchu. Wtedy chłopak złapał mnie za nadgarstki, poprowadził do jednej z kabin i zamknął  do niej drzwi. Przycisnął mnie do jednej ze ścian.
-Po pierwsze. Z tego co wiem jest to damska ubikacja, a po drugie puść mnie. –powiedziałam spokojnie.
-Nie, nie puszczę. –cały czas utrzymywał ze mną kontakt wzrokowy.
-Więc czego chcesz?
-Co ty tak właściwie wyrabiasz?!
-Hmm.. Pomyślmy. No wiesz, jestem waszą wielką fanką i chciałam autograf, to takie dziwne? –zaśmiałam się. –Swoją drogą, czuję się zaszczycona, że moje nadgarstki trzyma sam Harry Styles!
-Sam, przestań udawać!
-Och, kolejny błąd Styles. Ja nie udaję, to ty to robiłeś aktorzyno. –uśmiechnęłam się.
-Ja nie udawałem!
-Tak, tak, bla bla bla. –udaję, że ziewam. –Kocham te twoje opowieści, aż doprowadzają do snu. A teraz puść mnie proszę.
Jednak Harry jeszcze mocniej przycisnął mnie do ściany i przybliżył swoje wargi do moich. Już chciał mnie pocałować, ale ja odwróciłam twarz. Trafił tylko w policzek.
-Pojebało cię? Masz dziewczynę debilu! Nie rób jej tego co mi! Może i jest wredna, ale nie zasługuję na to co ja! A teraz puszczaj mnie Styles!
-Sam, proszę.. Raz.
-O mój może… Harry, słyszysz siebie? Słyszysz?! Jak możesz być taki… Teraz już wiem jak to było z tą dziewczyną, z którą mnie zdradziłeś. Och, Anabel.. No dawaj! Jeszcze jeden szybki numerek nikomu nie zaszkodził.. –zaczęłam go naśladować. –Chodź do łazienki. Kocham uprawiać dziwki sex w małych pomieszczeniach! Och… Anabel.. Dawaj, dawaj! Już prawie..
W tym momencie zakrył mi usta dłonią. Ugryzłam go w nią i szybko ją zabrał.
-I co Harruś. Nie chcesz tego słuchać? A ja tak sobie to wyobrażałam przez ten cały czas mojego cierpienia.. Teraz staram się dodać do tej sytuacji jakieś bajery. Albo ty z Amber.. Wymyślmy coś…
-Zmieniłaś się.
-Ojej! Dopiero teraz to zauważyłeś Styles? Tak, zmieniłam. I bardzo ci za to dziękuję kochanie. To wszystko dzięki tobie. Ooo! Mam! Ty i Amber w tym basenie.. –wybuchłam śmiechem.
-Czy dasz mi to wszystko wytłumaczyć?
-No co ty Styles! Nie masz co tłumaczyć! A może jak w tych wszystkich filmach zostaniemy przyjaciółmi? Ta! Byłaby zabawa…
-Sam, porozmawiaj ze mną na poważnie! Kurwa! Proszę..
W końcu wyrwałam mu się.
-Teraz to ty mnie posłuchaj. –położyłam palec wskazujący na jego piersi. –Trzymaj tą swoją dziewczyneczkę-blondyneczkę z daleka ode mnie. I sam trzymaj się z daleka! Masz dziewczynę! Kochasz ją, całujesz, macasz i nie wiem co tam jeszcze, więc przestań lecieć na dwa fronty! Myślisz, że jak jesteś sławny to możesz mieć wszystko. Ale nie Haroldziku. Jesteś tylko zwykłym dupkiem! Dupkiem, który ma dużego i myśli, że zaliczy wszystkie. Tak, tak.. Mnie zaliczyłeś i naprawdę żałuję tego, że straciłam dziewictwo z takim sukinsynem jak ty!
-Sam..
-Nie! Zostaw mnie! I trzymaj się swojej dziewczyny! Bo oboje jesteście siebie warci. –wyszłam z ubikacji zatrzaskując drzwi.
-No Sami, jesteś.. Co tak długo?
-A bo ten… Ten shake mi chyba zaszkodził. Nie wchodźmy w szczegóły.
-Tak, tak, masz racje.
-To co, wieczorem kino? Może weźmiemy Zayna..
-Tak! Lubię Zayna! –uśmiechnął się.
-Zauważyłam.. Przeciwieństwa się przeciągają. Dobra, a teraz lecę, o 18?
-Mhm.
-To pa kotku! –dałam mu buziaka w policzek i przytuliłam.

-Ohoohoh! Jeszcze do tego mnie śledzisz. –powiedziałam. –Bądź jak Sherlock Holmes.. Ale muszę z przykrością stwierdzić, że Roberta Downey Juniora urodą niestety nie wyprzedzasz.
-Ja chce tylko porozmawiać.
Zatrzymałam się.
-O czym ty chcesz jeszcze ze mną rozmawiać?
-O nas.
-Harry, proszę cię… Nie ma nas i już nie będzie. Po drugie, chyba nie chcemy oboje znowu grać. Nie mam na to czasu. A po drugie, jakoś nie lubię trójkątów. Są takie szpiczaste. –uśmiechnęłam się.
-Czemu ty sobie ze mnie żartujesz?
-Ja?! No co ty.. Ja.. Nigdy. Jak mogłeś w ogóle tak pomyśleć? Ja po prostu jestem małą, wredną egoistką Styles, która niestety nie przepada za gadaniem z tobą i teraz musi już lecieć żeby załatwić sprawę z takim jednym.  
-Z Zaynem, prawda?
-Och! Einstein z ciebie kotku. –roztrzepałam mu włosy.
-Możesz przestać?! Przestań zachowywać się tak jakbym dla ciebie nic nie znaczył!
-Oj Harry, Harry… Bo ty dla mnie nic nie znaczysz, kochanie. –uśmiechnęłam się.
-Jesteś tego pewna? A udowodnić ci, że jest inaczej?
-Ha ha ha… A skąd ta pewność?
-Widzę to po tobie.
-Jeszcze może powiesz, że jesteś jasnowidzem i wystarczy, że spojrzysz na człowieka, Abra Kadabra i buu! Już wszystko o nim wiesz, co?
-Sam, ja..
-Niestety nie jesteśmy w bajce kochanieńki. A teraz przepraszam, idę do kogoś.
Przyśpieszyłam kroku.

-Zayn! Hej! –przytuliłam go.
-Sami, a co ty tutaj robisz?
-Przyszłam żeby zaproponować ci wyjście do kina. Ja, ty i Henry. Piszesz się?
-Jasne! O której?
-18. W kinie.
-Z przyjemnością. –uśmiechnął się.
-Ok, a więc jesteśmy umówieni. Tylko wiesz.. Zamaskuj się, dobrze?
-No wiem, wiem. Zamaskuję. A teraz muszę iść, koniec przerwy.
-Ta, praca..
-Zostaniesz?
-Tak, posiedzę do 16, a potem pójdę do domu się przebrać.
-Super, to do potem. –dał mi buziaka w policzek.
-Do potem. –uśmiechnęłam się.
W tym momencie otworzyły się drzwi od studia i do pomieszczenia wszedł Harry trzymając się za ramię. Zobaczyłam malutkie, czerwone kropelki spływające mu po dłoni.
-Jezu Harry, co jest? –podbiegłam do niego. –Zabierz rękę, pokaż!
-To nic takiego. –oznajmił spokojnie.
-Jak to nic? Pokaż, szybko!
Wreszcie odkrył ranę. Co prawda była to średniej wielkości ryska.
-Kto ci to zrobił?
-Fanki, niechcący.. Mogłem wejść od tyłu.
-Poczekaj, usiądź. Pójdę do Paula po jakieś opatrunki.
Harry złapał mnie za dłoń.
-Sam, nie musisz. –spojrzał się na mnie.
-Ale chce. –odparłam stanowczo i wyrwałam rękę z jego objęć.
Podeszłam do ich ochroniarza.
-Paul, masz jakieś opatrunki? Wodę utlenioną, czy coś?
-A co się stało? Tak w ogóle gdzie jest Harry? Wszyscy na niego czekają!
-No właśnie to dla niego.
-Co?! Co się stało?! Gdzie on jest?!
-Spokojnie, Paul. Daj mi te przedmioty, dobra? To tylko mała ryska na ramieniu. Nic wielkiego. Ja to opatrzę, ok?
-Dobrze, ale na pewno wszystko ok?
-Tak. Harry zaraz dołączy do chłopaków.
Wzięłam od niego opatrunki.
-Ale na pewno wszystko gra?
-Tak Paul. Harry zaraz tu przyjdzie. –uśmiechnęłam się.
-Dobra.
Wróciłam do chłopaka.
-Okej, mam jakieś plastry, bandaż, nawilżane chusteczki i wodę utlenioną.
Obmyłam mu mokrym ręcznikiem ranę od krwi. Potem pokropiłam ją troszkę wodą utlenioną.
-Ałłć.. –jęknął.
W końcu założyłam plaster.
-Zrobione. A teraz idź śpiewać.
-Ty się o mnie martwisz. –spojrzał mi głęboko w oczy.
-Nie, po prostu nie chciałam aby chłopacy na ciebie tyle czekali.
Odwróciłam się od niego. Podeszłam do okna i skrzyżowałam ręce na piersiach. Po chwili chłopak objął mnie w talii.
-Wiem, że było inaczej. –szepnął mi do ucha.
-Harry, daj spokój. –wyrwałam się mu. –Wszyscy na ciebie czekają, a ty zajmujesz się takimi głupotami.
-Nie jesteś dla mnie głupotą.
-Bla bla bla.. To papa! –pchnęłam go na korytarz prowadzący do studia.

-Już po 16. Lecę. Do zobaczenia. –odparłam do Zayna. –Swoją drogą, świetnie śpiewałeś.
-Dziękuję. Pa. –pocałował mnie w głowę.
Chciałam już wyjść, kiedy ktoś mnie zatrzymał.
-Sam!
-Lou!
Przytulił mnie mocno.
-Wiesz jak dawno nie rozmawialiśmy? Brakuję mi ciebie. –zrobił smutną minkę.
-Mi ciebie też wariacie. Może wyjdziemy gdzieś jutro?
-Z chęcią!
-16 przy London Eye?
-Dobrze.
-A teraz lecę stary. Trzymaj się świrze. –dałam mu piątkę i wyszłam.

-Sam! Jak tam pierwszy dzień w szkole? –spytał mój ojciec kiedy weszłam do domu.
-Hej tato! Bardzo dobrze. –uśmiechnęłam się. –No wiesz.. Mam kapitana drużyny futbolowej przy sobie, więc nic mi nie grozi.
-Tak. Pewnie nie może odgonić od siebie dziewczyn.
-Uoa.. Masakra z nimi. I te ich spojrzenia kiedy idę z nim pod ramię.
-To wy jesteście.. No wiesz.. Razem?
-Nie. Jesteśmy przyjaciółmi. Bardzo, bardzo bliskimi. Ale nic poza tym. –uśmiechnęłam się.
-Aha. Tak myślałem. Pasowalibyście do siebie.
-Może i tak, ale nie potrafiłabym myśleć o Henrym jako o chłopaku… Raz udawałam, że jesteśmy razem i mi to wystarczy.
Ale może on przynajmniej nie sprawiłby mi takiego bólu jak Harry.
-Ale musiało być fajnie!
-Tak, było wesoło… -wróciłam myślami do tamtej imprezy.
-Wybierasz się gdzieś dzisiaj?
-Mhm.. Lecę z nim do kina.
-Tylko żebyś się wyspała jutro do szkoły.
-Tak tatusiu, wiem, wiem. A teraz idę się przygotować.
-Chcesz coś do jedzenia?
-Nie jestem głodna.
Weszłam do swojego pokoju. Założyłam czarne, obcisłe rurki, biały top na ramiączka, do tego dżinsową kamizelkę z ćwiekami typu DIY i militarne, ciemne buty. Spakowałam potrzebne rzeczy do torby i zeszłam na dół.
-Wo! Co za styl! –zaśmiał się mój ojciec. –Czyżby z mojej kochanej córci zrobiła się zła dziewczynka?
-Mhmm.. –uśmiechnęłam się. –Jestem w końcu już prawie dorosła.
-No racja, racja. Ale nie zrobisz żadnych głupot?
-Na razie nie planuję. A teraz lecę, pa tato. –pomachałam mu i wyszłam.

-Nie ogarniam cię.. Serio.. –oznajmił Henry.
-Dziękuję za miłe powitanie Hitlero. –uśmiechnęłam się. –A więc czemu mnie nie ogarniasz?
-Bo najpierw ubierasz się jak grzeczna, słodka dziewczynka, a teraz takie woo!
-Jesteś identyczny jak mój ojciec! Spokojnie. Twoja Sam nie zmieni się z charakteru. Po prostu.. Jestem trochę dojrzalsza kotek. Zayn się spóźnia?
-JEZU, SAM! –krzyknął.
-Gdzie pająk?! AAA! –zaczęłam skakać.
Wybuchnął śmiechem.
-Nie o to mi chodzi wariatko! Nie spóźniłaś się! Pierwszy raz!
-Ach.. –doprowadziłam się do ładu. –No się ma to coś. –zarzuciłam włosami.
Ktoś zaszedł mnie od tyłu.
-Co tak wymachujesz tymi lokami? –spytał.
-Zaynuś! –rzuciłam się na niego. –Sieeem! –dałam mu piątkę. Wyglądasz jak baba, ale to dobrze.. Wezmą mnie za lesbijkę!
Chłopcy zaczęli się śmiać.
-No eej! Ja wiem, że jestem zabawna.. Ale żeby aż tak? Achh.. –zrobiłam pozę modelki.
-Tak nasza skromnisio. –Malik przerzucił mnie przez ramię. –Kierunek kino!
Weszliśmy do środka.
-Jaki gatunek?
-Horror! –od razu odpowiedziałam.
-Przykro mi, Sam. –postawił mnie. –Ale dzisiaj nie będziemy oglądać strasznych filmów.
-Więc to! –wskazałam palcem na plakat.
-Superbohaterowie? Dobra myśl.. –powiedział Henry.
-Avengers będzie idealne. –odparłam. –Zayn, piszesz się?
-Dla ciebie wszystko. To ja pójdę kupić bilety.
-Chwila, tylko wyjmę portfel…
-Nie, Sam. Ja płacę.
-Ohoohoh, nie. Dzisiaj ci nie pozwolę! Dam ci te 4 funty! Nie wiem, wcisnę do buzi, do włosów, spodni, czapki, skarpetek lub butów, a ty masz je wziąć! Rozumiesz?!
-Do spodni z przyjemnością. –uśmiechnął się i poruszył brwiami.
-Zayn! –zaśmiałam się. –To nawet śmieszne nie było.. Masz! I idź kup! I mi nie oddawaj! NIGDY!
-Dobra, dobra.. Tylko mnie nie bij.
Uśmiechnęłam się.
-Dobrze, nie pobiję. Postaram się. A teraz idę się odstresować do stoiska ze słodyczami. Jakby co, to czekam przy sali.
Podeszłam do sprzedawcy.
-poproszę popcorn karmelowy, duży, mega, największy.. Do tego pepsi. Jakieś 2 batony i paczkę żelek, Haribo. Same czerwone jak można.
Jednak Harry z tym miał rację, ech… Zapłaciłam za „zdrowy” posiłek i doszłam do chłopaków.
-Kupione? Przy kim siedzę?
-Przy nas. –odparli po równo.
-Ach, środeczek.. Szkoda, że nie wybraliście horroru.. Bym się wtulała..
-To ja idę zmienić film!
-Hhahhaha, Zayn. Już za późno biedaku. Najwyżej następnym razem.
Weszliśmy do pomieszczenia i zajęliśmy swoje miejsca.
-Wiecie co? Te wasze perfumy tak się mieszają i całkiem niezły zapach tutaj mam. –szepnęłam do nich.
Nagle zgasło światło i włączył się ekran. Seans się zaczął. Zdałam sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie byłam z Harrym sam na sam w kinie. Czemu ja do cholery o nim ciągle myślę?!

-Żegnam się już z wami chłopcy. –powiedziałam wychodząc z kina.
-Co? Już? Nie idziesz z nami na kawę?
-Em, nie. Nie chce.
-No dawaj Sami. –Henry uśmiechnął się.
-Nie mam ochoty. Idźcie sami.
-Jesteś pewna?
-Tak, tak.
-Na pewno wszystko gra? –Zayn pogłaskał mnie po plecach.
-Mhm.. To do zobaczenia. Henry, o której jutro do szkoły?
-Na 9.
-Dobra, to do jutra. –przytuliłam ich.

*Zayn*
Było już ciemno. Szedłem razem z Henrym ramię w ramię przez park.
-Co się z nią dzieję? Najpierw jest taka wesoła i szczęśliwa, a potem nagle traci humor.
-Ech, naprawdę nie wiem..
-Myślisz, że chodzi no wiesz.. O niego?
-Chciałbym żeby tak nie było, ale też mi się tak niestety zdaję.
-Nie rozumiem co ją tak do niego ciągnie.. Przecież to zwykły dupek i tyle!
-To także mój przyjaciel.
-Na serio jeszcze czujesz do niego jakoś.. sympatię? Bo ja go serio nie cierpię.
-Henry. Jesteśmy już tyle czasu razem w zespole…
-Ale on skrzywdził osobę, którą kochasz!  Bo ją kochasz, no nie?
-Bardzo.
-No właśnie.. Wiec nie rozumiem jak możesz tolerować tego.. –powstrzymał się.
-Słuchaj. On był ze mną we wszystkich trudnych chwilach. Kiedy byłem smutny, kiedy zmarł mój dziadek, a nawet kiedy fryzjer źle mi ostrzygł włosy…
-Uoa! Harry ma uczucia? Wow!
-On nadal kocha Sam.
-Więc naprawdę strasznie to okazuję.
-Chodzi ci o Amber?
Przytaknął.
-A czy nie widzisz tego jak na nią patrzy? Jak się uśmiecha na jej widok? Jak..
-..Jak się obściskuję z tą blondyną, jak wszędzie ją maca i bla bla bla.. Ta. Tak na pewno zachowuję się dorosły mężczyzna.
-Ale bez względu na to on o niej nie zapomniał.
-Więc walcz o nią! Wiem, że ty byś jej nie zranił…
-Tak łatwo ci to mówić.
Niestety gorzej zrobić. On ją kocha, ona nadal kocha jego. Ale ja muszę coś zrobić…

-Czy ty nadal go kochasz? –spytał Henry wchodząc nazajutrz do szkoły.
-Nie wiem o kim mówisz. –skłamałam.
-Dobrze wiesz o kim.
-Głodna jestem.
-Sam, nie zmieniaj tematu! Zadałem ci łatwe pytanie. Odpowiedz.. Tak lub nie.
-Henry, daj spokój.
-Po prostu chce mieć pewność. –zatrzymał się i spojrzał głęboko w oczy. –Tak czy nie?
W tym momencie zadzwonił dzwonek na lekcje.
-Lekcje.. Pierwsza.. Pa!
Odnalazłam salę i szybko do niej weszłam, tak aby nie dogonił mnie mój przyjaciel. Zajęłam miejsce na końcu, przy oknie. Chwilę później w pomieszczeniu zjawiła się kobieta średniego wieku. Na szczęście brunetka..
-Witam państwa! –zaczęła. –Jak widzicie to właśnie ze mną macie pierwszą lekcję w tej szkole. Uczę języka Angielskiego i naprawdę bardzo miło mi was poznać. Może się przedstawicie? Proszę, zacznijmy od ciebie.
-Em.. Mam na imię Margaret..
Zaczęły sypać się imiona z których zapamiętałam tylko z 3 lub 4. Spoko! Nadeszła moja kolej.
-Jestem Samanta Bielaśko.
-Tak, tak.. Pamiętam cię z wczoraj. –uśmiechnęła się.
-Ta.
-A więc, chodzisz z Henrym Cain? To znaczy, jesteście parą? -spytała. –Och! Chce wam przypomnieć, że szanowny Henry jest kapitanem drużyny futbolowej i wzdycha do niego naprawdę bardzo dużo dziewczyn.
-Em… Jakoś nie mam ochoty opowiadać o moim życiu prywatnym.
-Dobrze, rozumiem. Masz swoje zdanie i bardzo dobrze! Ja się nie wcinam.. Bielaszko? To nie angielskie nazwisko.
-Biela-Ś-ko. Nie, to polskie nazwisko.
-Czekaj.. Jesteś z Polski?
-Tak.
-Ale naprawdę? Kiedy się tutaj przeprowadziłaś?
-Niedługo minie rok.
-Jak widać mamy tutaj cudzoziemców. Naprawdę mnie tym zdziwiłaś Samanto. –puściła mi oczko.
Pokazałam jej ząbki.

-Wrócimy do tematu? –spytał się mnie Henry, który dogonił mnie kiedy wracałam do domu.
-Jakiego? Ach! Tak, tak.. W szkole dobrze wszystko. Nauczyciele niektórzy dziwaczni, ale dzięki tobie mam pozycję, więc luz.
-Sam, proszę! Wiesz o co mi chodzi..
-Tylko, że ja nie mam ci nic do powiedzenia.
-Masz. Zadałem pytanie. Czy coś jeszcze czujesz do Stylesa?
-Ohooh! Czyżbym usłyszała nazwisko mojego sławnego chłopaczka? –usłyszałam ten piskliwy głosik.
Nie zważając na nią uwagi poszłam dalej ramię w ramię z przyjacielem.
-W dalszym ciągu nie rozumiem po co ci to. Może założyliście biuro detektywistyczne z Zaynem, co?
-Nie. Po prostu jako twój przyjaciel chce o tym wiedzieć.
-Wiedzieć o czym? –znowu ona.
-O dupie łosia, który spaceruję po pustyni. –odezwałam się oschle.
-Bardzo śmieszne… O, hej kochanie!
Gwałtownie się odwróciłam. Harry czule całował Amber i mocno ją przytulał.
-No hej kotku, to co dzisiaj robimy?
-Chcesz coś ze mną robić? –puściła mu oczko.
Dalej byłam przez niego niezauważona.
-Przecież mamy umowę.
-Przypomnij. –uśmiechnęła się i położyła mu dłonie na karku.
-W zamian za to, że będę dla ciebie dobry i zabierał cię w różne miejsca staniesz się miła dla Sam. –pokazał zęby.
-Ty bydlaku. –odparłam stanowczo.
Gwałtownie jego wzrok utkwił na mnie.
-Jak możesz stawiać jej takie ultimatum? A ty jak możesz się na to nabierać?! –spojrzałam na dziewczynę. - W zamian, że będę dla ciebie dobry? Co to do cholery w ogóle jest? Więc nie jesteś dla niej dobry? Co? Może ją bijesz, krzyczysz? Nie, nie Harry.. To nie w twoim stylu. –podeszłam do niego. –Ty po prostu traktujesz ją jak zabawkę i pieprzysz się z innymi po nocnych klubach, a ja nie mogę uwierzyć, że ona się na to godzi! Że siedzi wieczorem przed laptopem, a ty.. w łazience albo w.. samochodzie.. –zrobiłam minę obrzydzenia.
-Sam.. –położył dłoń na moim ramieniu.
-Ach! I jeszcze jedno.. –szybko ją zdjęłam. –Odpieprz się od mojego życia i nie wkładaj do niego swoich brudnych rąk, bo ja potrafię poradzić sobie sama! Nawet z taką jak ona! Się znalazł bohater za dychę. –odeszłam.
Nagle się zatrzymałam. Znowu skierowałam swój wzrok na niego.
-Wiem, że ty –wskazałam na Amber - ani żadna inna tego nigdy się odważy się zrobić, ale kto powiedział, że jestem taka jak wy. –znowu przybliżyłam się do chłopaka.
Dałam mu bardzo mocnego plaska w policzek.
-Naprawdę nie wiem co one w tobie widzą dupku.
Dołączyłam do Henrego i w końcu od nich uciekłam.

-Lou! Mój kochany Lou! –przytuliłam go.
-Witaj Sami, nasz wariacie i moja najlepsza przyjaciółko, którą widziałem chyba z rok temu.
-Przepraszam, ale byłam całkowicie zajęta.. Ale i tak wiesz, że cię uwielbiam?
-Pf.. Mnie wszyscy uwielbiają.. –rozłożył ręce.
-Tak, tak. Dobrze, że jesteś w przebraniu mój skromny chłopaczku. –A teraz chodź na lody.
-Tak w ogóle słyszałem, że wybierasz się na nasz jutrzejszy koncert!
-Tak. –uśmiechnęłam się.
-Mogę znać numer siedzenia?
-Em, nie Lou! Chce dać szansę innym fankom pokazania się z wami na scenie i dotknięcie was!
-Ale ty przecież też jesteś jedną z nich.
-No tak, ale idę tutaj, teraz z Louisem Tomnilsonem, a inne fanki siedzą przed komputerami i patrzą na twoje zdjęcia w sieci. Czy to nie dziwne? Po prostu. One są takie jak ja. Kochają tą piątkę… Teraz 4 wariatów, ale ja nie chce być egoistką. Wolę uszczęśliwić inną dziewczynę niż siebie.
-Masz serce. Rozumiem. Nasze fanki by cię uwielbiały..
-Ohooh, ta! A w szczególności gdyby zobaczyły mnie z którymś z was.. By była zazdrość, nienawiść i wrogość do mojej osoby! Dziękuję za takie coś. Jaki smak?
-Wanilia i papaja.
-Ok. Poproszę dwa lody do dwie gałki. Jedna wanilia-papaja, a druga malina-kiwi.
-5 funtów.
-Proszę. –dałam pieniądze i wzięłam lody. –Dziękuję, do widzenia.
-A jak tam w szkole?
-Amber w szkole –westchnęłam.
Spojrzał się na mnie pytającym wzrokiem.
-No co? Dziewczynka Harolda chodzi do tej samej szkoły co ja.. I nie dość tego, jest kapitanem drużyny cheerleaderek.
-łohooh.. ostro..
-Zaczęła mi grozić.
-Że jak?! Gdzie ona teraz jest?! –wstał gwałtownie.
-Lou, spokojnie. Siadaj bohaterze za 2 grosze. –puściłam mu oczko.
-Nikt nie ma prawa ci ubliżać, a zwłaszcza ona.
-Wiem, Harry już o tym pomyślał.
Znowu ten wzrok.
Zawarł z nią umowę, że będzie dla niej miły w zamian za to, że ona się ode mnie odczepi.
-Wiedziałem, że on coś jeszcze do ciebie czuję!
-No tak, ale ja zrobiłam mu za to awanturę.
-Słucham?
-Bo to jest okropne! Jestem pewna tego, że on zdradza tą Amber na prawo i lewo i nic sobie z tego nie robi! Ugh! Nawet nie mogę o tym myśleć jak może robić jej takie świństwa!
-O mój boże..
-Co?
-Ty jeszcze coś do niego czujesz!
-Słucham?! Ja?! Wstręt? Tak.
-Kochasz go?
Wybuchłam śmiechem.
-Jasne, że nie. Nie po takim czymś.
-Sam. –spojrzał się na mnie.
Czułam się niepewnie.
-No co? Nie, nie czuję cholera! On jest straszny i odrażający! Żałuję, że go poznałam. Mogło zacząć się od Zayna. Zresztą, nie chce o tym gadać, dobrze? Jak tam z Eleanor?
-Wiesz, że chce dla ciebie najlepiej. Z Eleanor dobrze. Nawet bardzo dobrze.
-A nie planujesz czegoś poważniejszego? No wiesz.. Wspólne mieszkanie, wspólna przyszłość?
-Ech. Ostatnio nawet nie mam czasu tego przemyśleć.
-Rozumiem. Macie dzisiaj próbę?
-Tak, na 17.30. Zostało mi jeszcze jakieś pół godziny. Przyjdziesz?
-Nie, nie mogę. Po pierwsze, muszę odrobić pracę domową, a po drugie chce mieć niespodziankę! Też jestem w końcu fanką. –uśmiechnęłam się.
-Ach, no tak, rozumiem. Na pewno nie chcesz podać mi swojego miejsca?
-Nie. –pokręciłam głową. –Inne też muszę mieć szansę. A teraz leć, bo się spóźnisz. Do jutra! Mam nadzieję, że zachowam dobre wspomnienia. To w końcu mój pierwszy koncert samego One Direction!
-Pa Sami. Mam nadzieję, że gdzieś tam cię zobaczę w tłumie.
-Ty się nie rozglądaj za mną tylko za innymi! Żeby chociaż na chwilę poczuły się szczęśliwe.
-Dobra, dobra. Na razie. –przytuliliśmy się przyjacielsko.
-Do zobaczenia. –pomachałam mu.
Po chwili zniknął za zakrętem.

Piski setek tysięcy pięknych fanek. Na pewno każda z nich marzy o tym żeby spotkać chłopaków i jednego w sobie rozkochać… Aby Lou, Niall, Liam, Zayn lub Harry był tym jedynym, którego będzie mogła przytulać, całować i spędzać  z nim jego każdą wolną chwilę… Że będzie mogła czuć ciepło jego ciała i zapach pięknych perfum… Uświadomiłam sobie, że jestem wielką szczęściarą, ale gdy zagłębiałam się w tłum czułam z tymi dziewczynami jakoś nierozłączną więź. Nie uważałam się już za Sami-przyjaciółkę sławnych piosenkarzy, która się kryje, tylko za normalną, szarą Sam. Wielką fankę One Direction pogrążoną w milionach marzeń.
-Bilet poproszę.
Podałam papierek.
-Zgadza się. Następna!  -kobieta w średnim wieku krzyknęła.
Przeszłam przez średniej wielkości automatyczną barierkę i znalazłam się na wielkim placu z masą siedzeń i najważniejszym – ogromną, pięknie oświetloną sceną na której trwały jeszcze przygotowania. Nawet nie mogłam uwierzyć, że tu jestem.. Ja.. To jest właśnie dowód na to, że marzenia się spełniają. Przepchnęłam się przez tych wszystkich ludzi i zajęłam miejsce. Co prawda nie było one dla VIP’ÓW w pierwszym rzędzie.. Była z niego słaba widoczność, ale zawsze są telebimy, no i uszy. Normalnie jestem pewna tego, że wylosują moje miejsce i zostanę wprowadzona na scenę, do chłopaków! Pff, a jakbym mogła to nie być ja? To przecież oczywiste.. Jestem taka piękna i wyjątkowa, że to na pewno będę ja. Pf.. – zaśmiałam się w duchu. –Serio, ciekawe kto będzie tą szczęściarą. Mam nadzieję, że to jakoś odmieni jej życie. Po chwili zgasły światła i rozpoczęło się wielkie „woooah”. Siedziałam przy dwóch chyba młodszych ode mnie blondynkach, które były naprawdę zachwycone tym wszystkim..
-Pierwszy koncert? –spytałam się jednej.
Przytaknęła.
-Jest tu tak świetnie! Aż mnie w brzuchu ściska! –uśmiechnęła się.
-Mnie tak samo! Kto jest twoim ulubieńcem?
-Nie mam. Wszystkich kocham po równo! Ale gdybym miała wybierać to Harry..
Oj dziewczyny.. gdybyście zobaczyły co kryje się pod tą burzą loków..
-A twój? –wyrwała mnie z przemyśleń.
-Sama nie wiem. Teraz chyba Lou.
-Aaaaaaaaa! ZACZYNA SIĘ! –krzyknęła.
Zaśmiałam się. To prawda. Wielkie SHOW miało zaraz się rozpocząć. Scena została oświetlona i na scenę weszło 5 chłopców. Rozbrzmiała melodia piosenki  „Gotta Be You”. Wszyscy wstali z miejsc i robili falę, machali, piszczeli, wrzeszczeli.. To się nazywa koncert!

Do tej pory zagrali 6 piosenek. Moje nogi odmówiły już posłuszeństwa, ale dalej tańczyłam… W pewnym momencie podszedł do naszego rzędu jakiś mężczyzna odziany z mundur. Wymieniłam z dziewczynami pytające spojrzenia. Kierował się w naszym kierunku, a kiedy już się obok nas znalazł, spojrzał na siedzenie i powiedział do mnie:
-Pani pójdzie ze mną.

________________________________

PRZEPRASZAM I DOBRY WIECZÓR! :) 
Więc tak, przepraszam za to, że tak dłuuuuugo nie dodawałam. Po prostu miałam wyjazdy. A kiedy znalazłam kilka dni wolnego to pisałam, pisałam i pisałam żeby był wyczerpujący :P 
I się chyba opłaciło! Zyskałam więcej komentarzy.. Więc mam dłużej nie dodawać żebyście w końcu pisali co sądzicie o rozdziale? :) 

Co do moich bzdur... Ten rozdział bardziej poświęciłam Sam i Harremu. Zachowuję się jak stare małżeństwo.. Dobra, nie.. Za bardzo się kłócą. Sam jest wredna. Strasznie wredna. Ale właśnie teraz chce ją taką pokazać, a potem... 
Zobaczycie! ;)

KOMENTUJCIE KOCHANI! ZALEŻY MI! LENIE! ♥
+dodawajcie do obserwowanych. 

Woo! Jestem już z wami 30 rozdziałów! 

Ola. 


wtorek, 31 lipca 2012

XXIX RODZIAŁ


-A więc tak! Chłopcy, tutaj macie listę z zakupami. Ja z dziewczynami zajmę się wystrojem mieszkania.
-A czy możemy dokupić coś od siebie?
-Co masz na myśli? –spytałam.
-No wiesz, coś dla pełnoletnich.
-To już wasza sprawa. Tylko bądźcie przed 17, bo trzeba wszystko wyłożyć na stoły.
Wszyscy się rozeszli.
-Em, Zayn. –powiedziałam do wychodzącego chłopaka.
-Mmm? –podszedł do mnie.
-Otwórz dłoń, mam coś dla ciebie. –uśmiechnęłam się.
Mulat wykonał zadanie. Położyłam mu na rękę rulonik z pieniędzmi.
-Co to?
-Równe 70 funtów. Dziękuję za pożyczkę.
-Sam, nie przyjmę tego.. –chciał mi oddać.
-Podobno kto oddaje i zabiera ten się w piekle sponiewiera.
-Mi już to grozi, a chce cię mieć przy sobie. Naprawdę, weź to.
Usłyszeliśmy głośny klakson samochodu.
-RUSZAJ DUPĘ CZARNY! –krzyknął Lou.
-Widzę, że twoi kochani przyjaciele na ciebie czekają, to pa. –dałam mu buziaka w policzek i uciekłam.

-Ok, a więc tutaj będą stoły, chłopcy potem je przeniosą, a tutaj dekoracje. Kula na suficie już jest, kolorowe światła też. Jeszcze przekąski i będzie miodzik.
-Jeju Sam, ale musiałaś się napracować. –odparła Eleanor.
-Lubię to robić. –uśmiechnęłam się.
-I ci się to udaję.
Do mieszkania wtargnęli opakowani torbami chłopacy.
-JESTEŚMY!
-Kurde, ile tego? –spytała Misia. –Ach, no tak.. Niall z wami był..
Wszyscy wybuchli śmiechem.
-Mhm, też cię kocham. –powiedział blondasek.
-Macie tutaj wszystko, a my pójdziemy po butelki.
-Chłopcy, czekajcie! –krzyknęłam. –Trzeba przestawić jeszcze stoły..
-Jak?
-A wiec ten na prawo, tamten przy ścianie, a ten na lewo. Teraz. –puściłam im oczko.
-Dobra, trunki muszą poczekać.
Płeć przeciwna wzięła się do roboty, a ja zaniosłam część zakupów do kuchni. Usiadłam przy stole i wykręciłam numer Henrego.
-Sam! –krzyknął do słuchawki.
-Henry!
-Sam!
-Henry!
-Sam!
-Henry!
-Sam!
-Henry!
-Sam!
-Sam! –zmyliłam go.
-Henry!
-Ha! Dałeś się złapać!
-Osz ty! –zaśmiał się. –A co się stało, że do mnie dzwonisz? Czyżby nie miał kto podwieźć cię do szkoły?
-Nie brzydalu! Jesteś w domu?
-Mhm, a więc chcesz mi złożyć wizytę..
-Nie Henry, chce cię zaprosić na imprezę.
-Uoaa. To zmienia kolej rzeczy! Jaka, gdzie?!
-Wyluzuj stara! Bądź o 18 przed budynkiem gdzie jest mieszkanie Lou, ok?
-Okej, to do zobaczenia stary!
-Pa!
Rozłączyłam się. Podniosłam moją dupę i zaczęłam wypakowywać zakupy.
-Po co im tylko owoców? Przecież nikt nie będzie ich jadł… -powiedziałam do siebie.
-Ja lubię owoce. –silne dłonie objęły mnie w talii od tyłu.
-Tak wiem, ty umięśniony chudzielcu. –obróciłam się do mulata. –Gustowna kurteczka. –pogłaskałam ją.
-Chodź, mam co dla ciebie. –pociągnął mnie za rękę.
Zaprowadził mnie do swojego pokoju, a kiedy już tam weszliśmy zamknął drzwi.
-Zayn, okno jest baaardzo blisko. –wskazałam na nie palcem.
Mulat uśmiechnął się.
-Usiądziesz na kanapie?
-Dobra. –nie spuszczałam z niego wzroku.
Posadziłam się na sofie.
-A więc..
-Chwila. –poszedł do swojej garderoby.
Kiedy z niej wrócił trzymał w ręku kremowe pudełko z kokardką.
-To dla ciebie. –uśmiechnął się.
-Zayn, ale ja…
-Rozpakuj.
Wzięłam prezent do dłoni i zaczęłam odwiązywać czerwoną wstążkę. Kiedy go otworzyłam zobaczyłam jakiś czarny materiał..
-Zayn…
-Wyjmij proszę.
Wyciągnęłam z wnętrza prześliczną sukienkę wysadzaną srebrnymi ćwiekami na ramionach. Uśmiechnęłam się i popatrzyłam na chłopaka.
-To na pewno nie kosztowało te 70 funtów, które ci oddałam, Zayn, czemu…
-Chciałbym żebyś założyła ją na imprezę.
-Jeszcze jej nie przyjęłam.
-Przykro mi, ale w sklepie nie przyjmują zwrotów…
-Tobie nie przyjmą? Takiemu przystojniakowi?
-Nawet takiemu. –uśmiechnął się.
-Ale wiesz, zawsze możesz ją założyć. Jest taka bardzo w twoim stylu.. No wiesz, czarny kolor, ćwieki…
-Aż takim chudzielcem jak ty nie jestem.
-Dziękuję ci. –przytuliłam go. –Naprawdę strasznie ci dziękuję.
-Nie ma za co kochanie.
-A teraz wróćmy na dół… Jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. –położyłam ubranie na sofie.
Zeszliśmy po schodach. Stoły były ułożone tak jak chciałam. Chłopcy znosili alkohol, napoje i jakieś inne butelki.
-Dobra, to ja idę do kuchni wszystko rozpakować. Która godzina?
-17.20 –odpowiedział Niall.
-Dzięki Nialluś! –weszłam do pomieszczenia z jedzeniem.
Zaczęłam wszystko przygotowywać i znosić na stoły.
-CHŁOPACY! Czemu za każdym razem kiedy przychodzę jest tego o połowę mniej?!
Zaczęli się śmiać.
-Jak jeszcze raz takie coś zauważę to nie ręczę za siebie!

Przed 18 wyszłam po Henrego.
-Siema, siema! –powiedział do mnie chłopak i poczochrał po włosach.
-Bubku! Nie trzep mnie! –zrobiłam to samo.
Zaczął ode mnie uciekać. Rzuciłam mu się na barana.
-Tęskniłam za tobą. –wtuliłam się w jego plecy.
-Ja za tobą też. –zaśmiał się. –To co… Pojutrze szkoła. Impreza na zakończenie wakacji?
-Mhm, to był pomysł Lou.
-Pewnie będzie sporo ludzi.
-Wiem, że ty będziesz i z tego się najbardziej cieszę. –zeskoczyłam z jego kręgosłupa.
Wtuliłam się w niego.
-Wiesz co Henry…
-Słucham?
-Kocham cię debilu. –zaczęłam go gilgotać.
-Aa! Przestań! Ludzie patrzą!
-Ajj tam! To miłość Hitlerze!
Zaczęliśmy się wygłupiać.
-Uff! Koniec! –uśmiechnęłam się.
-Właśnie tego mi brakowało głupku. –złapał moją talię i okręcił naokoło.
-Mi też, a teraz chodź, bo zostało 20 minut do imprezy. –pociągnąłem go za rękę.
-W co się ubierasz?
-Zobaczysz. –puściłam uśmieszek. –Jeszcze musze się wykąpać.. Posiedzisz z chłopakami, co?
-A będzie tam ten skur… -spojrzałam na niego. –Umm, Harry?
-Nie jestem tego pewna, ale nie zdziw się jak będzie w towarzystwie blondyny, niejakiej Amber.
Automatycznie się zatrzymał.
-Że co kurwa?!
-Henry, chodź no! To już przeszłość bubku! –poszliśmy do mieszkania.

-Siema! –wtargnęłam do domu z Henrym pod rękę.
Zastałam tam już chyba moją całą paczkę w komplecie. Wszyscy byli już gotowi i wystrojeni do imprezy.
-To ta kurwa? –spytał Henry patrząc na blond dziewczynę.
-Henry! To też człowiek. Nie przezywaj jej.
-Ale…
-Ale to był wybór Harrego. –uśmiechnęłam się. –Okej, ja idę się wykąpać i ubrać! –poszłam na górę.
Kiedy chciałam wejść do łazienki była zajęta. Po chwili otworzyły się drzwi.
-Ach, ty jeszcze nie gotowa. –powiedział Zayn.
-Niestety, byłam po Henrego…
-A! Ten blondyn taki?
-Mhm. A teraz wypierdzielaj z tej łazienki Zaynuś! –zaśmiałam się.
-No już, już. Zostało niecałe 10 minut do imprezy. Pośpiesz się.
-Lubię się spóźniać. –puściłam mu oczko i zamknęłam drzwi.
Zdjęłam moje wszystkie ubrania i weszłam pod prysznic. Kiedy z niego wychodziłam słyszałam już muzykę, dużo hałasów i szumu. Fakt, od 10 minut powinnam być na imprezie, a jeszcze trzeba wysuszyć włosy. Szybko włączyłam suszarkę, rozczesałam loki i zaczęłam wymachiwać nią wokół mojej głowy.

-Kurde! Kurde! Kurde! Już jestem 30 minut spóźniona! –krzyczałam do siebie.
Byłam cały czas w łazience. W końcu doprowadziłam włosy do ładu i nałożyłam delikatny makijaż.
-Gdzie ja mam tą sukienkę?! –zaczęłam jej szukać. –Kuźwa! U Zayna!
Obwinęłam się ręcznikiem i otworzyłam drzwi. Teren był czysty.. Szybko przemknęłam do sypialni mulata. Na szczęście była pusta. Wzięłam sukienkę w rękę i uciekłam do swojego pokoju. Włożyłam czarną bieliznę i kieckę. Sięgała ona do połowy ud i była dość obcisła. Do tego dobrałam czarne, wysokie szpilki i w końcu byłam gotowa! No i spóźniona 45 minut oczywiście…
-Ok! Jesteś Sam, tak? Masz zejść po tych schodach i się na nich nie wypieprzyć. –oznajmiłam sobie.
Zrobiłam ostatnie poprawki i zatrzymałam się na szczycie schodów. Na dole była masa ludzi, których twarze zostały skierowane na mnie.
„No to jedziemy!” –powiedziałam w duchu.
Rozpoczęłam schodzenie. Czułam się strasznie niepewnie… Nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi. Kiedy dotrwałam do ostatniego schodka rozległo się pełno gwizdów i męskich komplementów. Na wszystkie odpowiadałam uśmiechem. Podeszłam do barku z napojami. Ktoś zaszedł mnie od tyłu.
-Coś mi się zdaję, że jesteś jedyną osobą na tej imprezie wyglądającą lepiej ode mnie. –mulat szepnął mi do ucha.
-Zayn, przestań. –zaśmiałam się.
- I także Coś mi się zdaję, że chyba będę dzisiaj o ciebie bardzo zazdrosny.
-Zayn! Zaraz twój występ… -krzyknął jakiś męski głos.
-Emm..? –zrobiłam pytający wzrok.
-Muszę lecieć, niedługo wrócę. –zginął w tłumie tych wszystkich ludzi.
-W końcu jesteś wolna, już się bałem, że cię nigdy nie zostawi… -usłyszałam kogoś głos.
Ujrzałam przed sobą wysokiego blondyna.
-A ty jesteś…?
-Ach! Jestem Daniel. –uśmiechnął się.
-I przyszedłeś tutaj, bo…?
-Bo chciałem postawić ci drinka. Po prostu od kiedy zobaczyłem cię na tych schodach to wiedziałem, że musisz się ze mną napić. –podał mi szklankę z alkoholem.
-Ja nie.. Nie powinnam.
-Dawaj, to tylko jeden! Od razu lepiej się poczujesz.
Wzięłam do ręki szklane naczynie.
-A co mi tam!

-A przed wami DJ MAAAALIIIIK!
Wszyscy zaczęli klaskać, drzeć się i piszczeć. Rozległa się muzyka i Zayn zaczął dj-jować. Ludzie tańczli w rytm muzyki, a ja razem z nimi.
-DJ MALIK! YEAAAAAAH! –darłam się popijając drinka.
Kiedy Zayn w końcu skończył swój popis rozległ się wielki aplauz dla wykonawcy. Podeszłam do baru i tym razem napiłam się samego soku.
-I jak się podobało? –objął mnie ramieniem. 
-A nie słyszałeś moich krzyków zachwytu? –uśmiechnęłam się.
-Oczywiście, że słyszałem…
-Dałeś świetny popis przed tymi wszystkimi dziewczynami mizdrzącymi się do ciebie. Były w siódmym niebie. –zaśmiałam się.
-Uoa, czyżby zazdrosna? 
-Nie, ja po prostu mówię jak było. Spójrz się jak do ciebie wzdychają. –wskazałam na żeńską grupkę nieopodal. –I do tego są naprawdę śliczne.
-Dla mnie nie ma innych, jest tylko jedna. Właśnie ją obejmuję.
-To może z nią zatańczysz? –pociągnęłam go na parkiet.
Rozległ się remix piosenki Kid Cudi – Pursuit of Happines. Zaczęłam jak to się mówi.. Wywijać tyłeczkiem tuż przed chłopakiem. Zayn podążał za moimi ruchami i ciągle się śmiał.
-Je, Je, Je, Je, Je, Je…. –zaczęłam śpiewać słowa piosenki.
Kiedy doszliśmy do refrenu podskakiwałam z ręką w górze tak jak inni. Potem obeszłam mulata wokoło dotykając go opuszkami palców i złapałam za dłonie. Kołysaliśmy się, a kiedy muzyka przyśpieszyła podskoczyliśmy i reszta piosenki polegała na jej śpiewaniu i wygłupianiu się.
-No, no, no… Nie wiedziałem, że potrafisz tak ostro tańczyć. Zawsze myślałem, że jesteś grzeczną dziewczynką. –usiedliśmy na jakieś kanapie.
-Ach, to się myliłeś. –szepnęłam mu do ucha i zaczęłam muskać je moimi wargami.
Ktoś podał nam drinka. Wypiłam go.
-Szaleństwo? –spytał się mnie mulat.
-Dzisiaj daję na całego, kochanie.
Wstałam i podeszłam do Henrego, którego zobaczyłam w tłumie.
-Sam! Szukałem się! Wyglądasz niesamowicie! Serio, nie wiedziałem, że…
Wyciągnęłam go na parkiet.
-Ach, więc tak pogrywasz… -zaczął mną wywijać na prawo i lewo.
Potańczyliśmy połowę piosenki z innymi partnerami. Natknęłam się na przystojnego chłopaka z brązową grzywą.
-Strasznie mnie podniecasz. –powiedział do mnie.
Uśmiechnęłam się do niego i wróciłam do Henrego.
-Czemu zwiałaś od tego chłopaka? –spytał głośno.
-Nie lubię podniecać moich partnerów. -zaśmialiśmy się.
-No, no, masz tempo Sam!
Skończyła się muzyka.
-Od kiedy jesteś taka pewna siebie?
-Po prostu, mam już 17 lat, niedługo kończę 18… Muszę korzystać z życia. –uśmiechnęłam się.
-Właśnie taką Sam uwielbiam!
-Czy mogę prosić? –spytał się mnie Zayn.
-Oczywiście. –złapałam jego dłoń.
Weszliśmy na środek parkietu. Znaleźliśmy się obok Harrego i Amber. Tak bardzo nie chciałam go spotkać… Ktoś zaczął się drzeć „WOLNA, WOLNA!”. Po chwili rozległa się TA piosenka. Zamurowało mnie. To była NASZA piosenka… Moja i Harrego. Adele – Promise this. Jednak nie dałam tego po sobie poznać… Wiedziałam, że mój były chłopak się na mnie patrzy, czułam to i raz napotkałam na jego oczy. Zayn obejmował mnie mocno w talii. Byłam blisko niego i czułam się całkiem dobrze… Nawet odzyskałam pewność siebie, tą, co kiedyś. Przywarłam jeszcze mocniej do niego i spojrzałam mu głęboko w oczy. Czasem spoglądałam na Harrego, który obściskiwał się z blondyną w obcisłej, różowej sukience. Czemu on ją wybrał? Nie! Teraz tańczysz z Zaynem i nie zepsuj tego, nie myśl o tym.

Po kilkunastu tańcach z napotkanymi po drodze chłopakami padnięta udałam się na górę. Musiałaś pójść do łazienki. Na moje szczęście była wolna. Całe piętro wypełnione było ludźmi, którzy naprawdę dobrze czuli się w swoim towarzystwie… Czyli obmacywanko, całuski, ostre pocałunki, pieszczoty, śmiechy i naprawdę narąbani ludzie. Weszłam do ubikacji i obmyłam zimną wodą twarz. Też byłam już trochę wstawiona, ale starałam się tego nie pokazywać. Wyszłam z ubikacji i kierowałam do schodów. Ujrzałam tam Amber opierającą się o poręcz i namiętnie całującego ją Harrego.
-Kurwa! –powiedziałam do siebie cicho.
Schowałam się za ścianą, tak aby mnie nie zauważyli… Chłopak przycisnął się do dziewczyny jak kuźwa dżdżownica do dżdżownicy kiedy się krzyżują. Byłam strasznie wściekła… Kiedy się od siebie oderwali zeszli na dół. Dokładnie z góry widziałam gdzie ustali. Obok Zayna i zaczęli z nim rozmawiać. Szybko zeszłam na dół, przepchnęłam przez tłum i byłam coraz bliżej mulata.

*Zayn*
Zobaczyłem zbliżającą się do nas Sam. Dziwnie się do nas uśmiechała.
-No Hej Sam, co tam u cie… -nie dokończyłem.
Dziewczyna dosłownie się na mnie rzuciła i zaczęła łapczywie całować, tak, że aż poleciałem na ścianę. Harry patrzył się na to z piorunującym wzrokiem. Wziąłem ją za rękę i pociągnęłam w puste od ludzi miejsce.
-Sam, co ty…?
Jednak ta znowu zaczęła muskać moje wargi. Udałem się z nią do jednego z pokoi. Rzuciłem ją na kanapę. Teraz ja przejąłem nad nią kontrolę.

Tym razem mulat namiętnie mnie całował i delikatnie jeździł dłońmi wzdłuż moich ud. Zdjął swoją marynarkę, koszulkę, a potem podciągnął moją sukienkę do góry. Szybko podniosłam się z miejsca i usiadłam na fotelu, który stał obok. Westchnęłam.
-Zayn.. Ja, nie potrafię.. Nie jestem gotowa.. Kurde! –złapałam się za głowę.
-To moja wina. Ty tylko mnie pocałowałaś, a ja pomyślałem sobie coś stanowczo większego.
-Nie! Ja też o tym myślałam… Tylko, że kiedy ty starasz się ściągnąć ze mnie jakoś rzecz pojawia się jakaś blokada, nie potrafię ci wyjaśnić…
-Rozumiem Sam, przepraszam.
-Zayn, proszę, nie rób tego… -usiadłam obok niego. –To ja przepraszam.
-To może wrócimy na imprezę i udamy, że było tak jak wcześniej?
-Jesteś kochany, naprawdę. –przytuliłam go.
Pocałował mnie.
Ale to mogę robić?
-Kiedy tylko chcesz. –uśmiechnęłam się.
Wróciliśmy do tych wszystkich ludzi. Poszłam po drinka. Piłam jeden za drugim. To z Henrym, to z Danielle, to z Eleanor, to z Lou… Po prostu, świetnie się bawiłam.
-Jesteś już nieźle narąbana, Sam. –powiedział do mnie Harry.
-To co, może mnie przelecisz? –odwróciłam się do niego plecami. –Spierdalaj. –powiedziałam stanowczo. –Zapierdzielaj swojej różowiutkiej blondyny. –odeszłam stamtąd.
Ktoś podał mi kolejnego drinka i po nim to już naprawdę nie wiedziałam co robię. Idąc pośród tłumu dowiedziałam się, że chłopacy organizują sobie zabawę Fruit Ninja na stołach. Ach, więc o to były im te wszystkie owoce… Czym prędzej podleciałam do płci przeciwnej i wdrapałam do nich na blat. Początkowo tańczyłam jak jakaś porąbana z napotkanymi mężczyznami, a potem kilka razy przecięłam w powietrzu a to arbuza, a to jabłko, pomarańcze…
-A TERAZ ORGANIZUJEMY KONKURS TANECZNY! –powiedział jakiś trzeźwy facio. –KTOŚ CHĘTNY?!
Jednym odruchem podniosłam rękę. Kuźwa, co ja odstawiam?!
-JA! ZNACZY NIE… -szybko ją opuściłam.
-Zgłosiłaś się, zapraszam na matę, Sam. –wskazał palcem na przedmiot.
Poszłam tam i ustałam na prostokącie. To się wpakowałam…
-JESZCZE KTOŚ CHĘTNY?
-Ja! –powiedział znajomy mi głos.
Ustała obok mnie.
-No to nie mam szans.. –powiedziałam do Danielle.
Rozległa się muzyka.

*Harry*
Stałem i byłem wpatrzony na Sam. Wyglądała bosko. Ta sukienka idealnie podkreślała jej szczupłą talię, pupę i zgrabne nogi. Miałem w tym momencie ochotę objąć ją i pocałować. Wykonywała połowę ruchów, które ukazały się na telewizorze, bo resztę albo myliła, albo wybuchała niekontrolowanym śmiechem razem z Danielle. Była nieźle upita… Moja mała Sam.
-Kto to jest? –spytał się mnie jakiś chłopak.
-Która?
-Ta w czarnych..
-Nazywa się Sam.
-Jest taka seksowna! Kurwa! I ta jej burza loków…
-I jest moja.
-Że jak? Widziałem jak całowała się z tym.. ciemnym.
-To tylko dla zmyłki. –podszedłem bliżej niej. 
Spojrzała się na mnie, a ja zrobiłam jeden z tych uśmiechów, które uwielbiała. Straciła kontrolę nad swoimi ruchami i poleciała w dół. Szybko złapałam ją w swoje ramiona.
-Lecisz na mnie kotku? –spytałem się jej i przycisnąłem do siebie.
Zacząłem kierować się na górę.
-Hahhaa, nie mam zamiora z tabą gedać.. –odparła myląc prawie wszystkie słowa.
-Czyżby? To mam cię upuścić?
-Zaniaś mnie do Zaynusia. –powiedziała piorunując mnie wzrokiem.
Jakoś dziwnie zrobiła mi się w sercu.
-To ty i on… Wy, jesteście razem?
-Nie twój zasrany interes. –tym razem nie pomyliła się w słownictwie. –CHCE DO ZAYNA! –zaczęła się wyrywać.
-No już.. Spokojnie. –zaniosłem ją do niego.
-Co jest? –spytał.
-Hej Zayn! Kocham cię, wiesz? –wyciągnęła do niego ręce.
-Ja ciebie też. –uśmiechnął się. –O co jej chodzi? –powiedział do mnie cicho.
-Chciała żebym ją do ciebie przyprowadził.
-Bo ja tabie ufon, wisz?
-Wim, wim Sami. –wziął ją ode mnie.
-A pocałujesz mnie? –spytała.
-Na górze kochanie. –uśmiechnął się do niej.
Uciekłem stamtą. Jak najdalej. Jak mogłem to wszystko tak spieprzyć?! Jak mogłem ją stracić?!

*Zayn*
Zacząłem prowadzić ją na górę.
-Hahahhaah, a wisz, że ty wyględarz jak tap madl kurdu?!
Zaśmiałem się.
-Tak Sami, wim, wim kochana. –przytuliłam ją mocniej.
-Ale toki zawadewy madl.
Potem tylko zaczęła chichotać i wygadywać głupoty, że zjadł ją miś koala. Jej pokój był zajęty, więc musiałem zanieść ją do swojego. Ułożyłem dziewczynę na łóżku i przykryłem kocem.
-Przebierz mnie. –uśmiechnęła się cwaniacko.
-Wedle twojej prośby.
Wziąłem moją ulubioną koszulkę z garderoby i do niej podszedłem. Zdjąłem jej sukienkę. Została w samej koronkowej bieliźnie. Jak ja kochałem jej ciało… Matka natura obdarzyła ją niesamowitą figurą. Włożyłem na nią bluzkę, a ona zdjęła stanik i rzuciła go na ziemię. Potem przykryłem ją kołdrą.
-Zuan.
Zaśmiałem się w duchu.
-Słucham?
-Śpiaj tutaj maj madl. –powiedziała po czym wyciągnęła do mnie swoją dłoń.
Ułożyłem się koło dziewczyny. Ona tylko wtuliła się w mój tors, a ja pocałowałem ją w czubek głowy.
-Dobranoc moja pijaczyno. –powiedziałem.
Zasnęła.

Otworzyłam oczy, leżałam na brzuchu Zayna. Próbowałam się podnieść, jednak ból głowy wygrał… Runęłam z powrotem na chłopaka.
-Ałłł… -jęknął mulat.
-Ałł to chyba dla mnie. Moja głowa! –złapałam się za nią.
-Kac? –uśmiechnął się.
-Po czym?! Po tych sokach owocowych?
-Z alkoholem, Sami. –pogłaskał mnie po włosach.
-O kurde… Byłam ostro pijana?
-Już nie pamiętasz?
-Co zrobiłam?
-No wiesz… Pocałowałaś mnie na oczach wszystkich, potem zaczęłaś  na stole z jakimiś chłopakami i na macie jak jakaś szalona, co chwilę wybuchając śmiechem, poza tym, hmm.. Dużo krzyczałaś i się wygłupiałaś..
-Zayn, zabiję siebie. –przetarłam oczy. –Czemu jestem w twojej koszulce?
-Ach, kazałaś żebym cię przebrał.
-Ja? –wskazałam palcem na siebie. –Ja?!
-Tak, ty. Spokojnie, sama ściągnęłaś z siebie stanik… Nie patrzyłem.
-Uff, już się bałam, że jesteś jakimś pedofilem.. Która godzina?
-Emm, dochodzi 10.
-Moja głowa! Ja nie mogę… Nie wiem jak jutro pójdę do tego cholernego college. Henry żyję?
-Chyba tak, jeszcze wczoraj z nim gadałem.
-Pomóż mi wstać. –wyciągnęłam do niego ręce.
-Tak jak wczoraj. –zaśmiał się i podniósł z materaca.
-Co? Jak wczoraj? Zayn! –podał mi swoje dłonie.
Powstałam.
-Ałł, teraz uważaj..
-Ale na co?
Runęłam na chłopaka.
-Głowa! Mam dość.. Chce pić. I jeść. Zanieś mnie na dół.
-Wedle twojego życzenia.
Przerzucił mnie przez ramię.
-Co?! Ej! Ja nie mówiłam poważnie..
-Ale tak to brzmiało. –otworzył drzwi i poszedł na dół. –Ale mam widok. Prosto na twoją pupę.
-Zayn! –wychyliłam się bardziej do tyłu i klepnęłam go w jego dupę. –A jaki ja mam dotyk.
Wybuchnął śmiechem. Zeszliśmy na dół, do kuchni. Chłopak w końcu postawił mnie na miejsce. Przy stole siedział samotny Harry grzebiąc widelcem w talerzu. 
-Co? Amberce znudziło już się twoje towarzystwo? –puściłam mu sztuczny uśmiech.
-Sam, możemy pogadać? –lokowaty spytał się spokojnie.
Wybuchłam śmiechem.
-Chyba sobie śnisz chłopaczku. Zayn, to co robimy do jedzenia? –podeszłam do niego i objęłam w talii.
-Em.. Kanapki? Niestety zawartość lodówki tylko na to pozwala.
-Ekhm.. Zrobiłabym jajecznicę, ale ktoś użył wszystkich jajek do swojej.
-Chcesz, mogę cię nakarmić. –pokazał widelec.
-Wsadź go sobie gdzieś.
-To może ja zostawię was samych? –spytał Zayn.
-Tak, to będzie dobry pomysł. –odparł Harry.
-Ee, nie? Zayn, zostań. Zrobimy wyśmienite śniadanie!
Wyjęłam z szafki chleb i rozłożyłam wszystkie kromki na stole.
-Zjesz wszystkie? –zadał pytanie mulat.
-Jasne, że nie. Ale przecież w pokojach są goście.. Im też przydałoby się coś przygotować.
-Ja jestem na przykład gościem. –odezwał się mój były.
-Zayn, ty robisz dla chłopaków, ja dla dziewczyn. –wyjęłam z lodówki pozostałe składniki.
-Ale ty dotykałaś tego z czego będą robione te kanapki. –odparł radośnie lokowaty.
-Harry! Wypieprzaj stąd, okej? Mam już dość tych twoich docinków i ogólnie ciebie! Nie rozumiem jak mogłam z tobą być, a tym bardziej rozmawiać jak z normalnym człowiekiem! Zapamiętaj sobie, że w moich oczach jesteś zwykłym zadumanym w sobie dzieciakiem i naprawdę gdybym tylko mogła cofnęłabym ten czas, kiedy byliśmy razem!
-Och, czyżby?! Z tego co wiesz, było nam razem dobrze!
-Ha ha ha! Może tobie.. Wykorzystywałeś mnie jak bym była nikim, a potem na końcu zdradziłeś!
-To ja może wyjdę. –wtrącił się Zayn.
-Idź jakbyś mógł! –powiedział stanowczo Harry.
-ZAYN! ZOSTAŃ! –krzyknęłam.
-Sam, przepraszam, ale chyba czas żebyście pogadali. –pocałował mnie w czoło i tak po prostu poszedł.
-I co? Czujesz tą satysfakcje, że coś poszło po twojej myśli?! Z kim ja w ogóle byłam? Jak mogłam budzić się z uśmiechem na twarzy, że mam takiego chłopaka jak ty… Jest z ciebie zwykła, narcystyczna świnia!
-A ty to idealna, co? Dopiero co zerwaliśmy, a już znalazłaś sobie innego.
-Kurwa! Zabierzcie mnie stąd! –wrzasnęłam. –A ty co, święty?!
-Ja jestem chłopakiem!
-I co z tego, więc myślisz, że możesz zdradzać swoją dziewczynę z każdą inną napotkaną?! A potem stawiasz tej cierpiącej jakieś ultimatum i gadasz, że będzie tego żałowała. Jesteś pojebany człowieku!
-Się odezwała kurde! I tak w ogóle po co specjalnie pocałowałaś na moich oczach Zayna, co?
-Hhahahaha, specjalnie?! A może ja kurwa coś do niego czuję, ale przepraszam, wrogom się nie zwierzam. –puściłam mu sztuczny uśmiech.
Zaczęłam kierować się do wyjścia, ale Harry złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie.
-Pocałuj mnie, jeśli jeszcze coś mnie czujesz. –spojrzał mi głęboko o oczy.
-Takie gierki na mnie nie działają, a po drugie, masz dziewczynę! Jest z ciebie zwykły niewdzięcznik. –wyrwałam się z jego objęć. –Jak możesz to robić?! Myślisz, że ją zaliczyłeś i to już koniec? Ochh! Nie mogę na ciebie patrzeć, jesteś podłym dupkiem, który myśli, ze jest pępkiem świata, ale nie Harry, nie jesteś, nie byłeś i nigdy nie będziesz kurwa! Bo w oczach tych, którzy cię znają jesteś nikim. A te wszystkie blondyny lecą tylko na twój wygląd, sławę i kasę!
-Z tego co wiem, to ty też jesteś blondynką.
-Tak, jestem. I też leciałam na twoją kasę, wiesz? Co, zdziwiony?
-Czemu kłamiesz? Czemu to robisz?!
-Nie wiesz tego czy kłamię, bo ty nic o mnie nie wiesz!
-Wiem o tobie więcej nić się tego spodziewasz, Sam.
-Uoaa, no tak! Wynająłeś FBI żeby mnie sprawdzili? –skrzyżowałam dłonie.
Zaśmiał się.
-Wiem, że kiedy kłamiesz marszczysz delikatnie nosek. Że kiedy się boisz to tulisz się do pluszaka, co początkowo wydawało mi się trochę dziwne, ale za to także cię pokochałem. Wiem o tobie też, że pomimo tego, że zgrywasz taką twardzielkę, która uwielbia horrory i niczego się nie boi to we wnętrzu jesteś wrażliwą dziewczyną.. Wiem, że najbardziej uwielbiasz czerwone żelki, a resztą gardzisz i wyrzucasz przy każdej napotkanej sytuacji, że kochasz rysować, że…
-Daj już spokój, dobra?! Czemu mi to zrobiłeś? Czemu okazałeś się takim dupkiem, co? Czemu nie liczyłeś się z moimi uczuciami?
Nie odpowiadał.
-Co, nagle zaniemówiłeś? Nie wiesz co czułam, bo nigdy nie zostałeś potraktowany w taki sposób. I to jest dowód na to, że wielki Harry Styles nic nie wie o ludziach, a w tym także o takiej Sam, która uważa się za równą z innymi, nie tak jak pewien chłopak w kręconych włosach. –otworzyłam drzwi.
-Czułem się tak.
-Tak, czyli jak? Czułeś się jak poniżony debil, który myślał, że zawsze będzie idealnie? Bo właśnie ja tak się czułam. Byłam wtedy dla siebie nikim, rozumiesz? –zaczęły lecieć mi łzy. –A najgorsze było to, że obwiniałam siebie, SIEBIE! Myślałam, że nie dawałam ci tego, co inne, że to ja zrobiłam coś nie tak, a tak naprawdę to gówno prawda. I w końcu to zrozumiałam. I wiesz co? Cieszę się, że w końcu przejrzałam na oczy i zobaczyłam jaki jesteś naprawdę! Teraz wiem, że…
W tym momencie chłopak mocno mnie przytulił. Początkowo nie sprzeciwiałam się, ale zrozumiałam, że robię błąd. Wyrwałam się.
-To twoje sztuczki na okiełznanie dziewczyny? Więc stosuj je na innych, na przykład na tej swojej Amber. Masz rację wiesz? Kiedy byliśmy razem ty po prostu udawałeś. Każdy dzień z tobą był tylko głupią grą aktorską, w którą wierzyłam.. Byłam naiwna, ale jak to się mówi, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz wiem jaka jestem. I zapewniam cię, że nic, ale to nic do ciebie już nie czuję, więc daruj to sobie. –wyszłam z kuchni trzaskając drzwiami.
Pobiegłam na górę. Do pokoju Zayna. Nie zważając na chłopaka rzuciłam się na łóżko, a głowę wtuliłam w poduszkę.
-Sam. –pogłaskał mnie po plecach.
-Dlaczego on musi wszystko zepsuć?! Dlaczego on musi taki być? –zaczęłam płakać.
-Sam i co ja mam ci powiedzieć? Harry już taki jest.
-Ale to boli, wiesz? Ja naprawdę nie chce go co chwilę przezywać, krzyczeć i bluźnić kiedy z nim gadam, ale on zawsze do tego doprowadza… Myśli, że może mi rozkazać co mam robić, kiedy pójść, kiedy przyjść… Niech sobie wykorzystuję tą blondynę! A nie mnie! Ja na to już nie pozwolę.
-A czy nie wydaję ci się, że dzięki ej całej sytuacji z Harrym dorosłaś?
-Co masz na myśli?
-Sam, nie widzisz tego? Nie jesteś już tą zwariowaną dziewczyną co kiedyś.. Ty, stajesz się niezależną kobietą, która wiem, że sobie poradzi w przyszłości. Jesteś silna, a to najważniejsze… Wiem też, że wszyscy chłopacy, których spotkasz będą do ciebie lgnąć, ponieważ po pierwsze jesteś naprawdę zjawiskowo piękną kobietą, a do tego pewną siebie. W końcu zaczęłaś siebie doceniać, w końcu odnalazłaś siebie w tym mętliku myśli. Dojrzałaś.
Odkleiłam moją twarz od poduszki i usiadłam. Zayn przetarł moje łzy na policzkach.
-Nie płacz, Sam. Masz prawo denerwować się na Harrego, ale pamiętaj, że dzięki niemu teraz taka jesteś.
-Czyli to dobrze? –spytałam jeszcze szlochając.
-Oczywiście, że dobrze. Nawet świetnie. Twoje pewne cechy charakteru dojrzały. Ty sama w sobie dojrzałaś i to czyni cię wyjątkową.
-Wiesz co Zayn? Nie muszę zawsze być dla innych, czas zadbać o siebie. Czasem trzeba pobyć egoistką.
-Dokładnie.
-Dziękuję, naprawdę z całego mojego egoistycznego serca ci dziękuję.
Zaśmiał się. Potem go przytuliłam.
-No i kurde dalej chce mi się jeść i pić! MOJA GŁOWA!

-TATA! –rzuciłam się na niego. –Ale tęskniłam, kurde! BOGDAN!
-Hej córeczko! –przytulił mnie mocno. –My też tęskniliśmy.
-Jak tam było? Byliście na jakiś imprezkach? W ogóle opowiadać!
-No hmm… Praca, praca, praca.
-Cały czas?
-Kotku, kilka spotkań na dzień. Dopiero ostatniego dnia się wyrwaliśmy…
-Ach tam! Jakiś klub ze striptizem?
-Sam! –zaśmiali się oboje. –Nie, nie ze striptizem.
-Eee tam, to dupa. Byście sobie znaleźli jakieś kobiety. Miałabym komu pomagać wybierać dla nich prezenty.
Mój ojciec i Bogdan wymienili podejrzliwie spojrzenia.
-Nieważne. Mam prezenty!
-TAK! DAJ! –usiadłam szybko na kanapie.
Mój tatuś kochany wyjął ze swojej walizki 2 spore torebki prezentowe z flagą Ameryki.
-To dla ciebie, a to dla Danielle.
-Dziękuję tato. Danielle dam jutro. –uśmiechnęłam się. –Ja nie mogę! Jaka bluzka! Kurde! A torba.. Aaaa! Kocham cię! –pocałowałam go w policzek. –I ciebie też Bogdan! –zrobiłam to samo. –Swoją drogą, świetnie wyremontowane. –podniosłam się.
-Tak, mi też się podoba..
-I te schody! Takie kręcone! Achhh! –wyszczerzyłam się.
-Jak twoje włosy, kochanie. A jak tam było u Danielle?
-U kogo? A! U Danielle.. emm.. Świetnie, świetnie.
-Chcesz coś zjeść?
-Nie tato. Idę za godzinę z Henrym na lunch. –uśmiechnęłam się.
-Aha, ok. To co, teraz poleniuchujemy? Mam 2 dni wolnego!
-Tak! Tak! Tak! W końcu! –zaśmiałam się. –No to może jakiś film?
-A nie spóźnisz się na spotkanie?
-Nie, tato. Zawsze zostaje Bogdan. –puściłam mu uśmiech.
Ojciec włączył jakoś polską komedię. Nie była za fajna…
-Okej, idę, bo ta komedia… To pa! –wyszłam.
Włożyłam do uszu słuchawki i przechodziła właśnie przez park, kiedy ktoś zaciągnął mnie w ciemny obszar pośród drzew.
-Kurwa! Odwal się! –zaczęłam kopać i bić ciemną postać.
Dopiero potem zdałam sobie sprawę z kim mam do czynienia.
-Sory Harry, ale się śpieszę. Za 15 minut mam być w kawiarni. –chciałam odejść.
Chłopak złapał mnie za dłonie.
-Chce z tobą porozmawiać.
-Harry, nie! Nie rozumiesz tego? Nie mamy sobie nic do powiedzenia, wiec odpierdol się, dobrze? –wyrwałam ręce.
-Sam..
-Nie! Nie! Nie! Przestań o robić!
-Co robić?
-Przestań udawać, że jeszcze ci na mnie zależy, bo to nie jest fajne, wiesz? Już wystarczająco mnie zraniłeś, a teraz idź do swojej Amberki. Idź się z nią wyruchaj, masz czas chłopaczku. –poklepałam go po ramieniu.
-Kurwa, to ty przestań! –podniósł głos. –Czemu kiedy chce z tobą pogadać to zaraz mówisz żebym poleciał do Amber?
-Bo kurwa jesteś jej chłopakiem! Narzeczonym, mężem. Nie wiem jak jesteście blisko…
-Sam. –spojrzał się na mnie.
-NIE! –krzyknęłam i uciekłam jak najdalej od niego.

-Sami! Jak po wczorajszym? –spytał Henry, kiedy przysiadłam się do stolika.
-Ło boże. Masakra jakaś… Mam kaca jak nie wiem. Głowa mi pęka.
-Ale wyglądałaś niesamowicie! Serio… Zayn to szczęściarz.
-O czym ty mówisz?
-O waszym wczorajszym pocałunku.. Był ostry! Nie wiedziałem, że jesteście razem.
-Bo nie jesteśmy.
Chłopak spojrzał się na mnie pytającym wzrokiem.
-Byłam wtedy narąbana.. Nie wiedziałam co robię.
-A tak na serio?
-No upiłam się.
-Sam, widzę, że kłamiesz.
-Nie mów tak do mnie, bo nie kłamię!
-Dobra, nie drzyj się…
-Przepraszam Henry, ale już mam dość.
-Czego?
-Mojego ex.
-A co ci robi? Powiedz tylko słowo…
-Dobra, dobra, ty mój bohaterze. –uśmiechnęłam się.
-Sam, wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć, prawda?
-Tak Henry, wiem. Ale ja sama nie wiem co czuję. Jest Zayn i Harry…
-Zaraz, zaraz, mam przez to rozumieć, że ty do Harrego jeszcze…?
Przytaknęłam.
-SAM! NIE! NIE! NIE! Widziałaś co on ci zrobił?! WIDZIAŁAŚ TO?! Ty cierpiałaś, podczas gdy on zabawiał się z tą swoją lalunią!
-Tak Henry, ale…
-Nie ma żadnego ALE! Przykro mi Sam, ale ja nie wyrażam zgody na to żebyś do niego wróciła. Może masz swoje zdanie czy coś, ale stanowczo NIE!
-Czemu?
-Bo znowu ci to zrobi?! Dobrze wiesz, że z dnia na dzień jest coraz gorszy.
-Henry..
-Nie Sam. Nie gadajmy o tym! Znasz moje zdanie!
-Dobrze, nie gadajmy! To moje życie, moja sprawa i moje uczucia! I najlepiej wszyscy się ode mnie odpierdolcie! –wstałam z krzesła i wyszłam z kawiarni trzaskając drzwiami.

-Czego jeszcze ode mnie chcesz, co?! Czy wy nie możecie się raz na zawsze ode mnie odpierzyć?! –zaczęłam płakać.
-Sam… -położył rękę na moim ramieniu.
-A ty jako pierwszy w kolejce! Zostaw mnie, rozumiesz?! Zostaw! –szarpnęłam jego dłoń.
Złapał mnie za nią.
-Sam, ja wiem, że popełniłem wiele błędów, ale..
-Nie ma żadnego ale, rozumiesz?! Co, znudziła ci się tamta i teraz chcesz mnie przelecieć, bo zapomniałeś jak to jest, a potem znowu zdradzić? NIE! Już taka nie jestem!
-Ja…
-Znowu zaniemówiłeś? Ach! Świetnie.. A teraz przepraszam, ale muszę iść. –wyrwałam moją dłoń i poszłam przed siebie.

-Wiem już o twojej sprzeczce z Henrym. –powiedział Zayn w słuchawce telefonicznej.
-Ohooh! Staliście się przyjaciółmi? Więc zdradzicie mnie i kopniecie w dupę? –spytałam ironicznie.
-Ja chciałem żebyś była tylko egoistką, a nie wredną egoistką.
-Zayn, odpieprz się, okej?
-Nie, nie zrobię tego. Nawet jeśli będziesz mnie przezywać, bluźnić, rozłączać się, a nawet bić. Co jest?
-A co cię to obchodzi? W ogóle co was wszystkich obchodzi moje życie?! –krzyknęłam.
-Jesteśmy twoimi przyjaciółmi, chcemy twojego dobra do jasnej cholery! –podniósł głos.
-Nie, nie jesteście… To na pewno nie nazywa się przyjaźń.
-W moim przypadku nie, ale u Henrego tak. Nie rozumiem jak mogłaś go tak zranić.
-Ojej, nawet się sobie zwierzacie? Łohoooh. To poważniejsza sprawa.
A on tak po prostu się rozłączył. Leżałam na łóżku i patrzyłam w sufit. Co się ze mną dzieję? Czemu jestem taką suką w stosunku do moich przyjaciół, których prawdopodobnie już straciłam… Kilka minut później usłyszałam dzwonek do drzwi. Musiałam otworzyć, ponieważ nie było nikogo w domu.
-Chwila! –oznajmiłam schodząc po schodach.
Podeszłam do nich i pociągnęłam za klamkę. Kiedy go zobaczyłam od razu chwycił mnie za dłoń i zaciągnął w ciche miejsce w parku.
-Sam! Przestań, rozumiesz?! –krzyknął na mnie.
-Zayn…
-Nie! Teraz ja mówię i mi nie przerywaj! Nie rozumiem po co kazałem być ci egoistką, jeśli ty jesteś po prostu wredna! Tak Sam, dobrze słyszysz… Może i cię kocham, ale nie pozwolę żebyś zachowywała się jak te wszystkie blond laski dla których nie ma już ratunku… ja wiem, że życie nie jest łatwe, moje też nigdy nie było, ale ty masz na kim polegać, Sam. Zawsze znajdzie się ktoś, kto tak po prostu cię przytuli i pomoże, a tego wiele ludzi nie ma, wiesz? Taki przyjaciel jak Henry to dar od Boga i nie rozumiem jak możesz być taką…
-…Suką?
-Nie. Nie suką.
-Tak Zayn! Tak! Suka ze mnie! Kurwa! Ja nie zasłużyłam na takie życie. –zaczęłam płakać. –Nie zasłużyłam na Henrego, nie zasłużyłam na Lou, Danielle, Nialla, Liama i ciebie. –przytuliłam go. –Prze.. Przepraszam i dziękuję.
-A teraz powiedz, co się dzieję Sam?
-Naprawdę nie chce o tym gadać. Mam dość. –złapałam się za głowę.
-Hej, a jest coś, co poprawi ci humor? –pogłaskał mnie po policzku.
-Basen. –uśmiechnęłam się.
-Ooo nie! Nie! Nie! Nie!
-Zayn, no dawaj! Prooooszę!
-Ale ja nie umiem.. to znaczy…
-Zayn. –spojrzałam się na niego proszącymi oczami.
-Nie. Nie mogę.. Będziesz się ze mnie śmiać.
-To chyba ty powinieneś z tego beztalencia Sam się śmiać.
-Nie jesteś beztalenciem.
-Ohooh, nie zmieniaj tematu ty cwanianczku. Ja chce na basen!
-Sam..
-Zayn..
-Tylko musimy pojechać po twoje rzeczy. –oznajmił.
-TAK! Wielbię cię! –wtuliłam się w niego. –Ładnie pachniesz, wiesz?
-Dziękuję. –odwzajemnił uścisk.
-I jesteś zawsze taki cieplutki. Jak pies, ale wiesz… Oczywiście nie mówię, że jesteś do niego podobny czy coś, ale… ech, nieważne.
Zaśmiał się.

-Będę miał przynajmniej na co popatrzeć na tym basenie?
-No, miejmy nadzieję, że będą tam jakieś sexi laseczki.
-Chodzi mi o ciebie koalo! Jaki masz strój?
-Emm… Turkusowy?
-Sam..
-No dobra, dobra. Dwuczęściowy no!
-Właśnie to chciałem usłyszeć. –uśmiechnął się.
Doszliśmy do budynku.
-Ale czekaj… Fanki kurde! Że ja tego nie przemyślałam…
-Sam, my mamy basen oddzielnie.
-Słucham?
-No wiesz, dla sławnych…
-Ale to tak nie można!
-Oczywiście, że można.
-Czasem chciałabym podzielić się wami z tymi wszystkimi fankami.. To takie okrutne, że mogę was dotykać, przytulać, rozmawiać z wami, a inne dziewczyny tylko o tym marzą.
-ja się cieszę, że to właśnie ty.
-No tak, ale inne byłyby lepsze Zayn. I nie zaprzeczaj, bo nawet o tym nie wiesz…
-No właśnie, ty też. –zaśmiał się. 
-Przestań!
-Z czym?
-Z tym swoim cudownym śmiechem i pokazywaniem przy tym tych twoich ząbków.
-A ja nie przestanę. –wybuchnął ponownie śmiechem.
-Zayn, ty bubo! –walnęłam go lekko. 
-Też cię kocham. –objął mnie ramieniem.
Weszliśmy do szatni.
-Tylko nie podglądaj. –puściłam mu oczko.
-Przynajmniej nie będę musiał cię rozbierać.
-Ha Ha Ha! Padłam ze śmiechu. –uśmiechnęłam się.
Kiedy byłam już w stroju kąpielowym Zayn czekał już na mnie przy drzwiach.
-Uoaa… Serio, mało rozbieranka.
-Wariat! –odłożyłam rzeczy do szafki.                                                                       
-teraz ty się pośmiejesz. –odparł Zayn.
Weszliśmy na basen.
-O ja  cię! Ja myślałam, że to takie małe będzie… -otworzyłam buzię. –A czy fanki nie wiedzą o tym tajnym basenie dla sław?
-Na pewno wiedzą, ale nie mogą tu wejść.
-Dupa, nie?
-Jaka dupa… Wszystkie by nas od razu zgwałciły.
-Oj tam.. No wiesz, bo ja sobie sama nie poradzę…
-A zamierzasz?
-A chcesz się przekonać? –weszliśmy do wody. –No nie! –walnęłam się w czoło.
-Co jest?
-Spójrz na prawo, kurna, kurna, kurna!
Jęknął na ten widok.
-I żeby tak tutaj? –spytał.
-No wiesz, ja chciałam cię przed chwilą zgwałcić..
-Oni są ohydni, a przede wszystkim ona. Traktuję Harrego jak jakiegoś…
-Nie, to on traktuję ją jak dziwkę. Spójrz jak ją obmacuję, całuję. By przynajmniej do domu poszli..
W tym momencie wzrok mojego byłego utkwił na mnie. Szybko odsunął się od Amber jakby nic się nie działo.
-Dobra, chodź. Mam ich gdzieś. No chodź!
-Sam…
Wybuchłam śmiechem.
-No tak! Bo ty nie umiesz… Zapomniałam.
-Mówiłem, że będziesz się śmiać.
-Ja śmiałam się z własnej głupoty, nie z ciebie Zayn. –złapałam go za dłoń. –Małe kroczki.
-O nie, nie Sam. Nie małe kroczki, tylko drastyczne kroki. –uśmiechnął się cwaniacko.
-Zayn, co knujesz? Mam się bać?
-Oj powinnaś. –zaczął chlapać mnie wodą.
-ZAYN! NIE! AAAA! ZAYN! –rozpoczęłam wrzaski i piski.
Kiedy zrobił sobie małą przerwę rzuciłam się na jego plecy i się przewróciliśmy. Wybuchliśmy głośnym śmiechem.
-Sam koalo! Na plecy?!
-Mogę też na twój brzuch. –wykonałam zapowiedziane zadanie.
Oboje znowu byliśmy pod wodą.
-Ty wariacie! Ja się topię kurde!
-Jeszcze raz? –wylądowałyśmy w tym samym miejscu.
Wyszliśmy na chwilę z wody żeby odpocząć.
-A potem pójdziemy na ten sektor. –spojrzałam się tam i wskazałam na niego palcem.
Jednak po chwili mój wzrok utkwił na patrzącym na mnie Harrym. Szybko odwróciłam oczy.
-Chodźmy może do Harrego, co? –spytał mulat.
-Do niego? Ale po co?
-Sam, jesteśmy w końcu  w tym samym zespole. –uśmiechnął się.
-Ach, no tak.. To ty idź, a ja poczekam.
-Boisz się?
-Co?! Nie, jasne, że nie.. Po prostu ja, noga! Boli mnie! Ałć!
-Chodź. –wyciągnął do mnie dłoń.
Po dłuższym namyśle złapałam ją. Chwilę potem doszliśmy do lokowatego i blondyny. Wow! Na nasz widok nawet się od siebie oderwali… Aż się prawie utopiłam z wrażenia.
-Siema stary! –przybili sobie piątkę.
-Hej Zaynuś. –Amber pomachała mulatowi i lekko się wypięła.
Zaśmiałam się, a potem skrzyżowałam ręce na piersiach i zaczęłam coś podśpiewywać pod nosem udając, że mam Harrego głęboko w dupie. Kilka razy złapał moje spojrzenie. Nie bądź taki cwany Haroldziku…
-A niedługo nasz koncert w Londynie. –oznajmił Zayn.
-Mam nadzieję, że dostanę bilet za darmo, co? –Amber uśmiechnęła się prowokująco.
-No oczywiście, że tak kochanie. –mój były objął ją w talii i namiętnie pocałował.
Och! Przestań to kurna robić! Ja chce być na jej miejscu… Tak chce! Nie, nie chce… Co ja gadam, jestem jakaś porąbana…
-Sam, a ty chcesz bilet? –Zayn objął mnie ramieniem.
Mocno się w niego wtuliłam. Tak! Dziękuję za ratunek Zaynie!
-Tak się składa, że już kupiłam bilet i nie czekam na jałmużnę jak to niektórzy. –uśmiechnęłam się opryskliwie do blondyny.
-Osz tyyy… –zaczęła iść w moim kierunku.
Jednak Harry stanął w mojej obronie.
-Nie. –powiedział do niej stanowczo.
-Hmm.. –odsunęłam zielonookiego na bok. –Osz tyyy… A gdzie ciąg dalszy? Nie wiem, dziwko, suko, ladacznico, debilko? No dawaj, dawaj. –pokazałam ząbki.
-Ty popierdolona… -zabrakło jej słowa.
-Uoa, słów ci zabrakło? Chyba przydałby ci się słowniczek koleżanko, ale poczekaj… Twoje słownictwo jest tak wulgarne, że nie znajdziesz go niestety w żadnej książce. –zaśmiałam się. –To się robi nudne moja kochana Amber. Możesz sobie ruchać twojego Haroldzika ile tylko chcesz, a mi to zwisa. –uśmiechnęłam się do niej. –A teraz przepraszam, już wam nie przeszkadzam w robieniu sobie dzieci… -podeszłam do Zayna omijając szerokim łukiem lokowtego. –Ach i jeszcze coś! Muszę z przykrością to stwierdzić, ale w wodzie przedostaje się mniej plemników, ach! Jakże to smutne. –udałam załamaną. To do zobaczenia! –pociągnęłam mulata za rękę.
-O ja nie mogę! –złapał się za głowę. –Ale jej dałaś… Ty moja kochana egoistko. –chciał mnie pocałować.
Jednak coś go zatrzymało.
-Zrób to, Zayn. –przygryzłam wargę i upewniłam się, że Harry patrzy.
Mulat przybliżył się do mnie i chwycił moją twarz w swoje silne dłonie, potem czule pocałował. Kiedy się od siebie oderwaliśmy dałam tylko ironiczny uśmieszek mojemu byłemu i dosłownie odwróciłam się do niego dupą podążając za moim partnerem pływackim. 
-Więc na serio masz bilet na nasz koncert? –spytał w jacuzzi.
-Mhm. –uśmiechnęłam się.
-Kiedy go nabyłaś?
-Dowiedziałam się tak naprawdę o waszym koncercie z twittera, no i kupiłam bilet. Wiesz, nie chcę was wykorzystywać. Dobrze wiesz, że wolę płacić za siebie.
-Ta, przekonałem się o tym. –przytaknął . –Ale nie żałuję.
-Zayn, czy ty rozumiesz, że jutro idę do tej zasranej szkoły?! –zmieniłam temat.
-Jesteś piątkową uczennicą, więc nauka nie będzie sprawiała ci chyba kłopotu.
-No tak, ale wiesz… nowa szkoła, nowi ludzie, otoczenie, nauczyciele…
-Ta, znam uroki college.
-Serio? –przysunęłam się do niego. –Zamieniam się w słuch.
-No wiesz… Ja nigdy jakoś nie przywiązywałem wagi do nauki. –zamyślił się. –Zawsze albo wagarowałem z kumplami, albo to zaspałem, albo na lekcjach po prostu spałem.. Dobre czasy. –uśmiechnął się do siebie. –Brakuje mi tego.
-A jak ci się układało z dziewczynami? Lgnęły do ciebie? No wiesz… Dostawały, hmm… orgazmu na twój widok.
Zayn wybuchnął śmiechem.
-No wiesz. Byłem typem Bad Boya, a na to leciała większość dziewczynek. Więc nie powiem, ale miałem co robić po nocach.
-Ohooh! Czego tu ja się dowiaduję Panie Maliku! Ile prezerwatyw szło tygodniowo? –puściłam do niego oczko.
-Ha! Jeszcze czego… Co to jakiś wywiad?
-No tak, wiesz… Wywiad z wampirem. Coś jak Dracula, tylko jesteś ładniejszy. Em, Zayn, co to? –przeszłam koniuszkami palców po niewielkiej bliźnie na jego piersi.
-Pamiątka z bójki.
-Achh! Jesteś jak z tych filmów. No wiesz, stajesz w obronie dziewczyny i tak dalej. –położyłam głowę na jego ramieniu. - Ty mój zły chłopczyku. –uśmiechnęłam się pod nosem.

-Aaa! Zayn! Hhaha, przestań gonić mnie z tą suszarką w ręku! –zaczęłam biegać po szatni wpadając kilka razy na Amber i Harolda.
-No gdzie się skryłaś? Wychodź! –krzyknął mulat.
-Z Samantą się nie zadziera. –wyjęłam ze swojej torby damskie perfumy. –AAAATAK! –wrzasnęłam i zaczęłam psikać chłopaka.
-Osz ty! –gdzieś uciekł.
Zaczęłam rozglądać się na wszystkie strony. Gdzie on jest?
-No witaj. –zobaczyłam mulata z męskim żelem pod prysznic w ręku. –Chcesz?
-Nie nie nie nie nie! –wymachiwałam rękami.
Uciekłam w drugą stronę, jednak wpadłam w kogoś ramiona. JEGO ramiona.. Objął mnie czule i spojrzał głęboko w oczy.
-Sam.. –zaczął.
Ale nie dokończył, bo po chwili zza rogu szafek wybiegł uśmiechnięty Zayn i obficie ochlapał mnie płynem.

-Dzięki Zayn, no wiesz.. Za ten dzień, basen i poprawienie humoru. –przytuliłam się do niego. –Dobranoc.
-Dobranoc. –dał mi buziaka w policzek.
Wyszłam z samochodu i jeszcze raz mu pomachałam. Potem udałam się do mojego kochanego, jak zwykle pustego domku. To już jutro. Już jutro idę do szkoły. Nowej szkoły.

__________________________ 

Heeej! ♥
Znowu długo nie dodawałam rozdziału, dupa, nie? ;c 
Ale są wakacje... Wyjazdy, jakieś wyjścia, jeziorko itd. 
Ale ja napisałam.. Dość długi i pewnie nudny, ale wy to już ocenicie :) 

CHCE WAM PODZIĘKOWAĆ ZA WSZYSTKO! 

Co do rozdziału to emm.. Jest sobie Harry, którego dręczą wyrzuty.. Mam nadzieję, że w następnym rozdziale już wam wszystko wyjaśnię. 
Chce was także zawiadomić, że prawdopodobnie rozdział będzie dopiero za jakieś 2 tygodnie, bo wyjeżdżam. :< Ale będę starać się szybciej, obiecuję. 

KOMENTOWAĆ I TO JUŻ, LENIUCHY! <3 

Ola.