niedziela, 11 marca 2012
XVI ROZDZIAŁ
-Halo?-zapytałam półprzytomna.
-Halo? Halo?!-gadałam do głośnika nie słysząc odpowiedzi..
-Sa…-coraz ciszej i ciszej.
-Halo?! O kurde! No tak! Telefon mam do góry nogami!-poprawiłam go i z powrotem ułożyłam się pod kołderką prawie zasypiając.
-Samanto…
-No nie gadaj, znowu?
-Tak.
-Która?
-8.40
-Ochhh noo! Czemu kurde!
-Spakowana torba z książkami leży na stole, zostawiłem ci także pieniądze na lunch. Muszę kończyć. Powodzenia!
-Ehm… nie dziękuję.-rozłączyłam się i szybko podniosłam z łóżka, podeszłam do szafy i wybrałam jakieś tam rurki granatowe, ciemno szary T-shirt z flagą Londynu i jasno siwą bluzę z czerwonymi wstawkami, weszłam do łazienki.. włożyłam szczoteczkę w te moje ząbki i zaczęłam je szorować tak szybko jak kurde rakieta! Trochę „strzepnęłam na Harolda” włosy i zeszłam na dół.. Tym razem bez upadku, włożyłam do torby kasę i udałam się po buty i inne potrzebne rzeczy.. Po jakiś 3 minutach zamykałam drzwi na kluczyk.
-8.55, spoko Sam.. wyrobisz się… to AŻ 5 minut! Do szkoły jest 10.. ale dobra, zdążysz! 1, 2, 3 FLICK! Nieee! Bieg! Czemu wszystko kojarzy mi się z chłopakami?!-gadałam i gadałam do siebie.. byłam dzisiaj całkowicie nieogarnięta.
Punkt 8.05 wpadłam do szkoły jak jakaś opętana.. zobaczyłam po prawej stronie szatnie, była otwarta, więc bez chwili zastanowienia podbiegłam tam i zaczęłam zdejmować szalik, rękawiczki i na końcu płaszcz.
-AAAAAŁ!-krzyknęłam chyba na całą szkołę, włosy zaczepiły mi się o guzik..
Po założeniu moich czerwonych trampek udałam się zgodnie z planem lekcji pod salę 102 gdzie miała odbyć się matematyka z panią Katherine West. Szybko wbiegłam po schodach jak Rocky Balboa zwycięsko podśpiewując i po przebiegnięciu kilku korytarzy z numerkami klas znalazłam tą jedyną. Po krótkim zapukaniu w partoliłam się do niej przejeżdżając trochę po podłodze na moich śliskich trampkach.
-Aaam.. Dzień Doby Pani West.-wyszczerzyłam się.
Wszyscy były wpatrzeni na mnie.. Dziewczyny chichotały pod nosami chyba obgadując mnie.. a chłopacy patrzyli jak na jakoś.. sama nie wiem, chyba nie ma na mnie już określeń… Nauczycielka odeszła od tablicy i jej oczy wyrażające złość utkwiły na mnie.
-Nie tolerujemy w tej szkole takiego zachowania Panno..
-Sam.. tak naprawdę Samanta, ale mówią na mnie..
-..Samanto.
-Ojej.. przepraszam, ale po prostu, wie pani jak to jest.. się zaspało..
-To niech się nie zasypia, proszę usiąść.
-Dobra, dobra.. jeszcze raz przepraszam.-zajęłam miejsce w ostatniej ławce, ponieważ były to jedyne 2 krzesła wolne w tej klasie.
Tak słuchałam tej faci i słuchałam i w pewnym momencie usnęłam.. Obudził mnie głośny huk, który był bardzo blisko mojego ucha.. podniosłam się na równe nogi waląc ręką w krzesełkom z całej siły.
-Aaaał! Poraz drugi! Ku..-nauczycielka się na mnie spojrzała.
-..rde!
-Panno Samanto! Nie ma spania na lekcji!
-Ale ja nie spałam.. Miałam po prostu..ee.. zamknięte oczy! Bo ten.. Jestem niewidoma! Nie.. Kurde, oczy mi odpoczywały.
-To niech odpoczywają Pani w innym miejscu, to jest szkoła, w szkole się uczymy, a nie śpimy.
-Hhahahahhahahhh..
-Pani sobie kpi?
-Nie! Ale hahahahha.. Pani! Jestem aż taka stara?
-Oooj, teraz Samanto przesadziłaś! Masz uwagę!
-Ale proszę pani.. kurde.. to znaczy, nauczycielko!
-Jeszcze nigdy nie postawiłam uwagi nowemu uczniowi w pierwszym dniu jego nauki w tej szkole.
-Dobra, niech mi pani stawia.. przeżyję.
-Jak Ty się do mnie odzy…
Nie dokończyła, przerwał jej dzwonek. Wzięłam torbę i szybko stamtąd wyszłam.. To co zobaczyłam mnie przeraziło. CAŁY korytarz przepełniony był jasnymi blondynami z wyprostowanymi włosami, które chyba miały jakiś skręt głowy, bo machały nimi jak jakieś psychiczne.. Wszystkie miały spódniczki.. co do jednej, poza tym obcisłe topy z wypchanymi stanikami, pewnie watą.. Nie zabrakło także tuszu do rzęs, błyszczyków i fluidów.. a chłopacy? Patrzyli tylko na kręcące się dupy tych nastolatek i ślinili się jakby zobaczyli kurde babeczki! No dobra.. wiedzieli je, ale mi chodzi takie wiecie.. czekoladowe albo śmietankowe! Szłam sobie i szłam pod salę 202, a spojrzenia innych nie stawały końca.. A co się dziwić? Cała szkoła była przepełniona w blond laskach.. rozpieszczonych, z bogatymi rodzicami, wielkimi chatami.. które mają wszystko, a ja sobie taka przyłam.. Nie to, że nie za bogata, to jeszcze nie jasna blondynka, tylko ciemna i do tego z burzą loków na głowie.. Ubrana nie jak dziewczyna z chłopięcymi zainteresowaniami.. Taa! To się nazywa wpasować w styl szkoły! Po jakiś 7 minutach byłam na miejscu, ale trudno tu znaleźć salę, nie zdziwię się jak kiedyś zabłądzę. Okazało się, że tym razem będzie chemia, z jakimś facetem.. Przed 50, w biało-szarym sweterku, chyba z ADHD , bo ciągle pukał o ławkę i gadał z dziewczynami z pierwszej ławki, które popisywały się przed nim jak nie wiem.. ciągle tylko prężyły te cycki.
-Samanta?-odezwał się nagle chemik.
-Yep, Samanta.
-A nazwisko?
-Bielaśko.
-Samanta Bielaszko.
-Bielaśko.
-Mówię Bielaszko.
-Bielaśko.
-Bielaszko no!
-Nie, źle pan mówi.. zamiast „sz” musi być literka „ś”
-śsz? Tak?
-Nie, śśś.
-śsz.. no mówię!
-No tak, tak.. już jest dobrze.-odpuściłam, nie chciało mi się go uczyć.
-A więc, skąd jesteś?
-Mhm.. Z Polski.
-Z Polski? Ale twoje imię..
-Tak, tak.. wiem, moja babcia chciała abym miała tak na imię, jestem w 100 procentach polką.
-Dobrze, a czemu się przeprowadziłaś?
-Sprawy prywatne.
-Można jaśniej?
-Nie będę opowiadać panu o tym opowiadać, to moje problemy.
-Dobrze.. nie wnikam, więc mówisz także po polsku?
-Mieszkałam w Polsce.. wiec chyba tak, tak, znam.
-Kiedyś musisz mnie nauczyć!
„Chciałabyś” pomyślałam.. Kolejny dzwoneczek, kolejne pakowanie się.. kolejne szukanie sali, kolejne błądzenie po szkole, ale tym razem sala była obok, więc spokojnie usiadłam przy ścianie i wyjęłam telefon, było tam chyba z 26 wiadomości. 5 od Liama, 5 od Zayna, 5 od Nialla, 5 od Hazzy, 5 od Hitlera i 6 od Lou. Wyszczerzyłam się do telefonu i zaczęłam je czytać.. na początku od wszystkich było podstawowe „Hej” z jakimś tam moim przezwiskiem.. Potem „co tam?”, potem czemu nie odpisuję.. I tak dalej, oczywiście Lou już wymyślał jakieś dramatyczne scenariusze i 4 sms od niego dotyczyły „żyjesz?!”, „porwali cię?!” i tak dalej.. Zaczęłam wszystkim odpisywać po kolei i tłumaczyłam się, że jestem w szkole i że nie słyszałam.. że dostałam swoją pierwszą uwagę w pierwszy dzień szkoły i, że uczyłam chemika mówić moje nazwisko.. Po 2 minutach w tej samej sekundzie wszyscy mi odpisali.. jaka zgodność, jej. Okazało się, że chłopacy są teraz na próbie.. potem mają wywiad, a Henry zjeżdża na nartach i kurde cieszy mordkę. Odpisałam tylko „To nie fair. :<” i weszłam do Sali i szczerzyłam się całą lekcje, usłyszałam w pewnym momencie :More than this” w mojej torbie.. no tak, zapomniałam wyciszyć telefonu.
-Co to?-spytał facet od historii.
*Cisza, w tle tylko dzwonek telefonu*
-Przyznać się! Miejcie jaja!
-To ja… To znaczy mój telefon i nie mam jaj proszę pana..
-Tak, tak, widać, że jesteś dziewczyną, przepraszam, idź odbierz czy cos, pozwalam na to.
-Nie, już nie trzeba. Oddzwonię na przerwie.
-Dobrze. Usiądź proszę.
-Okej.
Okazało się, że to kurde Lou. Zadzwoniłam do niego.
-Halo?
-Kurwa! Prawie uwagę przez ciebie dostałam!
-Hhahahahh! O to mi chodziło!
-Eeej! Jedna mi wystarczy!
-No to za co nasza niegrzeczna dziewczynka dostała uwagę?
-Ahh! No wiesz.. nie wyspałam się trochę!
-Hhahahahhh! Nie no.. takie tam, zaśnięcie na lekcji! Była ostra pobudka?
-Tak, zamachnęła się jakimś kijem i uderzyła nim z całej siły w moja ławkę.
-A potem?
-Zaczęła się na mnie drzeć.. a ja na nią i dostałam uwagę, a na koniec znowu zaczęłam jej pyskować i kiedy już chciała nawrzeszczeć odezwał się upragniony dzwonek.
-Ale jesteś bezczelnym małym loczkiem! Czuję się jakbym mówił o Hazzie, to dziwne.. mam teraz 2 loczki.
-Musisz się przyzwyczaić.
-Nie mrugaj okiem!
-Skąd wiedziałeś?
-Jestem wróżką!
-Hhahahahh, Lou, ale wiesz, że wróżkami są tylko dziewczyny?
-Ojej.. Pomyłka.
-Taa! Pomyłka, powiedziałeś tak specjalnie! Ukrywasz się po prostu, bo nie chcesz żeby wydał się twój romans z Harrym!
-Cóż za oskarżenia! Jak możesz?!
-No wiesz.. Chyba pójdę na prawnika kurde! Nikt mi się nie oprze!
-Kocham twoją skromność Sami! Muszę już kończyć mała.. bo zaraz wywiad.. myślę, że potem obejrzysz na youtube. Tęsknimy loczku, pa.
-Oczywiście, że obejrzę, też tęsknię, pa.-rozłączyłam się.
Podeszły do mnie w tym momencie jakaś grupka blondyn, było ich chyba z 10.
-A więc, jesteś fanką One Direction?
-Tak, ja nawet ich…-nie dokończyłam.
-Ty nawet ich?
-Nic.. Nawet ich widziałam dziś na zdjęciu.
-Tak? Gdzie?
-Na Tumblr jest dużo zdjęć.
-yy, na czym?
-Ehh.. włącz Internet w telefonie i mi go podaj, wpiszę ci nazwę.
Kiedy to zrobiłam i oddałam komórkę dziewczyny odeszły i po jakiś 15 sekundach zaczęły piszczeć, bo zobaczyły ich fotki.. Co do tego „ja nawet ich..” chciałam powiedzieć, że ich znam i, że się z nimi przyjaźnie, ale nie powiedziałam tego z kilku ważnych powodów.. kurde, na pewno by mi nie uwierzyły, a gdybym pokazała ich im to zaczęłaby się fałszywa przyjaźń wszystkich dziewczyn tej szkoły.. Byłoby tylko takie coś „Sam, poznaj mnie z chłopakami, proszę!”, inne wstawiłyby moje zdjęcia do Internetu i wydałoby się, że ich znam.. spotykam i tym podobne, ich fanki dawałby do mnie spamy na twitterze, inne obrażały, jeszcze inne przezywały, że jestem głupia i, że zależy mi tylko na wypromowaniu się ich kosztem.. Nie chciałam tego. Traktowałam chłopców jak normalnych nastolatków.. co prawda na początku byłam zestresowana, że to same One Direction.. ale potem stałam się po prostu sobą.. zero stresu, to normalni ludzie, z uczuciami, nie są robotami.. tyle powiem, a ja nie chciałam być znana i to jeszcze przez nich. To prawda.. kiedyś marzyłam o sławie, kasie i kurde luksusach, ale po co mi to? Chce być zwyczajna.. może trochę szalona i strasznie bezczelna, ale normalna, z nienormalnymi przyjaciółmi, do których mogę przyjść w każdej chwili i się zwierzyć oraz wtulić i popłakać oraz odwalać różne głupie rzeczy.. śmiać i po prostu być w ich towarzystwie Sam, tą Sam, którą zawsze chciałam być.. no i chyba to osiągnęłam!
Reszta lekcji minęła jako tako.. dostałam jeszcze jedną uwagę, z fizyki, bo jak to powiedziała facetka „zachowywałam się nieprzyzwoicie”. Ja tylko się kręciłam na krzesełku.. potem łaziłam pod ławkami, bo wypadł mi ołówek i nie mogłam go znaleźć, a kiedy facia spytała się czego szukam, odpowiedziałam „ee..pilota!”, bo zaraz przypomniał mi się cytat jak mówił to Harry do swojego ojca.. poza tym przewróciłam 3 krzesełka, wiecie.. tak przez przypadek zahaczyłam nogą i buu! Kiedy już skończyło się to piekło i wyszłam z budynku zadzwonił do mnie tym razem Zayn.
-No hej mała!
-Hej Zayyyyn!
-A skąd ten zachwyt?
-A no bo wiesz.. wreszcie skończyłam lekcje!
-Hhahah, Lou nam opowiadał! 1 uwaga, w pierwszy dzień szkoły..
-Eeem.. Dwie.
-jak to dwie, Louis mówił, że..
-Wiem, bo jak do niego dzwoniłam miałam jedna, ale potem wiesz.. fizyka.
-Hhahahh! Nie no, wymiatasz! Co tym razem?
-No bo pyskowałam nauczycielce, chodziłam pod ławkami i wierciłam się w krzesełku.
-Dobra, zostawię to bez komentarza.
I w tym momencie usłyszałam jakieś szmery z drugiej strony i krzyki „Aaaa!”, „PUŚĆ”, „Nieee!”
-Halo?
-Nieee!
-Żyjesz Zayn? Hhahhahahhh.
-No heej.
-Harry? A co ty?
-DAAAJ MI JĄ!
-Co tam się dzieję?
-To mój telefon.-krzyczał Zayn.
-Harry?
-Tak?
-Mam inny pomysł.. włączcie głośnik i oboje gadajcie.
-No racja.
-Już?
-Tak. Czeeeść!-krzyknęli oboje.
-No cześć! Moje łobuzy kochane!
-oo, miło nam!
-To co, wracasz z uwagą do domu?-spytał Harry.
-Z dwoma!
-No nie gadaj? Za co?
-Niech Ci Zayn opowie.
Po jakiś 2 minutach słyszałam tylko śmiechy w słuchawce.
-Bardzo śmieszne kurde!
-No śmieszne!
-Powiem ci coś jeszcze..
-Co?
-Kiedy łaziłam pod ławkami szukając ołówka, fizyczka spytała się mnie czego szukam i wyrwało mi się „pilota”, bo zaraz pomyślałam o tobie.
-Sami.
-Co Zayn?
-Hazza leży na ziemi.
-Dobra, nie przeszkadzajmy mu..
-Okej! Jeszcze 2 tygodnie w USA, trochę smutno.
-A właśnie, jak tam wywiad?
-A no dobrze! Wiesz.. tłumy fanek, autografy i ogólnie jakieś prywatne pytania do nas.
-Aha, okej.. A gdzie reszta chłopców?
-Lou i Liam poszli na siłownię.. A Niall..
-Do bufetu?
-Dokładnie.
-A Hazza?
-Chyba tam zasnął.
-Hhahahahhh! Podłóż słuchawkę do jego ucha.
-Okej.
-Już?
-No.
-WSTAAAAAAAAAAAAAAAWAJ!
-Boooże! Co to kurwa było?!
-No hej śpiochu!
-Zawału prawie dostałem.. masz krzyk!
-No wiesz..
-Ma się to coś, nie?
-Dokładnie Zayn!
-Hahhahh!
-Co macie jeszcze dzisiaj w planach?
-Dzisiaj już nic, ogólnie leniuchowanie! A ty?
-No też, ogólnie muszę odrobić pracę domową, którą zadała mi fizyczka.. dłuuuga!
-Oj biedna ty! Pomóc Ci?
-Tak, tak Zayn.. bo ty jej pomożesz.-wydukał Harry.
-Pomogę!
-Nie Zayn.. spokojnie, ja dam radę! Aaaał!
-Co się stało?
-Przewaliłam się, chciałam zdjąć kozaki bez brania telefonu od ucha, ale mi się to nie udało..
-Wiesz co? Już się nawet śmiać nie mogę.. za bardzo mnie brzuch boli od tego.
-Spoko, śmiej się z bólu człowieka..
-Ojej, sory..
-Żartowałam Zayn! Ty wszystko bierzesz na poważnie!
-łuu, już myślałem!
-Spoko! Eej, muszę już kończyć, bo jestem cała mokra, popiszemy później albo spotkamy się na skype, pa.
-Paa!-krzyknęli oboje.
Weszłam na górę, przebrałam w dres i usiadłam do zadania z fizyki. Po 2 godzinnej męczarni jakoś je tam zrobiłam i postanowiłam wejść pod prysznic. Spędziłam w łazience jakoś godzinę.. Ubrana w piżamkę i ogólnie gotowa do spania zasiadłam do laptopa, dodałam kilka tweetów, popisałam z Henrym sms i zeszłam na dół, bo mój tata wrócił, a musiał podpisać mi uwagi.
-Heej tato!
-Hej, jak tam w szkole?
-A dobrze, słuchaj tato, mógłbyś mi to podpisać?
-A co to jest?
-No takie oświadczenia, że jestem nowa w szkole i tak dalej.
-No okej, daj.
-Uff, dzięki!
-Samanto..
-Tak..?
-To nie jest..
-Wiem, a co miałam powiedzieć?!
-Hhahahahhh, płakać czy się śmiać? Czy może nakrzyczeć?
-ŚMIEJ SIĘ! PROSZĘ!
-Za co?
-Wszystko tam jest napisane.
-Hhahaahhh! Czemu odpowiedziałaś „pilot”?
-Bo wiesz.. nie wiem, taki odruch!
-Coś często masz te odruchy.. Dobra Sam, idź spać, nic ci nie zrobię, ale wiesz, teraz powiem jak nadopiekuńczy ojciec, zachowuj się, okej?
-Okej! I dzięki, że się nie darłeś! Dobranoc!-przytuliłam go.
-Dobranoc.
Poszłam na górę.. I dochodziła 22, postanowiłam iść już spać. W krótkim czasie zasnęłam, tak spałam i spałam, śniła mi się jakaś lama na której siedzę i śpiewam „Na Na Na” chłopaków, potem przyszedł osioł i zaczął się całować z tą lamą i potem.. wiecie, a ja sama dalej śpiewałam „Na Na Na”, a potem do nich podeszłam i wydarłam się.. Oni zaczęli mnie gonić, bo przeszkodziłam im w robieniu dzieci, a ja uciekałam i sen się skończył, bo usłyszałam w tle „More than this”, okazało się, że to mój telefon.
-Eeee?
-Hej.
-Lou, pojebało cię?
-Nie tylko mnie! Wszyscy tutaj są.
-Kurde, jest 3 nad ranem durnie!
-Kurna, zapomniałem! Zayn! Taki mądry jesteś, byś przypomniał!
-Zayn to jeszcze dziecko, ale ty Lou.. I to jeszcze najstarszy!
-Właśnie Lou!-krzyknęli wszyscy.
-I jak zawsze wszystko na mnie.
-I tak cię kocham! Mój panie marchewko! Nie smuć się!
-No dobra.. już, już.
-Louis się szczerzy..
-Hhahh, zgadłaś.
-Ja nie zgadywałam, ja to widziałam! Jestem wróżką!
-Hhahahahahahhhh.
-Hhahahahhahahhahahh.
-Czy my o czymś nie wiemy?
-A wiecie, takie nasze rozmowy..
-nie wnikamy, co robisz?
-Śpię.
-LlalallalallalaLAALALallalal!
-Przestańcie! Ja chce spać!
-Taa, chciałabyś..
-Eeej, zaśpiewajcie mi do snu.
-Co?
-„More than this”
-No dobra..
-I zaczęli śpiewać.
I’m broken, do you hear me?
I’m blinded, ‘cuz you are everything I see
I’m dancing, alone
I’m praying
That your heart will just turn around
And as I walk up to your door
My head turns to face the floor
Cause I can’t look you in the eyes and say
When he opens his arms and hold you close tonight
It just won't feel right
Cause I can love you more than this, yeah.
When he lays you down I might just die inside
It just don’t feel right
Cause I can love you more than this
Love you more than this
If I’m louder, would you see me?
Would you lay down in my arms and rescue me?
Cause we are the same
You save me
when you leave it’s gone again
-Sami? Jesteś?
-*cisza*
-Zasnął śpioszek, dobranoc mała.
Rano miałam pobudkę z wyszczerzem na twarzy, ta rozmowa była genialna.. usnęłam po zwrotce Nialla i gdyby tak było codziennie! No weźcie, One Direction śpiewało mi do snu moją ulubioną piosenkę.. Marzenia się spełniają.
Te 2 tygodnie ogólnie minęły mi spoko.. Bez większej nauki, miałam luzik, bo nowa i tak dalej.. Dostałam tylko 3 uwagi, czyli łącznie 5.. Muszę się trochę poprawić, bo łoo.. Jestem bezczelną dziewczyną, ale oceny mam dobre, żeby nie było! Wreszcie zadzwonił upragiony dzwonek na 2 tygodnie wolnego… Ubrałam się, wyszłam ze szkoły i spotkała mnie miła niespodzianka.
-Henry! Cześć! Co ty tutaj robisz?
-Hej Sami! Niespodzianka!
-Ale miałeś wrócić jutro..
-No widzisz, tak mi się do ciebie śpieszyło!-W tej chwili przyjaciel przytulił mnie i pocałował w policzek.
-Ale fajnie, że jesteś!
-Hahhahh! Jak tam szkoła?
-Eee ty! W lokach!-krzyknęły oddalone ode mnie o kilka metrów blondynki.
-Co?
-Chodź na chwilę.
-Co chcecie?
-Kim jest ten chłopak?
-To Henry.
-Ładny, umówisz nas z nim?
-Nie.
-Czemu?
-Bo on jest… tym.. ten.. moim chłopakiem.
-Serio? To nara!
-Hahhahah, okeej, zaczęło się, cześć.-udałam się do czekającego Henrego.
-Co chciały?
-Umówić się z Tobą.
-A ty?
-Właśnie.. Chodzimy ze sobą.
-Czy ja o czymś nie wiem?
-Musiałam coś wymyśleć.. przecież nie szukasz dziewczyny.
-Dziękuję Samanto! Uchroniłaś mnie przed sweet nastolatkami!
-Nie ja za co mój Hitlerze kochany! To co robimy?
-Nie wiem.
-Eeej, może chodź do mnie, co?
-No dobra! Chodźmy!
Nasza podróż trwała 20 minut.. Dotarliśmy do domu równo na 16.30, zdjęłam wszystkie niepotrzebne rzeczy i udaliśmy się z Henrym do mojego pokoju.
-Ale przytulny pokoik, wow, ale widok!
-Widok śliczny.. a szczególnie nocą.
-To co robimy?
-Poczekaj, odpalę laptopa!
-Okej.
-Ej, masz tak w ogólnie twittera?
-Mam.
-Weź mnie follnij.
-Poczekaj, zaloguję się.
-No nie gadaj.. 30 tysięcy followers? Jesteś sławny..?
-Nie, tylko po prostu długo mam twittera, no i swoje zdjęcie 2 wstawiłem.
-hahhahahahhh! Wymiatasz! Masz 0 following?
-A po co mi? Widzisz.. ty będziesz nim jako pierwsza!
-Och! Cóż za zaszczyt ty mój Henreo!
-No widzisz…
-Poczekaj, pójdę po jakieś chipsy, cola czy soczek?
-Soczek.
-Okej, zaraz wracam.
-Tylko się nie wywal!
-Aha!
Ogólnie czas spędzony z Henrym był cudowny.. Śmialiśmy się, oglądaliśmy jakieś teledyski, opowiadałam mu o chłopakach, o szkole i naprawdę było kurde super, ale przerwał nam telefon od Lou.
-Tak Lou?
-Sami! Mieliśmy zadzwonić jako pierwsi! No więc.. Gdzie idziemy?
-Że jak?
-No wróciliśmy z USA!
-Ale mieliście jutro..
-Nie chciało nam się już tam siedzieć, to jak?
-No dobra!
-To w Strasburg o 19?
-Serio, tam?
-Proszę!
-Przeżyję, ale mam nadzieję, ze ten kelner już tam nie pracuję!
-Okej, to do zobaczenia!
-Ale czekaj..!
-Co?
-Może pójść z nami mój przyjaciel?
-Hmm.. No jasne, im więcej, tym lepiej!
-Eeej, ale nikt nas nie rozpozna?
-Spoko, mamy specjalny kącik, jesteśmy wtedy ninja.
-To spoko! Pa!
-W co ty mnie znowu wkręciłaś?
-Poznasz wreszcie Nialla, Zayna, Liama, Lou i Harolda.
-A czy ja tego chce?
-No oczywiście, że chcesz! A właśnie, miałam 3 tygodnie temu taki pomysł.. zamknij oczy.
-Nie zadźgasz mnie?
-Hhahahh, nie! Zamykaj!
-Co mi przyczepiasz?
-Okej, już.. przejrzyj się w lustrze.
-Hhahahhahahh! Ale ty jesteś psychiczna.. mam wąsy na Hitlera, śmieszne! Bardzo!
-Zobacz jaki mają zapach.
-Wanilii?! Serio Sam? Hhahahah, jesteś niemożliwa!
-Dobra Henry, zapieprzamy do kawiarni, już 18.45.
-Okej!
-Eej, ale wiesz, że kucyki nie mogą latać?
-Oczywiście, że mogą!
-Serio? Pokaż!
Wtedy Henry wziął mnie na ręce i zaczął obracać naokoło.
-AAAAA! Henry!
-Łooołoł! Hahah! Więc to ten twój przyjaciel?-odparł Lou.
-Tak, to jest Henry!
-No Henry, daj mi ją!
-Lou, nie!
-I jak?
-Ojej, ale jesteś cieplusi, wtulę się, okej?
-Oczywiście! Wniosę cię jak żonę do tej kawiarni!
-Taak! Wesele! Juuhu!-zaczęłam się wydzierać.
-Dobra Lou, możesz ja już puścić!
-Właśnie.. już sobie poradzę mężu!
Zajęłam miejsce obok Henrego, obok Hitlera siedział Zayn, naprzeciwko mnie Hazza, obok loczka Lou, a dalej Niall i Liam.
-Henry, mam pytanie.
-No?
-Czemu masz wąsy?
-Hhahahahahhahh!-wybuchłam śmiechem.
-Sam! Mówiłaś, że są odczepione!
-Hhahahahh! Ojej, zapomniałam Hitlerze!
-Hitler! Miałaś nam opowiedzieć..
-Dawaj!-krzyczał Lou.
-No dobra, a więc..
Zaczęłam im wszystko opowiadać, oblanie shakem, wymyślenie przezwiska i ogólnie całe nasze spotkanie, wszyscy wybuchli głośnym śmiechem razem ze mną, ale w pewnym momencie ucichłam, bo zobaczyłam, że wakacyjny kelner zmierza w naszym kierunku.
-Kurwa! Chować się ludzie!-szybko weszłam pod stolik i tam siedziałam.
-Ee, co ona odwala?
-Kelner po lewej!-odparłam.
-Hhahahhahh! Dzień dobry panie kelnerze.
-Dzień dobry, co podać?
-Pamięta pan może wakacyjną dziewczynę, przez którą miał pan kawę na buzi?-spytał Lou.
-Eee..
-Aaaaał!
-Coś się stało?
-Nie, nic, to pamięta ją pan?
-No tak.. Rekcja na wasz widok, takiego loczka nie da się zapomnieć. Dlaczego pytasz?
-Może chciałby pan ją zobaczyć? Aaaaał!-waliłam go w łydkę.
-Jest tutaj?
-No tak!
W tej chwili przewaliłam Henreo z krzesła, bo zahaczyłam nogą i poleciał w dół, a ja uciekłam do pobliskiego stolika na czworaka, poza tym na stoliki poleciał jakiś facet i kobieta, a ludzie śmieli się.
-Żyją państwo?
-Kto to mówi?
-Tutaj, z dołu.Ja przepraszam.. Uciekam przed kimś, wiecie, ucieczka na psa, chomika albo kota, oo, ucieczka na mysz też albo lamę.
-I tak cię widzę.-odparł kelner.
-Ojej.
-Chcesz drugi raz zrujnować kawiarnię? Już przewaliłaś 3 osoby.
-Ta przy naszym stoliku się nie liczy..
W tym momencie kelner zaczął się na mnie patrzeć, a ja na niego, myślałam, że będzie kazał mi wyjść z tego miejsca i da zakaz wstępu, ale on za to wybuchł głośnym śmiechem.
-To śmiech zemsty? Jak w atomówkach?
-Nie, bardziej śmiech śmiechowy.. W atomówkach?
-Nieważne, czyli, że mnie nie wygonisz czy coś? Bo nie za fajne mamy wspólne wspomnienia.
-No fakt.. Nie, będziesz żyć, możesz iść do stolika. Do swojego męża.. i przyjaciół.
-Męża?
-Słyszałem jak dziękujesz swojemu mężowi, sam nie wiem.
-Dobrze, to idę! Dzięki.-wyszczerzyłam się.
-Nie ma za co..
Powędrowałam do stolika.
-Proszę, nie śmiejcie się!
-Jak tu można się nie śmiać? Hhahahahh, obaliłaś troje ludzi!
-No weźcie, bo czuję się zawstydzona!
-Hhahahah, to cudownie!
-Już zamówiliście?
-Tak.
-Co mam?
-Kawę!
-Mój boże.. weźcie!
-Hhahah, no co?
-Od razu uprzedzam.. bo może zrobić z was murzyna!-ostrzegł ich Henry.
-Postaramy się!
Kiedy przyszły ciepłe napoje trochę się ogarnęłam i nie oblałam nikogo, tylko siebie, byłam cała w kawie i dostałam przezwisko „murzyn”. Spoko.. Przyzwyczaiłam się, poza tym dużo się śmieliśmy i rozmawialiśmy o różnych bezsensownych rzeczach.. Dużo szeptałam z Henrym siedzącym obok mnie, chłopacy zaczęli snuć podejrzenia.
-Eeej, to wy jesteście.. ten.. parą? Razem?-spytał się Liam.
-Hahahahh! Po dzisiejszym postoju przed szkołą to chyba tak, co Sami?
-No jasne!
Wtedy Henry mnie objął i pocałował w policzek, poczułam na sobie wzrok chłopców.
-Ja.. przepraszam.. muszę wyjść.-odparł Harry.
-Stary, coś się stało?-spytał nadopiekuńczy Lou.
-Nie, po prostu muszę się przewietrzyć.
-No okej.
Kiedy loczek zakładał kurtkę spojrzał się na mnie tymi zielonymi oczami z taką jakby wrogością, nie wiedziałam o co mu chodzi.. Kiedy szybko wyszedł, zaczęłam się zastanawiać co mu jest.
-Eeej, co z Hazzą?-odparłam.
-Nie wiemy… Był w świetnym humorze kiedy gadaliśmy.
-Tak, potwierdzam.
-Wiecie co? Pójdę zobaczyć co z nim.
-No okej, leć Sami.
Ubrałam kurtkę i wyszłam przed drzwi, zobaczyłam siedzącego na schodach Harrego, który wpatrywał się w jakiś punkt, podeszłam do niego i położyłam rękę na jego ramieniu.
-Hej Hazza, co z tobą?
-A nic.
-Przestań.. przecież widzę, masz taka minę..
-Po prostu kawa musiała mi zaszkodzić, to wszystko.
-A tak naprawdę?
-No brzuch mnie boli.
-Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko.. jesteśmy przyjaciółmi, masz jakieś problemy?
-Przyjaciółmi.. ehh.. Nie, nie mam, spokojnie.
-No dobra, najlepszymi przyjaciółmi loczku!-puściłam mu oczko.-To idziemy do środka?
-Nie chce.
-No chodź!
-Nie, ja.. już pójdę.
-Gdzie?
-Do domu.
-Przestań! Nie wygłupiaj się! Chodź!-złapałam go za dłoń.
-Nie!-wyrwał ją.
-Dobra, nie musisz krzyczeć.. Na pewno chcesz iść?
-Tak, cześć.
-Dobranoc, powrotu do zdrowia.
Potem widziałam już tylko oddalającego się Harolda.. Nie wiem co go ugryzło, to było dziwne.
________________________________________________________
No i jest kurde 16.
Przepraszam, że dodaję tak rzadko, ale w tym tygodniu naprawdę miałam duży wycisk w szkole. Chce wam się odwdzięczać długimi rozdziałami.. Zawalam noce żeby je pisać, ale co tam!
Gimnazjum to nie bajka.. Same kartkówki w klasówki. Dziękujmy Bogu za weekendy.
A ja chce wam przede wszystkim podziękować za wejścia i komentarze.. Jesteście tacy kochany, że czytacie te wszystkie bzdury. Naprawdę bardzo zależy mi na waszej opinii, bo wiecie.. Nie wiem czy jest sens, dlatego zawsze liczę na te kilka słów zostawionych pod rozdziałem.
Musze się trochę ogarnąć i dodawać te rozdziały częściej.. Bo jeszcze zapomnicie o tym blogu i co?
Tak już nie do tematu.. Jestem z was cholernie dumna! Za ten czat z chłopakami! POLAK POTRAFI! Ja płakałam normalnie jak to wszystko słyszałam.. Nie jesteśmy Narnią! Zapamiętajcie to! Wszyscy nam teraz zazdroszczą.. po prostu jesteśmy nierozłączne, taka directionowa rodzinka i kiedy chcemy potrafimy dopiać swego.. Te wszystkie akcje, teraz ten czat. Normalnie płaczę, teraz, jak to piszę. KOCHAM WAS! ♥
I jeszcze raz chce podziękować za czytanie, komentarze i ogólnie wszystko! Nie znam większości z was, ale i tak wiem, ze jesteście zajebiste! Po prostu polki są najlepsze! Jak przyjedzie tutaj One Direction, a to moim zdaniem mamy zapewnione to nie będą chcieli odjechać! Ja wam to mówię!
Dobra, nie będę się rozpisywać.. bo będzie ta notka dłuższa niż rozdział.
DZIĘKUJĘ! KOCHAM WAS! I PRZEPRASZAM! ♥
Ola. (tt: FalalaPL) ;*
piątek, 2 marca 2012
XV ROZDZIAŁ
Następnego
dnia obudziłam się bardzo wcześnie. Dochodziła godzina 8.. Poleżałam w łóżku
jeszcze jakieś 15 minut, bo naprawdę byłam wykończona po wczorajszym dniu.
Kiedy wstałam włożyłam na siebie mój puchaty szlafrok w koty, który kupiłam
dlatego, bo skojarzył mi się z Haroldem i usiadłam na parapecie wpatrując się w
poranną panoramę Londynu. Nałożyłam przy okazji słuchawki w uszy i zaczęłam
słuchać Eda „The a team”. Rozmyślałam o wszystkim.. nie przeczę, że poleciała
mi nawet łza kiedy pomyślałam jak daleko ode mnie jest moja mamusia.. Brakowało
mi jej, ale na pewno jest szczęśliwa. Moje drugie myśli dotyczyły mnie.. a
mianowicie tego co mnie spotkało. To było takie.. wyjątkowe, do teraz nie
mogłam pojąć tego dlaczego właśnie ja, jak mogłam ich spotkać? Z jakiego powodu?
Zawsze uważałam się za normalną nastolatkę.. która jest do niczego i nie zazna
w życiu szczęścia.. Która patrzy na te wszystkie inne dziewczyny i otaczający
je świat i sobie myśli „Nigdy nie będę taka jak one, mają chłopaków,
przyjaciół, są śliczne, zabawne i mają.. to coś”. Ja byłam przeciętna.. trochę
zwariowana i całkowicie nieogarnięta co do innych z mojej szkoły i otoczenia..
Wszystkiego zapominałam, spóźniałam się, czasem nawet przychodziłam bez plecaka..
Może to świadczyło o tym, że jestem inna? Nie, nie mogło.. miałam po prostu
swój świat, który był przepełniony tysiącem marzeń nie do spełnienia.. Setkami
myśli „a co by było gdyby?” i taką malutką nadzieją że kiedyś będzie dobrze,
chociaż na to i tak nie liczyłam.. Aż wreszcie, po przyjeździe tutaj zaczęło
się po mału układać w całość.. Ale wszystko mogło się zawalić już niedługo.
Starałam się o tym nie myśleć.. „trzeba żyć teraźniejszością Sam!” wmawiałam
sobie, czułam się jak w jakieś bajce, naprawdę, jakby to był sen.. dobry sen,
ale chyba nie spałam kilka dni, nie? A może jestem w śpiączce? I wtedy się
uszczypnęłam i wrzasnęłam tylko „auuu!”
-No ładnie
Sam! Okaleczasz sama siebie!-zaczęłam gadać.
Muzyka w
pewnym momencie się wyłączyła i na szklanym wyświetlaczu pojawił się napis:
„Nowe wiadomości (1)”
Wcisnęłam przycisk „otwórz” i ukazała
się treść..
„15? Tam gdzie się rozgrzałem? ;)”
Zaczęłam się śmiać.. I odpisałam tylko
podstawowe „Ok” z buziakiem i
postanowiłam zejść na śniadanie. Byłam sama, cieszyło mnie to, bo nie lubiłam
jak ktoś łazi po domu i zadaje głupie pytania.. A po wczorajszej wódce i
gwałcie z chłopakami tata nie dałby mi spokoju.. Zrobiłam sobie śniadanie, tym
razem płatki, bo nie miałam ochoty na pożar i usiadłam na kanapie włączając
telewizor. Kiedy tak wciskałam strzałkę w górę na pilocie zatrzymałam się na
jednym programie i zobaczyłam tam same One Direction.. Na żywo, więc mieli
dzisiaj wywiad, nie wspominali mi.. Jezuu, jak to zabrzmiało „MI” Rozumiecie?
MI! JA ich znałam, osobiście.. a oni znali mnie.. śmiali się ze mną i
wygłupiali, mają mój numer, może nawet nie zadzwonią.. ale co tam! Poznałam
ich! W programie gadali coś tam o swoich planach na przyszłość, Lou z Harrym
przytulali się.. Niall cieszył jak mały dzieciak, bo podarowali mu batona, Liam
oczywiście mój tatuś za wszystkich odpowiadał, a Zayn.. co z nim, gadał o
modzie oczywiście! Po staremu, nic się nie zmieniło.. Jacy są tacy są.
Usłyszałam z góry dźwięk mojego telefonu, widać Henry zapomniał o czymś
wspomnieć albo zmieni godzinę.. Kiedy tak wchodziłam po schodach z miską płatek
w ręku poślizgnęłam się i wyjebałam jak głupia na twarz, a miska rozbiła na
malusieńkie kawałeczki. Na szczęście żyłam.. bez większych uszkodzeń twarzy, no
poza tym, że moja cała szopa na głowie była w czekoladowych płatkach.. cudownie.
Podniosłam się zostawiając wszystko i popędziłam po telefon.. Wiadomość była od
jakiegoś nieznanego numeru.
„Włącz na program 4. Xx”
Zeszłam na dół omijając szerokim
łukiem mleko i wcisnęłam program 4, okazało się, że to ten sam co oglądałam
przed chwileczką.. z wywiadem i chłopakami. Skapnęłam się, że to któryś z
chłopców pisał i odpisałam:
„Właśnie was oglądam! Przez ciebie moje włosy są całe w płatkach,
moja twarz trochę zgnieciona, a szlafrok w koty cały w mleku!”
Po wciśnięciu przycisku „wyślij”
odczekałam kilkanaście sekund i telefon z kieszeni wyjął Louis i wybuchł
donośnym śmiechem, wszystkie fanki i ludzie tam zebrani mieli wyraz twarzy w
stylu „WTF?!”, a pan marchewka dalej się śmiał i przekazał telefon pozostałym 4
dupciom, które też wydarły japę. Dopiero potem dotarło do nich, że są na żywo i
wszystko słychać i widać, więc trochę ochłonęli. Babka, która prowadziła wywiad
zaczęła się wypytywać co się stało, ale Lou wymyślił coś w stylu „zobaczyłem
zieloną marchewkę na zdjęciu!” Wtedy ja wybuchłam.. To w jaki sposób to
powiedział było głupie, a zarazem śmieszne, po chwili Hazza wziął jego telefon
i widać coś tam wciskał, kiedy skończył usłyszałam dźwięk telefonu.
„Ooo, kotki! Musisz być sexy! Widziałaś co zrobiłaś z Lou i z
nami?! Jesteś zła! Ale i tak cię kochamy.. PS. Domagam się zobaczenia tego
szlafroka. Xx Napiszemy później loczku, miłego dnia. :*”
Uśmiechnęłam się do mojej komórki i
postanowiłam już nic nie odpisywać.. Niech zajmą się odpowiadaniem na te
pytania fanek i tej babki..
-Chyba czas się wykąpać i się
ogarnąć.. –westchnęłam.
Weszłam na górę do mojego pokoju i
skierowałam się do łazienki z ręcznikiem. Wpełzłam pod prysznic i siedziałam
tam chyba z godzinę, bo jakieś 45 minut
zajęło mi wyjmowanie płatek z włosów.. Kiedy wreszcie skończyła się ta męka
owinęłam się ręcznikiem, wytarłam włosy i zaczęłam je rozczesywać.. Tym razem
szczotką, bo nie byłam w stanie grzebieniem. Chyba trochę mi urosły, bo jakie
proste sięgały do pasa. „Miałabym je takie długie, a muszę siedzieć teraz z
tymi lokami, no weźcie!”. Kiedy już skończyłam te piekło postanowiłam w coś się
ubrać.. Po 20 minutowym pobycie przy szafie wybrałam ciemne rurki, czarną
bokserkę i granatowo siwy sweter w skandynawskie wzorki. Spojrzałam na zegarek,
było już po 14… Miałam jeszcze niecałą godzinkę, luzik, wyrobię się.
Postanowiłam wejść na laptopa, wreszcie, bo od jakiś 2 dni mnie tu nie było..
Zaczęłam przeglądać zdjęcia chłopców i chichotać na ich widok.. „ciekawe czy
jeszcze napiszą? zastanawiałam się..
Popisałam jeszcze z kilkoma osobami, posłuchałam muzyki i ujrzałam w prawym
dolnym rogu ekranu laptopa godzinę dokładnie 14.55.
-O KURWA!-Krzyknęłam i szybko zbiegłam
na dół.
Włożyłam kozaki.. płaszcz, szalik,
czapkę, przełożyłam przez ramię torbę, zamknęłam drzwi i wybiegłam z domu.
Kiedy byłam już w centrum wpierdzieliłam się w jakieś zaspy i byłam cała
biała.. ale to mnie nie zatrzymywało! Biegłam dalej, aż w końcu dotarłam..
wpadłam do środka tak szybko, że poślizgnęłam się i wpadłam na stolik jakieś
pary.
-O jezusiuu… Ja prze..
-Sam! Hahhahahh! Wiedziałem, że
będziesz miała takie wejście!
-Przepraszam państwa bardzo, ale
ślisko i ten tego.. dobra, to do widzenia!
-No hej!-Henry pomógł zdjąć mi
płaszcz.
-Hej.. łoo.. dobra, dotarłam!
-Hhahahahhh i to jak! Co tam
bałwanku?-chłopak dał mi buziaka w policzek.
-A no żyję.. ledwo trochę, bo ciągle
się przewalam..
-Który to już raz?
-No dzisiaj drugi..
-Boże, dopiero po 15! Już się boję!
-Bardzo śmieszne!-wyszczerzyłam się.
-eem, Sam..-Henry podszedł do
mnie.-masz coś we włosach.
-A tak wiem! To śnieg.. bo się
przewaliłam na zaspach! Aaa no tak! Więc to już 3 raz dzisiaj!
-Od kiedy to śnieg ma kształt muszelek
i jest brązowy?
-Hahahahahhh, no dobra! To z mojego 1
upadku.. Nie pytaj o szczegóły.
-Nawet nie chce.. skąd ty się wzięłaś
wariatko?
-Już drugi chłopak się mnie o to pyta!
No weeź!
-Drugi? Mam się czuć zazdrosny?
-Hhahahhahh, oj będziesz, będziesz..
jak ci opowiem ilu ich poznałam.
-Trzech?
-Nie.
-Dwóch?
-Nie, pięciu!
-Boże.. 5? Gdzie?
-Znasz zespół One Direction?
-To ten brytyjski.. wiem.. A co? Było
jakieś spotkanie fanów?
I wtedy zaczęłam mu opowiadać moją
historię zaczynając od wakacji i ich poznaniu kończąc na dzisiejszym wywiadzie
i napadzie śmiechu przez Lou..
-Nie dziwię się, że cię uwielbiają!
Hhahahh..
-Tam uwielbiają… nieprawda.
-Sam, jeśli ja cię uwielbiam to oni
też!
-Cóż za skromność księciu ty mój!
-Hhahahah, po prostu.. nigdy jeszcze
nie miałem prawdziwego przyjaciela.
-Czemu?
-Hmm.. bo.. no dobra, wybredny jestem.
-A ile było tych propozycji o
przyjaźń?
-Emm… nie pamiętam?
-Taa.. Więc to znaczy, że musisz być
super.
-Eee tam! A jak było z tobą? Też
musiałaś mieć tyle przyjaciół w Polsce, ze łohooh…
-Tak, dużo miałam.-chciałam okłamać.
-Sam, przecież widzę..
-Dobra! Nie miałam, zadowolony?!
ŻADNEGO!
-Hhahahh, nie żartuj! To niemożliwe!
-tak.
-No Sami, przestań.. to niemożliwe.
Czemu nie miałaś?
-Nie gadajmy o tym… kiedy mieszkałam w
Polsce ciągle płakałam.. było strasznie, tyle powiem.
-Proszę..
Zrobiłam to, zwierzyłam się ze
wszystkiego… Henry był mi strasznie bliski, chociaż, że to było nasze drugie
spotkanie wiedziałam, że to będzie prawdziwa przyjaźń.. Opowiedziałam o
rozwodzie, o szkole, że nie miałam przyjaciół, za jaką ludzie mnie brali, o
tych wszystkich kłótniach w domu.. O tym, ze jednak nie byliśmy za bogaci. O
wszystkim, od początku aż do końca.
-Eeej, mała nie płacz!-Henry podszedł
do mnie i przytulił całując w głowę.
-Przepraszam.. ale..
-Nie mów nic! Masz już przyjaciół, a w
tym mnie! I obiecuję, że nigdy cię nie zostawię, przysięgam mała! Kocham Cię
mój ty bałwanku!-chłopak pogłaskał mnie po policzku i jeszcze bardziej wtulił.
-Dziękuję Henry, a ja przysięgam, że
zawsze będę twoja przyjaciółką.-oznajmiłam szlochając.
-No ja myślę! Bo jakbyś mnie zostawiła
to trudno byłoby mi się pozbierać..
-Mówiłam ci już, że jesteś cudowny
MAŁY?
-No może kiedyś coś tam wspominałaś
śliczna, ale ty jesteś cudowniejsza.
-Hahahh, tutaj muszę ci zaprzeczyć!
-Mi się nie zaprzecza mała!
-No to chyba będę pierwszą osobą,
która to zrobi.
-I to świadczy o tym, że jesteś
wyjątkowa.
-Jesteś kochany, wiesz?
-No wiem tam..
-Hhahhah, uwielbiam twoją skromność! A
właśnie, co zamawiamy?
-No wiesz.. po raz drugi mnie
rozgrzałaś tymi uściskami, więc mam ochotę na coś zimnego.-Henry mrugnął do
mnie.
-No weeź! Bo się znowu zawstydzę!
-Ooo tak! Zrób to! Tak słodko
wyglądasz jak się czerwienisz!
-Dobra idź! Zamówmy coś.. ja poproszę
może shake! A co!
-Hhahahh, no dobra! Jaki?
-Waniliowy.
-Okeej.
-Chwila, pieniążki!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-ja mogę tak długo..
-Nie Sami! Ja płacę! JA!
-Hhahhahh, ale, że tak na całą
kawiarnię?
-ALE JA!
-ALE NASTĘPNYM RAZEM JA!
-ALE TERAZ JA!
-No dobra… Ale..
-Ale JA!
-Hhahahahahhhh! Ok. Idź zamawiać ty
JAJU!
-Czemu nazywasz mnie jajko?
-Bo nim jesteś!
-Eeej!
-Nie eeaj mi tutaj tylko idź zamów!
-No już idę..
Kiedy Henry przyniósł mi shake
ubrudziłam nim moją całą twarz.. a przyjaciel miał polewkę.
-Nie śmiej się! Ja też mam uczucia!
-Ale wyglądasz jak… Hitler! Ten
wąsik..
-Ogarniesz się?
-No weeź, poczekaj, wytrę ci.
-Dziękuję, traktujesz mnie jak swoją
córkę..
-A nie jesteś nią mój bałwanku?
-Dobra, już nie bądź taki słodki..
-Mój bałwanek, malutki, płateczek
kochany, mój…
-HENRY, ZAMKNIJ SIĘ!
-A jak nie to co?
-To wyleję na ciebie shake i będziesz
Hitler.
-To dawaj.. Nie zrobisz tego.. nie
odważysz się.
-Zrobić to?
-Tak!
-No dobra.-I wtedy cały shake
wylądował na Henrym.
-SAM! CO TY…
-Mówiłam..
-Jestem cały waniliowy!
-Waniliowy Hitler! Hahhahahahahh
-Gdybyś nie była taka zabawna to
zabiłbym cię! Serio!
-No, ale jestem! Więc luzik..
-Ale wiesz, zemsta jest słodka.
-Taa.. Na Hitlera.
-Hhahahahhhh, weź przestań! Idę do
łazienki..
I tak siedziałam, czekałam, minęło
jakieś 5 minut aż dostałam sms.
„Co robisz loczku? Xx”
Odpisałam:
Ja: „Niall, Zayn,
Liam, Harry, czy Lou tym razem?”
1D: „Wszyscy siedzimy wpatrując się w
Blackberry Lou”
Ja: „A, to okey.. u mnie spoko, właśnie
bawię się w Hitlera”
1D: „Skąd ty bierzesz te teksty?! Niall
leży normalnie..W jakiego Hitlera?”
Ja: „A no wiesz.. taki tam waniliowy
Hitler. : )”
1D: „Wiesz co? Wytrzeźwiej mała! Później
napiszemy..”
Ja: „Miłej marchewki z mikrofalówki Lou”
1D:„Dziękuję.. miłego.. Hitlera? Xx”
Przyszedł Henry.. a ja wyszczerzona
siedziałam z telefonem w ręku.
-Kto pisał? Ten zespół?
-Skąd wiedziałeś?
-Da się rozpoznać po uśmiechu i
telefonie w ręku..
-Nie bądź zazdrosny ty mój Henreo!
-Postaram się ty moja Samantio!
-I co, shake zszedł?
-Hhahahahhh, a widzisz?
-No właśnie nie mój Hitlero!
Przepraszam.-zrobiłam smutną buźkę.
-Przestań mała! Nic się nie stało!
Żyję! To o czym tam pisałaś z chłopakami?
-Sam spójrz.
-Mogę?
-Jasne!
-Hhahahahhhh! Musicie mieć tam
śmiesznie..
-Tam, czyli gdzie?
-No wiesz.. Jak się spotykacie.
-Spotkaliśmy się raz.
-Jak się skończyło?
-Mikrofalówką za oknem, poza tym
huraganem w domu.. pobitymi rzeczami, czarnymi ścianami, powodzią, podartymi..
-Sami! Lepiej nie kończ.. bo zanim to
zrobisz! To się nazywa wejście smoka!
-Hhahahh, mówiłam to samo! Wiesz, że
już 19? Siedzimy tu jakieś 4 godziny..
-No nie mów? Ty zawsze mnie zagadasz!
Dziewczyno, jak ty to robisz?
-Nie wiem Hitlerku.-puściłam mu oczko.
-Ja też bałwanku.
-Idziemy?
-Gdzie?
-Tak się przejść..
-Z miłą chęcią wasza bałwankowa mość!
-Ochh! Jak miło wasza jajkowa mość!
-eej, no weź!
-Hhahahahhh, dobra chodź!
Wyszliśmy z kawiarni, a ludzie
znajdujący się tam pewnie odetchnęli z ulgą..
-Więc to nasze miejsce?
-No chyba tak! To tutaj się
rozgrzałeś, stałeś jajkiem i Hitlerem..
-Proszę, nie gadajmy o tym!
-Dobra, to zmieniam temat.. nie miałeś
przyjaciół, ale dziewczyny musiałeś mieć.. bo jesteś.. Miałeś? Masz?
-Bo jestem?
-Emm.. no ten..
-No?
-No dobra, no przystojny no, zabawny i
ogólnie kulturalny.. masz świetny akcent i jesteś słodki.
-Ohooh, ale miło!
-Ale mówię Ci jako przyjaciółka, żeby
nie było..
-Wiem Sami, że nie jesteś taka jak
inne czy zaraz chcesz ze mną chodzić, wykorzystać i rzucić.
-Nie, nie jestem.. A więc miałeś?
Masz?
-Miałem, owszem, ale teraz nie mam.
-Czemu nie masz?
-Wiesz.. nie chce, fajnie jest być
singlem, jest się takim wolnym, a jak z tobą?
-Też nikogo nie mam.
-A chcesz?
-Jeśli znalazłby się ten odpowiedni to
czemu nie..
-A ilu miałaś już chłopaków?
-To może zmieńmy temat…
-Dawaj Sami! Gadaj! Pewnie dużo.. bo
jesteś..
-Żadnego.
-Żartujesz?
-A czy żartowałam z oblaniem cię
shakem?
-Nie wierzę.. Czemu?
-Bo.. żaden mnie nie chce i nie
chciał?
-Porąbało cię? Serio?
-Nie.
-Mam 17 lat i spotkałem naprawdę
duuuużo dziewczyn.. ślicznych i zabawnych, ale żadna nie była taka piękna i
fajna jak ty.
-Przestań, gadasz tak specjalnie.
-Nie Sam. Mówię szczerze. Powiem tak:
Masz to coś co cię odróżnia od pozostałych dziewczyn.
-Szopę na głowie?
-Nie szopę, tylko śliczne loczki.. a
poza tym cała jesteś super jak dla mnie.-I wtedy Henry wziął mnie na ręce i
przytulił.
-DZIECKO! Jak ty mnie uniosłeś?
-Hhahahahh, normalnie! No przytul się
mała!
-No dobra!-wtuliłam się w niego.
-Wiesz, że będziesz cała w waniliowym
Hitlerze?
-Nieee!-I wtedy wypadłam z rąk
przyjaciela i poleciałam na śnieg.
-Jezu, żyjesz?
-Hhahahahhahhh, tak, tak… spoko!
-Inne by teraz pewnie płakały, a ty
się śmiejesz! To jest podejście..
-A czemu mam się nie śmiać z bolącej
dupy?
-Oj ty biedna! Chodź Ci wymasuję!
-Wara od mojego tyłka mały! Idź se
swój wąsik pomacaj!
-Eeej, ja nie mam wąsika!
-Ale Hitler miał!
-Wiesz, że cały czas leżysz na śniegu?
-Nie, wiesz.. mam mokro w spodniach z
innego powodu..
-Kto wie..
-Dobra, wstaję, daj mi rękę.
-Juuż i żyjesz! Cała i zdrowa!
-Można to tak ująć.. wracamy do domów?
-Chyba tak, jestem wykończony, muszę
się umyć, cały się kleję!
-Haa! Mam pomysł!
-Jaki?
-Zobaczysz jak spotkamy się następnym
razem.. A teraz wracam już, paa.
-Poczekaj, odprowadzę cię!
-Chcesz?
-Jasne!
W drodze powrotnej, która trwała
jakieś 7 minut umówiliśmy się dopiero na za 3 tygodnie.. Bo Henry jedzie na
jakieś narty czy coś tam, ale obiecał pisać sms i jakoś mnie kontrolować..
Kiedy doszliśmy do budynku przyjaciel dał mi buziaka w policzek i przytulił.
-Dobranoc Hitlerku, miłego wyjazdu
mały!
-Papa bałwanku, będę tęsknić.
-Jest tu kto?! Cześć!
-Uuuuuuu!-zaczęli się drzeć ojciec i
Bogdan.
-Co uuu?
-Co to za chłopak? Gadaj? Przytulił..
buziak w policzek, romantycznie!
-Bogdan, opanuj twarz!
-Hhhahhhahh, ale kto to córcia?
-To nie mój chłopak, tylko przyjaciel
i mówię szczerze.
-Chyba pierwszy raz ci wierzę od kiedy
tutaj przyjechaliśmy.. Sam, za 5 dni do szkoły, pamiętasz, nie?
-Tak, tak, pamiętam, luzik ludzie, ja
panuję nad sytuacją.
-Sam, a powiedz ty mi.. co na schodach
robiło rozlane mleko, płatki i pobita miska?
-Ten.. kosmici! Serioo.. ja widziałam
taką zieloną marchewkę.
-Marchewkę?
-Niee! Takiego ludzika znaczy z
marchewką, oo, tak!
-A po co kosmitom płatki?
-Głodne były.
-Ale trzymały przecież marchewkę, nie
mógł jej zjeść?
-Taa, zieloną marchewkę, serio?
-No jeśli to kosmita to..
-Wiecie co, muszę z wami popracować
nad waszą wyobraźnią, a teraz idę na górę.
-Czekaj.. Co ty masz na płaszczu? To
wanilia?
-HITLER!
-Co?
-Nic.. dobranoc!
-Ale..
-PAPAPAPPAPA! Ałaaa!
-Nie wspominałem ci, że jest ślisko?
-Nie Bogdanie drogi! Przeżyję..
dobranoc ludzie.
Weszłam do pokoju.. Dupa mnie bolała,
byłam cała w Hitlerze, miałam dalej płatki we włosach i wodę w spodniach, to
się nazywa wypad na miasto… Postanowiłam napisać do Henreo jak tam myju myju,
ale w tej samej sekundzie dostałam sms.
„Smutno nam..”
Ja: „Nie ogarniam, czemu?”
1D:
„Będziemy musieli wytrzymać 3 tygodnie bez ciebie. ;(„
Ja: „A gdzie wyjeżdżacie?”
1D: „USA.”
Ja: „Więc będę sama.. muszę odpocząć,
ale obiecajcie, że jak będziecie wyjeżdżać zaraz sms do mnie!”
1D: „A do kogo byśmy mieli pisać,
jasne, że tak zrobimy.. xx To do za 3 tygodnie!”
Ja: „Pa dzieci moje! ;*”
1D: „A właśnie, jak tam Hitler?”
Ja: „Opowiem za 3 tygodnie.. Jestem
wykończona, dobranoc. Xx Powodzenia!”
Reszty już nie przeczytałam, bo
usnęłam jak suseł…
_____________________________________________________
Dobra.. jest 15.
Przepraszam was z góry, ze tak rzadko dodaję... przez to pewnie zapomnieliście o tym blogu, ale po prostu nie wyrabiam.. nauki jest tyle, że sobie nie wyobrażacie. Mam spore zaległości, bo byłam chora, a teraz jestem cholernie słaba, no, ale co tam o mnie.
Rozdział pisałam z 2 dni.. Szczerze? Nie jestem zadowolona.
W moim blogu jest podobno za dużo dialogów, bardzo was przepraszam, ale na razie Samanta poznaje chłopców.. I chce aby oni ją jednak poznali, potem będzie coraz lepiej, albo gorzej? No wiecie, dramacik.
Mam dużo pomysłów na nowe rozdziały i ostatnio dużo weny, ale brakuje mi czasu.
To naprawdę pracochłonne, ale dla was no kurde, lubię dla was pisać, te wszystkie miłe komentarze. Ostatnio jak je czytałam, to nie będę zaprzeczać, że prawie się poryczałam.. Łzy mi poleciały na pewno. Bo to cholernie miłe, że ludzie po prostu to czytają no!
Bardzo wam dziękuję, taki mam zawsze wyszczerz jak zobaczę komentarzyk na dole i przede wszystkim dziękuję za wyświetlenia no! Bo to też dla mnie ważne.
Nie będę stawiać wam ultimatum "jak będzie 20 komentarzy to dodaję następny", bo nie po to pisze tego bloga, to sprawia mi przyjemność.. Więc kurde no! KOCHAM WAS. <3
Rozpisałam sie trochę.. Ale ja tak zawsze, spoko.
Porażka? Z mojej strony to tak.
Ale dobra, nie będę wam zanudzać, ujmę to tak:
DZIĘKUJĘ. ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)