wtorek, 14 lutego 2012

XI ROZDZIAŁ


*około 4 miesięcy później*
-SAM, ŁAP GO! DAWAJ!
-Mamo, no jak?! Nie mogę, wyślizguje mi się!
-Dawaj teraz..!
-AAAA! Mamo, on leci, z kolegami!
-Jestem cała mokra!
-Hhahahahahh, leżą na ziemi! Hhahhahahh.. RATUJMY ICH, REANIMACJA, DAWAJ MAMO!
-Trzeba je z powrotem tam wziąć.. ale nie mogę, one są śliskie i mokre!
-Mamo! One nie mogą oddychać. POWIETRZA! SZYBKO LUDZIE! DAWAĆ MASKI TLENOWE!- zaczęłam się wydzierać.
-Maski dla ryb? Serio?- wtrąciła się sprzedawczyni.
-Proszę pani, ale one zdechną!
-Sami, idź lepiej dokończyć zakupy z listy.. Ja tu sobie poradzę.
-To pani córka?
-Tak.
-Cały sklep jest mokry.. ludzie się ślizgają, a ryby leżą na ziemi! Co to za dziewczyna?! Jeszcze nigdy takiej nie spotkałam..
-Ja przepra..
-Nic się nie stało, hahahh, było przynajmniej zabawnie.
Jak już pewnie zauważyliście zbliżały się Święta Bożego Narodzenia.. jutro Wigilia, więc są już tuż, tuż. Tak wyglądały moje zakupy z mamą i kupno karpia. Czemu to właśnie ja musiałam coś odwalać w miejscach publicznych?! Ludzie dalej ślizgali się po podłodze, a ja dostałam głupawki śmiechowej i sama się przewróciłam! Byłam w tamtym momencie podobna do Nialla, który kiedy zobaczył jak Harry walnął w szybę, zaczął się śmiać, a po chwili zrobił to samo.. Kiedy pomyślałam, że z nimi rozmawiałam uśmiech aż sam się pojawiał na twarzy.. Kurde, gadałam z nimi! Jezuu, Ja, taka najzwyklejsza nastolatka.. do tego z Polski poznała One Direction. Wiem, że nic się drugi raz nie zdarza, ale chciałabym ich jeszcze raz spotkać.. Z tych rozmyśleń wyrwała mnie mama.
-To jak Sam? Zakupy zrobione?
-Można to tak ująć.
-Czemu twoja cała kurtka jest mokra?
-no bo wiesz.. przewróciłam się.
-hahahahahh, jesteś niemożliwa!
-Dobra, mam dzwonić po tatę żeby przyjechał po nas?
-Jeszcze tutaj trochę córeczko spędzimy.. są gigantyczne kolejki.
-No okej.. przynajmniej wyschnę.
Kiedy tak stałam z mamą dowiedziałam się ile mamy potraw na jutro zrobić.. wiedziałam, że 12, ale chodziło mi w jakich ilościach. Okazało się, że będzie dużo gości.. Zjedzie się cała rodzina. Z jednej strony spoko, ale z drugiej będzie mało miejsca.. W końcu nasze mieszkanie nie było ogromne, nie miało nawet piętra, ale jeśli zaprosili to co miałam zrobić.. Po powrocie do domu czekała mnie spora harówka, trzeba było tyle przygotować.. łoo. Na samą myśl byłam przerażona.
Po 3 godzinach zakupów padnięta wróciłam do domu.. Ale niestety musiałam posprzątać swój pokój, co było trudne, bo miałam tam taki Sajgon, poza tym macałam ciasto, w sensie je ugniatałam.. Obierałam jakieś białe coś, chyba pieczarki, gotowałam na kuchence i wszczęłam mały pożar.. Takie tam- Sam w kuchni. ogień był na całej kuchence, mama zaczęła głupieć.. Tata się wydzierać, a ja wkroczyłam jak bohater z gaśnicą, ugasiłam ogień i zachowywałam się jak strażak! Założyłam jakiś czerwony strój i zaczęłam tańczyć i biegać po całym domu..
-Dobra Sam! Koniec! Już możesz iść z kuchni.. Ja sobie poradzę! Ty strażaku tyy!
-Ale mamo! To nie moja wina.. no weeź!
-Nie, nic nie jest Twoją winą, ryby w markecie, ślizgający się ludzie i kurde potop! A to wszystko tylko przez jakieś 5 minut! Masz tempo..
-Dobra, ja już chyba pójdę, bo jak zaczniesz sobie przypominać moje wybryki to.. będzie źle.
Wróciłam do pokoju i włączyłam radio, leciało akurat „Last Christmas”, pod głosiłam na fula i zaczęłam tańczyć i wydzierać się na całą ulicę, psy zaczęły szczekać.. koty miałczeć, a ludzie krzyczeć. Taka świąteczna atmosfera!
Nastał wieczór.. to znaczy noc, bo była już 23. Moi rodzice siedzieli w kuchni i rozmawiali, bardzo spokojnie, jak widać pogodzili się, strasznie mnie to ucieszyło! Poszłam do łazienki żeby wykapać się po tym ciężkim dniu.. Musiałam wejść pod prysznic, bo wanna była zajęta przez karpia, „Ten to ma tupet, żeby zająć mi wannę!”. Jego usta tak słodko się ruszały, zaczęłam go naśladować i rozmawiać z nim.
-No co tam.. hmm.. jakby tu cię nazwać.. KUBA! Będziesz Kuba! Co tam Kuba?
- <poruszanie ustami> -brak odpowiedzi.
-Czemu mi nic nie odpowiadasz?! Bądź rybą, no weeź! Obraziłeś się na mnie za tamto w sklepie? Przepraszam.
-<poruszanie ustami> -brak odpowiedzi.
-NO POWIEDZ COŚ!- zaczęłam się wydzierać..
-Kochanie, co ty robisz?- spytał się tata zza drzwi.
-Gadam z Kubą! Ale on nie odpowiada..
-Z Kubą gadasz? Aha, to ja Ci nie przeszkadzam.. – „co ta Sam ma w tej główce?”-zadałem sobie pytanie w myślach śmiejąc się pod nosem..
-Dobra, jak nie chcesz gadać to nie! Foch?! Ha! Ja też mam, i co? Łyso Ci? A no tak, ty włosów nie masz.. Więc co, Rybio Ci?!
A on nadal ruszał tą buzią.. Dobra, nie męczyłam się już, tylko wzięłam przyjemny prysznic, założyłam piżamkę, umyłam ząbki i wyszłam z łazienki.. Pokierowałam się do mojego pokoju, bo chciałam iść już spać, weszłam pod kołderkę, położyłam głowę na poduszkę i usnęłam.
24 grudnia- wigilia, przepych w domu i urodziny LOU! Pamiętałam, jak mogłam zapomnieć.. to było niemożliwością. Na budziku widniała godzina 12.00, było późno, ale jeśli nikt mnie nie budził to co miałam nie spać. Wstałam i okazało się, że siedzę sama w domu, w kuchni znalazłam karteczkę:

„Jesteśmy na zakupach.. Nie wiem kiedy będziemy, pierwsi goście przybędą o 14.00, jeśli się nie wyrobimy przyjmij ich. (bez pożarów)”
Rodzice.

Dobra, miałam jeszcze 2 godzinki.. Spokojnie się wyrobię. Poszłam do łazienki trochę się ogarnąć i zobaczyłam tam Kubę.
-To co? Jeszcze foch?
- <brak odpowiedzi>
-Jak widać jeszcze.. Dobra Kuba, jak chcesz! Twoja sprawa!
Myśli, że jak nie będzie się odzywać to fajny jest kurde.. olewam go! A co tam.. Umyłam ząbki, nawilżyłam twarz moim ulubionym kremem i musiałam jeszcze raz umyć włosy.. Bo każdy był w inną stronę. Nie lubię moich włosów, loki kurde.. Same problemy. Kiedy były już w ręczniku wyszłam z łazienki omijając z obrażalską miną Kubę i udałam się do mojej szafki.. Musiałam ubrać się jakoś przyzwoicie, w końcu przyjeżdża rodzina, ubolewałam nad tym.. bo z miłą chęcią włożyłabym rurki, t-shirt, bluzę i trampki.. Za to wyjęłam czerwoną, prostą sukienkę trochę przed kolana, czarne, grube rajstopy i ciemne balerinki, zestaw ten spokojnie spoczywał na moim łóżku czekając aż go włożę. Moje włosy nie wysychały.. Zbliżała się 14, a połowa ich była jeszcze mokra, postanowiłam je wysuszyć, czego nigdy nie robiłam, ale jeden wyjątek.. wytrzymam. Dokładnie o 13.59 byłam już gotowa do przyjęcia gości i ogólnie ogarnięta.. Wyglądałam, jak taka typowa dziewczyna, Sam i sukienka? Jeej, zawsze luzik, a teraz taka, elegancja.. Raz do roku można zrobić wyjątek. O 14.10 przybyli goście.
-Samanto.. No witaj!
-Cześć ciociu, cześć wujku.- uśmiechnęłam się.
-Jeej, jak tu urosłaś, jesteś taka.. Śliczna!
-Hahhahahh, śmieszne ciociu, śmieszne.
-I jeszcze te włosy! Po kim ty masz takie zawijasy..?! Jej.
-Dobra, dobra, koniec o mnie! A co tam u was?
-U nas? No świetnie wszystko.. A Sami, gdzie są rodzice?
-Jeszcze na zakupach.. Mam was przyjąć, bez pożarów!
-Hhahahah, czemu bez pożarów?- zapytał się wujek.
I wtedy zaczęłam im opowiadać o wczorajszym dniu, o obozie.. o wakacjach i ogólnie o szkole. Międzyczasie przybyła reszta gości, przyjechali rodzice, nakryliśmy wszyscy wspólnie do stołu, przynieśliśmy potrawy.. I rozpoczęła się kolacja wigilijna. Podzieliliśmy się opłatkiem, ja powymyślałam jakieś bezsensowne życzenia i wreszcie zaczęło się jedzenie.. Totalnie zamieniłam się w Nialla, zaczęłam wszystko jeść po kolei i mama przyniosła Kubę, tylko tym razem na pewno do mnie nie przemówi.. był upieczony, zaczęłam się na niego gapić z smutną miną, wszyscy się mnie pytali czy się przypadkiem nie zakochałam w tej rybie, a mój tata zaczął opowiadać o moich gadkach z „Kubą”, poza tym dużo żartowaliśmy i śmialiśmy się no i rozdaliśmy prezenty.. Moi rodzice byli pierwsi raz od dłuższego czasu zgodni, ale dawali sobie jakieś dziwne spojrzenia.. Postanowiłam się nie przejmować. Spędziłam tą wigilię naprawdę w świetnej, rodzinnej atmosferze..
Goście siedzieli długo, bo do 22.. Ponieważ niektórzy mieli naprawdę daleko do domów rodzice zaproponowali nocleg. Okazało się, że cała przyjezdna rodzinka zmówiła i wynajęła pokoje w tym samym hotelu.. Obiecali, że jutro przyjadą i pożegnali się. Zaczęłam ogarniać i z tym wszystkim zeszło mi się do 23.30. O dziwo, nie byłam wgl. Wykończona, więc weszłam na laptopa, złożyłam życzenia Lou i postanowiłam pójść na pasterkę.. Rodzice nie byli co to tego pewni, na co ja odpowiedziałam, że sobie poradzę. Włożyłam płaszcz, kozaki, szalik i poszłam do kościoła.
Ksiądz gadał ogólnie o wigilii, Jezusie, świętej rodzinie i wszystkim po kolei.. Była tam masa ludzi, takie miłe otoczenie, wszyscy zgodni, mili i przyjemni.. Cały czas miałam uśmiech na twarzy! Wszystko się powoli układało! Po 1 w nocy msza skończyła się, a ja udałam się w drogę powrotną.. Zdałam sobie sprawę z tego, że już 1 Dzień Świąt- rocznica moich rodziców.. Wreszcie spędzą ją razem, może tata przygotuje jakoś kolację, czy coś? Muszę się go wypytać..
Wróciłam do domu i zobaczyłam rodziców siedzących w jednym pokoju dyskutujących o czymś, po chwili usłyszałam:
-Sam, chodź tutaj, musimy porozmawiać.
-No okej, to co się stało?
-Bo słuchaj..
-Aaa! Wiecie, że dzisiaj wasza rocznica? Bo już 25 grudnia, jeej, mam taki zaciesz, jesteście pogodzeni i w ogóle tak fajnie się teraz czuję, to co tato planujesz? Jakaś kolacja? Może kupiłeś mamie jakiś prezent..?- spytałam mrugając dyskretnie.
-Ja nie potrafię..-oznajmiła mama.
-Czego nie potrafisz? Zjeść kolacji? No dobra, to może jakiś naszyjnik?
-Musimy jej o tym powiedzieć..- wydukał tata.
-Ale o czym, co się stało? To, że jesteście pogodzeni to wiem.. oo, wiem! Może planujecie jakiś wyjazd razem? Spokojnie, ja sobie radę dam.
-Sam..-zaczęła matka.
-Bo my.. no ten tego..
-No co?! Dawać!- wyszczerzyłam się.
-Sami… Rozwodzimy się.-powiedzieli oboje w tym samym tempie.
-To żarty, tak? Proszę powiedzcie mi, że to nieprawda..
-Sam, niestety.. ale prawda.
W tym momencie mój świat stanął w miejscu.. Kompletnie nie kontaktowałam. Jak oni? Ale jak? Przecież.. dręczyły mnie tylko te pytania.
-JAK MOŻECIE?! WY NIE MOŻECIE.. JA NIE POZWOLĘ NA TO!- zaczęłam się wydzierać i płakać.. Po chwili uciekłam do pokoju cała zalana łzami.
-Córeczko.. poczekaj! Porozmawiaj z nami!
-Nie mamy o czym rozmawiać, DAJCIE MI WSZYSCY ŚWIĘTY SPOKÓJ!
Zamknęłam drzwi na kluczyk, uwaliłam się na łóżko i beczałam jak głupia.. Musiałam znowu wszystko spieprzyć.. Przecież oni się kochają, musi tak być, dzisiaj wszystko widziałam, te spojrzenia, uściski po złożeniu życzeń i podzieleniu opłatkiem.. to było niemożliwe. Tak cholernie tego nie chciałam, ale nikt nie mógł mi pomóc.. Przez to wszystko usnęłam z wielkim bólem w sercu.
Obudziły mnie rozmowy w kuchni.. Okazało się, że była już godzina 15, musiałam naprawdę długo spać, nie dziwiłam się sobie.. Miałam straszny sen, rozmowa rodziców, o własnym rozwodzie. Dopiero potem uświadomiłam sobie, że to bolesna prawda.. Oczywiście jak to ja, musiałam spaść z łóżka i wszyscy wiedzieli już, że nie śpię.. Po chwili do moich drzwi ktoś podszedł.
-Idź sobie!-krzyknęłam..
-Sami, to ja, ciocia.. Anita, proszę otwórz.
-Jesteś sama?
-Tak mała.. błagam, wpuść mnie.
-Dobrze, ale proszę, nie wpuszczaj nikogo więcej.- po chwili otworzyłam.
-Jezu, Sami, jak ty wyglądasz.. ty moja biedna, te twoje oczka, całe spuchnięte.. Jak się czujesz mała?
-Okropnie ciociu, dlaczego oni musieli mi to zrobić? Wiedziałaś?
-Kotku.. wiedziałam, ale nie mogłam nic powiedzieć, rodzice oznajmili rodzinie, że sami zamierzają ci o tym powiedzieć.
-Czyli tak po prostu udawaliście tak? Przez ten cały czas.. że nic się nie dzieję?
-Przepraszamy, ale to nie była nasza decyzja.- przytuliła mnie.
-Ciociu, co ze mną teraz będzie?- zaczęłam szlochać.
-Kochanie.. jak już pewnie wiesz, będzie rozprawa, sąd zdecyduję do kogo pójdziesz, wszystko muszą wyjaśnić Ci rodzice, proszę.. zrób to dla mnie i chodź ze mną do nich.
-Nie chce ich widzieć na oczy! Zniszczyli mi życie!
-Nie mów tak, dobrze wiesz, że Cię kochają najbardziej na świecie.. Tak jak i reszta rodzinki, naprawdę zależy nam na Twoim szczęściu, proszę, zrób to dla nas, musisz z nimi w końcu porozmawiać.. Obiecuję, że potem nie będziesz musiała na nich patrzeć.
Ciocia miała racje.. im szybciej tym lepiej, musiałam to zrobić i się na to zdobyć.
-Dobrze ciociu, zrobię to dla Ciebie.
-Dziękuję- pocałowała mnie w głowę.
Rodzice byli w kuchni, kiedy do niej weszłam siedzieli z załamanymi rękami opartymi o głowę.. Jak mnie zobaczyli od razu poszło w uściski, ale ja odpowiedziałam „nie” i ustałam z dala od nich.
-Kochanie..
-Przestańcie tak do mnie mówić! Powiedzcie tylko, DLACZEGO DO CHOLERY?!
-Bo się już.. nie kochamy- oznajmił tata- I mama.. no ona.
-No co?! Ma innego? Znalazłaś sobie innego kochasia? W czym był lepszy od taty, ma więcej kasy?! Nie jest chory?! Gadaj!
-Sam, nie mów takim tonem.. on po prostu.. ja go kocham.
-Będę mówić takim tonem jakim mi się podoba.. Tak, tak, kochasz go?! Tatę też kochałaś i gówno z tego wyszło, nienawidzę was! Zrujnowaliście mi całe życie.. Co teraz ze mną będzie?!
-O tym zdecyduję sąd.
-Kiedy?
-Rozprawa jest przewidywana na 3 stycznia, tydzień przed twoimi feriami.
-Naprawdę będę miała genialne ferie.. a co jeśli zostanę z Tobą?- spojrzałam na mamę..
-Wyprowadzimy się do Warszawy.. To tam mieszka Robert.
-No tak, jeszcze do tego miastowy.. nie dziwę się, że wymieniłaś na niego tatę.
-Sam, nie mów tak..
-Zignorowałam odpowiedź..- A co jeśli zostanę z tatą?
-Wyprowadzimy się do Londynu kochanie.-tata odparł spokojnie.
-Do Londynu..? Ale jak? Nie znasz języka.. nie masz żadnego punktu zaczepienia, jak to sobie wyobrażasz?
-Znam język… chodziłem na prywatne lekcje, tak jak ty chodzisz teraz. Ukrywałem to w tajemnicy, gdyż nie chciałem abyś snuła podejrzenia.. A jeśli chodzi o punkt zaczepienia.. Pamiętasz pana Bogdana?
-Pana Bogdana?
-Tak, kiedyś do nas przychodził.. przyjaźniłem się z nim.
-aa, tak, pamiętam! Co z nim?
-Mieszka w Londynie.. niedawno wrócił na święta do Polski, spotkaliśmy się i będziemy mogli na razie u niego mieszkać.. ale to już zależy od Ciebie.
-Od sądu- oznajmiłam, po czym wróciłam z powrotem do pokoju.

No dobra.. Jest rozdział. Męczyłam się nad nim 2 dni i nie wiedziałam jak napisać, sądzę, że nie wyszedł mi za dobrze.. Ale to już wy ocenicie. 
Z góry dziękuję za czytanie tych wszystkich literek i za komentarze. <3


sobota, 11 lutego 2012

X ROZDZIAŁ

 No i poniedziałek, drugi tydzień tego genialnego obozu! Echh, ten czas tak szybko leci, aż mi się smutno zrobiło. Dzisiaj opiekunowie dali nam pospać o dziwo do 10, tak się ucieszyłam! Ale wstałam o 9.. Ubrałam się i weszłam na laptopa zobaczyć co tam słychać u ludzi na twitterze i ogólnie.
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!
-Mój Boże, CO SIĘ STAŁO SAM?- dziewczyny podniosły się z łóżka i spojrzały na mnie..
-BOŻE, DZIEWCZYNY.. KURDE!
-NO CO SIĘ STAŁO, GADAJ!
-Ale kurde.. ja nie mogę.. dziewczyny.. zaraz oszaleję, ale rozumiecie? Ja nie mogę.. kurde, zawał normalnie!
-SAM! GADAJ NOO!
-Bo chłopcy.. to znaczy.. 1D i oni, a ja, jej.
-Ogarnij się, spokojnie, wdech wydech.. a teraz mów!
-Dobra, a więc Niall, Lou, Liam, Harry i..
-I Zayn, co z nimi?
-SĄ W LONYDNIE, ROZUMIECIE?!!
-ŻE JAK?! W LONDYNIE?! ONE DIRECTION W LONDYNIE?! MOŻEMY ICH SPOTKAĆ?!
-Tak, jejuu.. taki szok normalnie!
I w tym momencie zaczęłyśmy drzeć japę na cały hotel. Obudziłyśmy wszystkich obozowiczów.. Wpadła do nas nawet właścicielka hotelu.
-Dziewczyny! Spokojnie, co się dzieję? Wasze krzyki słychać aż na dworze..
-Proszę pani, pani nie wie.. Musi pani już iść.. Do widzenia!
-Ale.. chwileczkę.. oo, no dobra, do widzenia.
Darłyśmy się jakie 15 minut, skakałyśmy po łóżkach, ja nawet udawałam titanica w oknie, ale późniejsze wieści jakie do nas dotarły zamurowały mnie, Anie i Emilkę.
-Ale opiekunko nasza kochana, prosimy!
-Nie dziewczynki.. przepraszam, dzisiaj nie wybierzemy się do centrum, zaplanowaliśmy inne atrakcje.
-Do dupy z takimi atrakcjami! Ja chce do centrum, już ostatni raz, proszę, niech pani zrobi wyjątek!
-Przepraszam Samanto, ale nie, do centrum wybierzemy się ostatniego dnia, w niedzielę.
-Ale..
-NIE! Nie możemy zmieniać planów wycieczki.. tak mamy zapisanie w umowach.
-Ale.. no, proszę!
-Dzisiaj spędzajmy dzień na dworze, przed hotelem, jest tu dużo atrakcji.
Odpuściłam.. dobrze wiedziałam, że i tak nie zmienią zdania, widać oni nie reagowali na moje oczka ze Shrek’a.. Totalna załamka, ale starałam się tym nie przejmować, tylko bawić, mieliśmy kilka dyskotek po których miałam takie zakwasy od tańca.. Nie ma to jak tańczyć balet na Harrego, stałam na środku i skakałam po parkiecie jak idiotka. Poza tym byliśmy na takim wielgaśnym basenie, na którym się zgubiłam, ale po moim krzyku który dosięgnął nawet szatni odnaleźli mnie.
Nastał już piątek.. a ja coraz bardziej smutniałam. I co z tego, że chłopacy są w Londynie? I tak ich nigdzie nie spotkamy, w niedzielę pewnie siedzą w domu i odpoczywają po próbach i koncertach.. Spędzają czas z dziewczynami i jest fajnie. Niestety u mnie tak nie było. Zostały 2 dni tych wakacji i do tego w sobotę cały dzień spędziliśmy w hotelu, bo tak strasznie padał deszcz.
-FUCK JEA! I niedziela, ale mi smutno..
-Nam też Sam, nam też, trzeba się pakować.
-Niestety tak, kuurde, dostanę zaraz depresji!
-Ale dzisiaj idziemy do centrum! To jest jakieś pocieszenie.. No i, jest taka piękna pogoda.. nie to co wczoraj. Tak jakby to był jakiś znak!
-Hhahahahh, tak, tak, co, przyjdą do nas wielgaśne roboty albo ufo i zaprzyjaźnimy się z nimi?
-Hhahahahhh, Sam, skąd ty bierzesz te wszystkie pomysły..?
-Nie wiem sama, z głowy chyba. Dobra, jestem spakowana, chyba wzięłam wszystko.. teraz tylko na śniadanie i idziemy, a potem do samolotu- zrobiłam smutną minę.
-Dobra, dobra, nie rób tych przykrych oczek i smutnej buźki, bo zaraz się rozpłaczemy normalnie. Idziemy na śniadanie, znowu jesteśmy spóźnione.
-Niall się obrazi.. Idziemy!
Oczywiście ja tradycyjnie wzięłam płatki i rozlałam je sobie na krótkie spodenki.. musiałam znowu wyładować całą torbę żeby wyjąć drugie, bo ułożyłam je na samym dnie, zajęło mi to jakieś 20 minut, postanowiłam także rozpuścić włosy, bo wyglądały w miarę spoko. Zeszłam na dół i pani dała nam komunikat.
-Słuchajcie! To ostatni dzień na tym obozie.. Więc chcemy abyście spędzili ten czas przy kupnie pamiątek i ostatnim zwiedzaniem tego miasta. Radzimy was chodzić pojedynczo, bo na centrum przeznaczamy tylko 4 godziny. To naprawdę mało. Co wy na to?
Wszyscy pokiwali głowami. Pani miała racje.. jak i reszta obozu, to ostatni dzień, więc nie możemy go przesiedzieć w kawiarniach, a dobrze wiemy, że tak byłoby.. Doszliśmy do centrum i umówiliśmy się gdzie mamy spotkać się za 4 godziny, każde z nas poszło w swoją stronę. Ja poszłam na prawo, Ania w lewo, a Emilka prosto.. Chodziłam tak sobie, kupiłam pamiątki, sporo ich było i duuużo gadżetów z 1D. Pomyśleć, że oni teraz siedzieli gdzieś sobie i grali w gry czy coś tam.. Byłam tak blisko ich spotkania, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Została mi ostatnia godzinka, a ja byłam już padnięta.. Po chwili zobaczyłam kawiarnie „Strasburg”. Była pusta.. ale otwarta, postanowiłam wejść i tak też zrobiłam.
-Dzień dobry- powiedziałam oczywiście po angielsku.. w takim języku brzmiała też reszta rozmowy.
-Dzień dobry, bardzo przepraszam, ale kawiarnia jest zarezerwowana. Otwarta będzie później, za jakieś 3 godziny.
-o nie! Proszę pana.. no- i zrobiłam moje oczka.
-Naprawdę nie mogę wyrazić na to zgody.. Kawiarnia jest zajęta.
-Ale jestem tutaj pierwszy raz.. ogólnie pierwszy raz w Londynie i tutaj, w Strasburg, proszę, chociaż jeden wyjątek.
-Nie mogę.. Proszę, nie patrz się tak na mnie. No! Dobra, zrobię jeden wyjątek, ale tylko ty, nikt więcej!
-Dobrze, dziękuję! No wiec, co polecasz do wypicia? Ja się nie znam..
-Kawa, herbata?
-Albo wiesz co.. wypiję kawę z mlekiem, jestem młoda i jest gorąco, ale co tam, zaszaleję, to mój ostatni dzień tutaj!
Po jakiś 5 minutach dostałam kawę i zaczęłam się nią rozkoszować, była pyszna.. Wypytywałam się również o rezerwacje, ale facet, a nawet chłopak ,bo był młody nie chciał mi nic powiedzieć.. Gadał tylko, że jest tutaj kelnerem i, że nie wiem kto tu przyjdzie. Nie pytałam o więcej.. Został mi ostatni łyk kawy i to całkiem duży.. Kiedy już go wzięłam do kawiarni weszło 5 chłopaków, początkowo nie rozpoznałam ich, ale po chwili skapnęłam się kto to jest.. Kiedy spojrzeli się na mnie a ja na nich odwróciłam się do kelnera i mój wielki łyk kawy poleciał właśnie na niego, a dokładniej na jego twarz.. To był szok, patrzyłam się raz na nich zwijających ze śmiechu i na kelnera, który zaczął się drzeć.. Siedziałam na tym miejscu i mówiłam pod nosem „ONE DIRECTION, ONE DIRECTION, O MÓJ BOŻE, SAM OGARNIJ SIĘ!”. Nie wiedziałam co robić.. postanowiłam pójść do kelnera i zobaczyć czy nic mu nie jest po gorącej kawie.. kiedy wychodziłam z krzesła zahaczyłam o nie i wylądowałam na ziemi.. Tak, tak, nie potrafię się zachować normalnie nawet w towarzystwie ICH! Po chwili usłyszałam donośniejszy śmiech Niall’a , a potem dołączyła reszta, tarzali się na ziemi, nie dziwię się im..
-Nic Ci nie jest? Jeej, ja przepraszam, ale oni.. a potem ja, i jezu, sory.
-Hhaahhaahhhh, nic się nie stało, twoja reakcja była genialna!
-Tak, tak, to mój wdzięk!
I wtedy odwróciłam się i skierowałam oczy w stronę chłopców.. Harry i Lou leżeli na sobie śmiejąc się, Zayn stał na stole robiąc to samo, Liam na krześle, a Niall patrzył oczywiście na menu chichotając!
-Bardzo śmieszne!- tylko to wydukałam, nie wiedziałam co powiedzieć.. Miałam w końcu do czynienia z 1D kurde, oni byli tacy.. jeej.
W tym momencie chłopacy spojrzeli się na mnie, a ja puściłam buraka i uśmiechnęłam się niepewnie.. Oni wstali i zrobili to samo.
-Przepraszamy, ale wyglądałaś tak.. hahahahhh..-oznajmił Lou.
-Zayn, tylko nie złam stołu! Bo jesteś do tego zdolny!- krzyknęłam..
Stałam naprzeciwko nich z 3 minuty i gapiłam się.. Trochę się poszczypałam krzycząc aby zobaczyć czy to nie sen, po chwili z tego transu rozbudził mnie Niall.
-Może z nami coś wypijesz?
-Że ja..? Jezu, nie wiem, tak, nie, nie wiem, o mój boże, TAAAK!
-Hhahaahhh, fanka?- spytał się Lou.
-No wiecie.. czasem was słucham, ale nie żeby coś. Jezuuu, TAAAAK! Fanka, ludzie, to ty, Lou i ty Niall, wieczny żarłok i Harry, ten loczek i Liam, mój tatuś i Zayn, łamacz stołów.. nie mogę uwierzyć, jak wy tutaj, a ja z wami, o mój boże!
-A Ty jesteś?
-oo, jestem Samanta, dla znajomych Sam, a dla przyjaciół Sami.
-No więc Sami..- powiedzieli wszyscy razem, może z nami coś wypijesz?
-Ale, że serio?
-Tak, tylko proszę nie bierz kawy.. hahahahhah- wtrącił się Lou.
-Dobrze, nie będę brać, ale serio?!
-Tak- powiedział Liam.
-Ale serio?!
-TAK!-tym razem wrzasnęli wszyscy..
-No dobra, to siadam!
Rozmawiałam z chłopakami i dowiedziałam się tak wielu rzeczy.. Byli z nich najnormalniejsi nastolatkowie, trochę zwariowani, a nawet strasznie świrnięci.. Naprawdę w pewnej chwili czułam się przy nich tak swobodnie, jakby w ogóle nie byli sławni. Z tej sielanki oderwał mnie mój dzwoniący telefon, początkowo nie słyszałam go słuchając wykładu marchewkowego Louisa, po chwili w ramię lekko szturchnął mnie Niall i oznajmił, że coś dzwoni w mojej torbie, odebrałam i usłyszałam głos Emilki.
-Sam, gdzie ty do cholery jesteś?!
-A gdzie mam być?
-Umówiliśmy się przy London Eye o 16, a już 16.20.
-O kurde, dobra, postaram się tam szybko dotrzeć.
-Ale..
-No to do zobaczenia.
Spojrzałam się na chłopców, którzy patrzyli się na mnie zadając sobie pytanie „WTF?! W jakim języku ona mówi?!”, a ja tylko zepchnęłam Niall’a siedzącego obok mnie i z bólem na twarzy powiedziałam słowa:
-Przepraszam, ale muszę już wracać.. Żegnajcie, uznam nasze spotkanie za sen.. bo tak też pewnie jest.
-Ale Sami…
Nie dokończyli, a ja wyszłam przez drzwi, włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam biec coraz szybciej z mapą w ręku. Po 5 minutach dotarłam do London Eye, opiekunowie zaczęli się na mnie drzeć, ale ich olałam.. Myślałam tylko o tym co stało się przed chwilą.. o tym spotkaniu..
-Gdzie Ty się podziewałaś?!- spytała się Ania..
-Tu i tam- odpowiedziałam uśmiechając się- A tak na serio porwali mnie kosmici, ale odnieśli z powrotem, bo okazałam się dla nich za dziwna.
-Ta druga opcja jest bardziej realna- wtrąciła się Emilka.
Nie opowiedziałam dziewczynom o tym co się stało.. bo dobrze wiedziałam, że mi nie uwierzą, a po drugie nie wzięłam żadnego autografu , nie zrobiłam zdjęć, ani nic, ale o tym nie myślałam.. Cholernie tego żałowałam, kurde, ale ich spotkałam.. tylko bałam się, że się obudzę.
Doszliśmy do hotelu, przez resztę dnia siedziałam na komputerze oglądając zdjęcia 1D z dziewczynami.. „Spotkałam ich!”, „A może to sen?”
Zadawałam sobie te pytanie przez resztę dnia.. Wieczorem poszliśmy na kolacje, ja dopakowałam rzeczy, wykąpałam się i poszłam spać.
Następnego dnia udaliśmy się w drogę powrotną..


No dobra, a więc jak widzicie poznała ich, wiem, że zakończenie jest trochę dziwne, ale sami zobaczycie w dalszych rozdziałach jak to się potoczy. 
Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i czytanie tych moich bzdur. ;) 
Kocham was. <3

wtorek, 7 lutego 2012

IX ROZDZIAŁ


Opiekunowie nie dali nam długo pospać.. O 8 rano zaczęli walić w drzwi, oczywiście ja musiałam otworzyć, bo tamte spały jak zabite.
-CZEGO?!
-Wstajemy!
-Ludzie, jest 8 w nocy..
-8 w nocy, czy rano?
-Nawet w wakacje nie można się wyspać!
-o 8.30 śniadanie- powiedziała do mnie babka uśmiechając się.
Weszłam do pokoju i zaczęłam budzić dziewczyny.. Niestety moje krzyki nie podziałały, więc musiałam użyć gorszych środków.. Nalałam do mojego wielkiego kubasa lodowatej wody i poświęciłam na obie połowę jego zawartości. Zerwały się jakby zobaczyły 1D!
-Mój boże.. Sam, zgłupiałaś?!- krzyknęły obie.
-Zgłupieje to ja dopiero później.. Więc się lepiej bójcie!
-Nie mogłaś spokojnie powiedzieć „wstawaj”?
-Nie mogłam! Dobra, wstajemy.. Trzeba gdzieś wywiesić tą mokrą pościel.
-To już twoja sprawka!
-ochh, no dobra, poczekajcie, idę po tą babkę co mnie obudziła.
Wyszłam na korytarz i zaczęłam się drzeć:
-PROSZĘ PANI! TA CO MNIE OBUDZIŁA, HALO?!
I w tym momencie zobaczyłam ją jak wali w jakieś drzwi.
-oo, mogłaby pani przyjść do nas do pokoju?
-Nie mogę, muszę obudzić resztę..
-Ochh, ja obudzę, chwila.
I w tym momencie krzyknęłam na cały hotel:
-LUDZIE WSTAWAĆ! ŚNIADANIE! BĄDŹCIE JAK NIALL I PRZYBYWAJCIE!
 I w tym momencie każde drzwi otworzyły i wyjrzały zza nich zaspane głowy nastolatków. Opiekunka jakoś dziwnie na mnie patrzyła.
-Nie ma za co, a teraz proszę do nas.
-Co się stało?
-No, a więc, wylałam.. to znaczy, pościel jest mokra!
-Co na nią wylałyście?
-Bo Sam.. –Ania już chciała dokończyć, ale ja zrobiłam to za nią.
-Bo one się na nią zsikały, a plamy nie są żółte, bo to kosmitki!- zaczęłam się śmiać.
-SAM PRZESTAŃ! HAHAHAHAHH..
-A więc postaramy się coś zrobić z pościelą i z nimi.. Pamiętajcie, za 15 minut śniadanie!
-Kolacja, za wcześnie na śniadanie!
I w tym momencie facetka wyszła z naszego pokoju..
-SAM, TY ZGŁUPIAŁAŚ?! ZSIKAŁY, KOSMITKI, SERIO?!
-Mówiłam, powinnyście się mnie bać.
-Hhahahahahh, jesteś niemożliwa!
-Dobra, Niall się odzywa, czas na śniadanie!
Dziewczyny ubrały się i ogarnęły, a ja założyłam tylko moje puchowe papucie i czekałam na nie.
-Chcesz iść na śniadanie w piżamie?
-Tak, nie chce mi się ubierać.. No weźcie, Lou chodzi w niej po Tesco.
-Racja, więc chodźmy!
Musiałyśmy zejść po schodach, to było trudne, bo moje kapcie nie lubiły po nich chodzić.. kiedy został mi ostatni schodek wywaliłam się i spadłam na twarz, na szczęście moja dzisiejsza szopa na głowie trochę zamortyzowała upadek. Weszłyśmy na salę ze stołami, krzesłami i JEDZENIEM! Okazało się, że wszyscy byli ubrani.. Tylko ja wyskoczyłam jak jakaś.. Ale co tam, wyróżniałam się! Wybrałam na śniadanie płatki kukurydziane. Wiem, że Niallowi by się to nie spodobało, ale reszta menu była jakaś dziwna. Zjadłam, ale oczywiście nie obeszło się bez wylania mleka, które poleciało na moje spodnie wraz z płatkami.. Musiałam iść do pokoju i się w końcu przebrać… Po krótkim czasie, 20 minutach byłam w miarę ogarnięta. Zeszłam na dół, dziewczyny już na mnie czekały.
-Jeeej, Sami, wyglądasz.. jak człowiek!
-Polak potrafi! Hhahahahahh.
-Dobra, ruszamy na podbój Londynu!
-Zdecydowanie zgadzam się!- odpowiedziałam uśmiechnięta!
Do centrum mieliśmy jedynie 10 minut drogi pieszo.. Nawet nie wiecie jak mnie to ucieszyło!
-MÓJ BOŻE!- wydarłam się jak tylko mogłam najbardziej.. LONDYN JEST TAKI PIĘKNY! – zaczęłam biegać, tańczyć i ogólnie robić dziwne rzeczy wokół ludzi.. Byłam taka szczęśliwa, że nie potrafiłam się opanować.. To było takie.. zajebiste!
Nasz dzisiejszy dzień nie był tak naprawdę zaplanowany.. mieliśmy chodzić po Londynie i słuchać przewodnika.. pomimo tego dostaliśmy czas wolny w parku, naprawdę mi odbijało. Zaczęłam tańczyć na środku placu, gdzie było chyba z 50 ludzi.. Nie obchodziło mnie, że się gapili, chciałam aby te wakacje przeszły do mojej pamięci. I czułam, że tak będzie!
Zwiedzaliśmy jakieś 5 godzin, łaziliśmy i łaziliśmy za tym facetem, a on nie zamykał swojej jadaczki, nawet zadałam mu pytanie „Czy to możliwe, że tak szybko pan gada? Bo ja tak bym nie potrafiła!” i zaczęłam mówić najszybciej jak mogłam, przy okazji oplułam trochę jego twarz i chyba, miałam pierwszego wroga.. Na szczęście opiekunowie tylko się ze mnie śmieli. Kiedy wróciliśmy do hotelu byłam całkowicie wykończona, nawet nie zważałam na głos Niall’a w mojej głowie „Zjedz coś!”, tak okropnie bolały mnie nogi, ręce i nawet palce, że od razu wwaliłam się na łóżko, przykryłam kocem i spałam jak zabita…
O 8 znowu obudziła mnie ta babka, coraz bardziej jej nie lubiłam. Zaczęłam się drzeć „IDŹ STĄD, BO WEZWĘ POLICJĘ”, chyba się wystraszyła, bo odeszła. Niestety nie mogłam już zasnąć, więc ostatecznym wyjściem była tradycyjnie mokra pościel przy pobudce dziewczyn i śmianie się z tego! Tak jak powiedziałam, zrobiłam, oczywiście zareagowały tak samo jak poprzedniego ranka.. czyli krzykiem. Ja w tym czasie uciekłam do łazienki i wzięłam odświeżający prysznic, poczułam się wtedy pełna życia, ale kiedy wyszłam spotkała mnie niemiła niespodzianka, dziewczyny rzuciły się na mnie z H20.. a ja byłam cała mokra! I tak zaczęła się bitwa na wodę.. W pokoju było tak mokro, że ślizgałyśmy się tam jak na lodowisku.. I zaczęły pukać drzwi, okazało się, że to jeden z opiekunów chce zobaczyć czystość w naszym pokoju.. Nasz reakcja na te słowa była bezcenna! Nie wiedziałyśmy co robić, stałyśmy we trzy przemoknięte do suchej nitki w pokoju, w którym tak jakby była powódź, dziewczyny zmusiły mnie żebym wyszła do tego facia i coś mu nawymyślała.. więc tak też zrobiłam.
-No dzień dobry, co tam u pana słychać? A może zejdziemy na śniadanie, jestem strasznie głodna, a co dzisiaj jest zaplanowane w naszym grafiku?, a potem śmiałam się jak głupia żeby go wystraszyć..
Na szczęście tak też się stało.. Facet popatrzył się na mnie i powiedział „wolę nie wchodzić do tego pokoju, inni opiekunowie mówili mi o was, a zwłaszcza o tobie co nie co”, a ja znowu wybuchłam śmiechem i wróciłam do pokoju.. Opowiedziałam wszystko dziewczynom, one tylko odetchnęły z ulgą i krzyknęły:
-Dobra, a teraz sprzątamy!
-Ooo nie! Musiałam zgrywać jakoś psychiczną przy tym facecie.. Ja się poświęciłam! Wy tu ogarniacie.
-Sam, zrozum to! Ty nie musisz udawać! Jesteś psychiczna.. No, ale co do tego sprzątania masz racje, ta działka należy do nas.
-A ja w tym czasie ubiorę się- uśmiechnęłam się cwaniacko..
Ubrałam się ogólnie krótko, bo był straszny upał.. o dziwno, wreszcie ogarnęłam moje włosy i mogłam je rozpuścić.
-O cholera- krzyknęły obie naraz.. Nie wiedziałyśmy, że masz Haroldowe włosy! (i zrobiły „O.o”)
-Eee tam! Zwykłe włosy, dobra dziewczyny.. jesteśmy spóźnione na śniadanie 45 minut! Niall nam nie wybaczy!
Okazało się, że cała grupa już na nas czekała, a ja byłam tak głodna, że nie mogłam wytrzymać, więc wzięłam sobie miskę płatek i łaziłam z nią po centrum jedząc ją.. Potem oddałam jednemu z opiekunów i zaczęłam zwiedzać. Tak naprawdę robiliśmy to przez cały tydzień.. Naprawdę to było super, kochałam ten obóz! Jednak drugie siedem dni zdecydowanie były najlepsze w moim życiu!



No dobra, napisałam następny rozdział.. To pierwsze kilka słów ode mnie. Wiem, że ona jeszcze ich nie poznaje i nie możecie się doczekać, ale po prostu nie wyrobiłam się z tym rozdziałem! Chciałam jej obóz rozłożyć na 2 rozdziały.. wiec chyba wiecie co stanie się w następnym. ;)
Bardzo wam dziękuję za czytanie.. kurde, jesteście najlepsi, czytacie te moje bzdury.. ;pp
Marzę o tym abyście dodawali komentarze.. naprawdę chce wiedzieć waszą opinie na temat mojego bloga, bo nie wiem czy wgl. Jest sens go prowadzić..
Więc jeszcze raz wam z góry za wszystko dziękuję, UWIELBIAM WAS! <333


sobota, 4 lutego 2012

VIII ROZDZIAŁ


Tydzień później byłam już w Trójmieście.. Kochałam je. Spędzałam tu moje każde wakacje i do tej pory nie znudziło mi się. Plaża, morze, ciepełko, słoneczko i po prostu zabawa, ale pomimo tego, że naprawdę było mi tu dobrze, chciałam już jechać do Londynu, oczywiście starałam się być cierpliwa.. no, ale kurde, nie mogłam wytrzymać, raz miałam taką głupawkę, że na całą starówkę krzyczałam „JADĘ DO LONDYNU, ROZUMIECIE?!”, na szczęście byłam na spacerze tylko z moją siostrą cioteczną, ona wiedziała, że mam takie wybuchy, była przyzwyczajona. Świetnie się z nią dogadywałam, na pewno spodobałaby się Harry’emu, zawsze jej zazdrościłam wyglądu, była śliczna, długie proste włosy, duże usta, piękne oczy.. Ona mówiła mi to samo, ale nigdy nie sądziłam, że jestem ładna czy coś, myślałam na odwrót, nikt mi tego nie mówił, nikomu się nie podobałam.. Więc jedno mówiło za drugie, ale bez względu na to nie chciałam być za wszelką cenę piękna, pomimo tego, że miałam 15 lat, nigdy się nie pomalowałam.. nie stroiłam się ni nic, po prostu nie chciałam się dla kogoś zmieniać, nie byłabym sobą i tyle, jestem jaka jestem. W Gdyni starałam się nie zachowywać się jak to ujęła w szpitalu pielęgniarka „wybuchowa dziewczyna”. Musiałam to zostawić na obóz.. Przynajmniej nie będzie nudno, miałam nadzieję, że pojadą tam ze mną ludzie, którzy mają tak samo nierówno pod sufitem jak ja. Siostra mówiła mi, że to niemożliwe, bo chyba nie ma drugiej osoby tak zwariowanej.. Ona była już w Londynie. Tyle razy opowiadała mi jak tam jest cudownie, tak marzyłam żeby tam pojechać i za niecałe 2 tygodnie to się spełni. Na samą myśl o tym nie potrafiłam opanować szczęścia..
W trzecim tygodniu pobytu nad morzem tata po mnie przyjechał, posiedział jeszcze, pogadał z wujkiem i ciocią, zapytał się jak się zachowywałam (na szczęście odpowiedzieli, że dobrze, bo nie zawsze tak było), ja spakowałam się, pożegnałam i udaliśmy w drogę powrotną. Naprawdę genialnie spędziłam ten miesiąc, niezły początek wakacji, sądzę, że zakończenie będzie jeszcze lepsze.
Droga do domu trwała długo, bo około 5 godzin, kiedy weszłam do mieszkania byłam całkowicie wyczerpana. Ledwo trzymałam się na nogach, więc poszłam spać.. Obudziłam się wieczorem, jeśli możne tym nazwać godzinę 23, naprawdę długo spałam. Zgłodniałam, więc udałam się do lodówki po nieco jedzonka, zgarnęłam jakieś bułeczki śniadaniowe na kolacje i weszłam na laptopa. Zaczęłam oglądać zdjęcia chłopaków i czytać co ostatnio porabiali.. Mieli trasę, więc koncerty mogły odbyć się w każdym mieście. Liczyłam na jakieś spotkanie z fanami czy coś w Londynie, ale chyba były z tego nici. Trochę mnie to zasmuciło, ale nie zepsuło humoru, ważne, że tam pojadę..
Do mojego wyjazdu pozostał JEDEN DZIEŃ! Oczywiście moje bagaże leżały już w pokoju spakowane, wydawało mi się, że wszystko wzięłam, na tę okazję zrobiłam sobie nawet listę, bo znając moje rozgarniecie to.. no sami wiecie. Spotkałam się jeszcze z kilkoma osobami, bo złożyli mi tą propozycję. Oczywiście dotyczyło to czegoś w stylu „Przywieź mi pamiątkę, dobra?” tak, tak, jasne, że przywiozę.. jestem jakimś allegro czy jak? No, ale się zobaczy co tam będzie. Już tak bardzo chciałam wieczór.. Zbiórka o 8 rano, ale zanim dojedziemy do Warszawy, gdzie ona miała się odbyć minie jakieś 1,5 godziny, więc wyjeżdżamy około 6. Trochę ranna pora jak dla mnie, ale to co to, z tego wszystkiego pewnie wstanę o 4 i będę skakać po pokoju. Po prostu cały dzień się uśmiechałam, to było takie fajne uczucie. Wreszcie nastała pora snu, przed nim jeszcze wykąpałam się, sprawdziłam czy mam wszystko w bagażach i wślizgnęłam się pod kołderkę, ale nie mogłam zasnąć, wiec włączyłam sobie „moments” na telefonie, wtuliłam się w poduszeczkę i spałam jak zabita..
Wreszcie.. Nadszedł ten dzień. Rano obudził mnie tata, wyskoczyłam z łóżka, zjadłam śniadanie, ubrałam, umyłam ząbki i byłam gotowa do drogi. Pogoda była niezła, więc nałożyłam sobie jakiś tam sweterek i wsiadłam do samochodu. Moja przygoda się zaczyna!
Po 2 godzinach byłam już na lotnisku, znalazłam spokojnie grupę innych obozowiczów. Było nas sporo, coś takiego jak klasa w szkole z nauczycielami na czele, tylko z jedną różnica, nie będziemy się tam uczyć. Okazało się, że nasz samolot się spóźnia, ale po jakiś 20 minutach już mogliśmy zajmować miejsca w samolocie. Przed wejściem na pokład rodzice tak mnie wycałowali i wyściskali, że czułam się tak jakby zgnieciona, dali mi także jakieś tam morały, ale ich nie słuchałam, chciałam już usiąść, włączyć muzykę i odlecieć.. I tak się tez stało, zajęłam jakieś tam wolne miejsce i włączyłam sobie 1D. Po kilku minutach dosiadła się do mnie jakaś dziewczyna.
-Hej, mogę się dosiąść?
-Tak, jasne, siadaj! Nie będzie mi nudno!
-Jestem Emilka, a Ty?
-Nazywam się Sam.
-Sam? Urodziłaś się za granicą? Bo to nie polskie imię.
-Nie, jestem w 100% polką, po prostu moja świętej pamięci babcia chciała abym się tak nazywała.
-Przykro mi z powodu babci, ale imię masz śliczne!
-Dzięki wielkie!
-A więc obóz.. do Londynu, pierwszy raz?
-Tak, pierwszy.. już się nie mogłam doczekać! A jak u Ciebie?
-Jestem na tym obozie już 4 raz, razem z moją byłą przyjaciółką.
-Czemu byłą?
-Pokłóciłyśmy się na lotnisku..
-Która to?
-Tamta, siedzi z jakoś dziewczyną, widać dobrze się dogadują.
-Zobaczysz, jak dolecimy ja już was pogodzę!
I w tym momencie zaczął się lot. Leciałam samolotem pierwszy raz, więc było to dziwne. Przez całą drogę rozmawiałam z Emilką, była naprawdę świetną dziewczyną! I także była fanką One Direction.. Dzięki temu miałyśmy o czym gadać.. Dowiedziałam się poza tym wieli innych rzeczy. To naprawdę zapowiadała się świetna znajomość, ale chciałabym poznać także Anię. Okazało się, że powodem kłótni był chłopak. Jedna zabrała go jednej i tak dalej i tak dalej.. Musiałam pomyśleć jak rozwiązać ten problem. Chciałabym żeby się pogodziły. Emilka była taka miła, zasługiwała na przyjaciółkę.
Po jakiś 2 godzinach zaczęliśmy lądować, już skakałam na tym siedzeniu kiedy otworzyli drzwi samolotu! Chciałam jak najszybciej wyjść i zobaczyć jak tam jest.. Pomimo tego, że to tylko lotnisko moja mordka cieszyła się niezmiernie na ten widok, chodziłam i gadałam „łoo!”
-To dopiero początek.. jak zobaczysz centrum Londynu, szczęka Ci całkowicie opadnie!-oznajmiła Em z uśmiechem na twarzy
-Na pewno, już nie mogę się doczekać!
Po chwili wsiedliśmy do autokaru.. miejsca były trzyosobowe, więc usiadłam ja, Em i zaprosiłam także Anie.
-Hej ,jestem Sam.
-Hej, jestem Ania- powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Miło poznać, a więc ja w sprawie waszej kłótni, dalej jesteście obrażone?
-Tak!- oznajmiły obie naraz .
-Dziewczyny, to wasz wspólny obóz.. założę się, że razem się pakowałyście, omawiałyście wyjazd i jechałyście na lotnisko. Naprawdę chce żebyście się pogodziły. Z tego co opowiadała mi Emilka jesteś naprawdę fajną przyjaciółką.
-Naprawdę tak mówiła?
-Siedzi obok, sama się jej spytaj. (zrobiłam „;)” )
I w tej chwili odłączyłam się całkowicie od świata. Wydawało mi się, że to sen.. Londyn był taki śliczny, JEJ! Nie mogłam się napatrzeć.. Odleciałam na dobre 10 minut, z tego realnego snu rozbudziły mnie dziewczyny.
-Sami, żyjesz?
-Tak, tak, przepraszam, ale Londyn jest taki.. aż nie mam słów.
-Tak, to prawda, tutaj jest całkowicie inne życie.
-aa, no tak, jesteście już pogodzone? Bo jakoś się do siebie uśmiechacie.
-Tak, naprawdę dziękujemy Ci! Gdyby nie ty kłóciłybyśmy się do końca obozu..
-Nie ma za co! Nie warto się kłócić! Przed nami w końcu najlepsze wakacje pod słońcem!
-Tak! Więc jeśli mówisz „przed nami” masz na myśli nas?
-No jasne.. jesteście super dziewczyny i naprawdę cieszcie się, że macie siebie!
-Więc chciałabyś mieć z nami pokój w hotelu?
-Jeeej, całkowicie wyleciało mi to z głowy! Jasne, że chce! Mogę?
-Ty się jeszcze pytasz?! Oczywiście!
-Dzięki.
I tak zaczęłam się moja przygoda związana z Londynem.. Czułam coś takiego jakby miało stać się coś wyjątkowego.. Dziwne uczucie, oczywiście już się stało! W końcu jestem w Londynie!
Dojechaliśmy w końcu do hotelu.. Był naprawdę blisko centrum. Cieszyło mnie to, bo w końcu to oznaczało, że będziemy tam chodzić codziennie! Niestety dzisiaj tak nie było.. Organizatorzy kazali nam się odświeżyć, rozpakować i ogólnie ogarnąć.. W moim przypadku było to naprawdę potrzebne, a więc rozpuściłam moje włosy spięte w koczka, wykąpałam się i poszłam lulu, dziewczyny zrobiły podobnie.

piątek, 3 lutego 2012

VII ROZDZIAŁ


-Tato, ale mówisz serio?!! Naprawdę?! Jeeeej..
-Tak kochanie, wiem, że wiele przeżyłaś od początku roku. Nasze wszystkie kłótnie z mamą, atmosfera w domu, wiem, że nic nie mówiłaś, ale naprawdę, widzę to. Więc to jest takie wynagrodzenie- uśmiechnął się.
-Jesteś taki kochany, dziękuję, nawet z tego szczęścia nie czuję tej rurki w nosie.. zaczęłam się szczerzyć.
O mój boże, moje marzenia się spełniają.. Bez względu na to wszystko co się stało moje pragnienie się spełniło. Wyjadę na wakacje do Londynu, czego tu można chcieć więcej? Obóz, Wielka Brytania.. uliczki Londynu, nowe otoczenie, nowi ludzie.. Nie mogłam wytrzymać z tych emocji, w pewnym momencie przyszła do nas pielęgniarka aby założyć mi kroplówkę, rzuciłam się na nią i zaczęłam tańczyć taniec szczęścia, chyba się mnie trochę wystraszyła..
-A może ja pomyliłam kroplówki, zamiast przeciwbólowej miałam wziąć uspokajającą.. Muszę iść sprawdzić.
-Nie, nie, przepraszam panią za mną córkę, po prostu cieszy się, usłyszała coś.. fajnego.
-Chyba aż za fajnego, nie zdziwię się jeśli będzie skakać pod wieczór po korytarzu z muzyką w tle.. Dlaczego ja mam dzisiaj dyżur?! Ochh!
-Wydaję mi się, że jutro też będzie to robić.. Kiedy ma wypis?
-Pojutrze.
-No, ale niech pani przyzna, przynajmniej nie macie nudno..
-Szczerze mówiąc, to jeszcze nie mieliśmy tak wybuchowej dziewczyny na naszym oddziale- wyszczerzyła się do mnie. No to, co to za niezwykła nowina?
Zaczęłam jej wszystko opowiadać.. Mój tata postanowił się zbierać, odprowadziłam go, przy okazji zatrzymałam się na serniku w kawiarni, bo mój brzusiu się odezwał. Kiedy wróciłam do Sali włączyłam sobie 1D i zaczęłam uśmiechać się sama do siebie, to było fajnie. Pierwszy raz mogłam powiedzieć, że naprawdę jestem szczęśliwa, a uśmiech przychodził sam z siebie.. Teraz wiem jak czują się te osoby, mam to za sobą.
Minęły 2 dni, dzisiaj miałam wypis, spędziłam 2 tygodnie w szpitalu.. Ale nie narzekałam, to w końcu tutaj dowiedziałam się tej nowiny.. Zapamiętam ten szpital, a on pewnie zapamięta mnie. Weszłam jeszcze do pokoju pielęgniarek i zaczęłam się żegnać.
-No to nas już opuszczasz?
-Tak, to już dzisiaj.. Po dwutygodniowym pobycie.. Wracam do domu.
-Przykro nam. Było tak wesoło. Jesteś naprawdę pozytywną dziewczyną.. Samo Ci to przychodzi?
-Czasem jestem, czasem nie.. W szpitalu nie chciałam się zadręczać tym wszystkim, tak, samo, ale teraz naprawdę już idę, tata czeka w samochodzie, a więc Do widzenia.
-Pa Samanto- pielęgniarki zaczęły mnie przytulać..
Wreszcie wyszłam do świata.. zaczerpnęłam trochę świeżego powietrza i pomyślałam „byle do wakacji”. Wsiadłam do samochodu i udałam się w drogę powrotną..
Jeszcze przez 2 tygodnie musiałam leżeć w domu, w tym czasie ponadrabiałam zaległości, pouczyłam się na niezaliczone klasówki i wreszcie wyszłam do ludzi.. Była połowa kwietnia, robiło się ciepło i pogodnie, aż uśmiech sam pojawiał się na twarzy. W klasie wszyscy wypytywali się mnie o to jak tam było, „bolało?”, „jak się czujesz?’, „jak to jest po narkozie” i tym podobne.. Oczywiście na wszystko odpowiadałam, z uśmiechem na twarzy. Opowiedziałam nawet o moich perypetiach z pielęgniarkami, ludzie się z tego śmieli, a ja z nimi, miałam taki zajebisty humor, że nic nie zdołałoby mi go zepsuć, kiedy myślałam o wakacjach moje kąciki ust naprawdę musiały wytrzymać ten ból od szczerzenia się.
Tak naprawdę już nie uczyliśmy się tak pilnie, olewaliśmy sobie.. Ja na spokojnie ponadrabiałam zaległości, zaliczyłam klasówki, na niezłe oceny i wyczekiwałam tylko do wakacji..
Czerwiec opierał się głównie na jakiś grach na lekcjach, wychodzeniem na pizzę i po prostu zabawach. Oceny były powystawiane, nauczyciele tylko myśleli podświadomie „wreszcie wakacje, spokój i cisza od tych pół mózgów!”, my myśleliśmy podobnie, tylko ostatnie słowo zmieniało się  na „bab i dziadów”.
Z niecierpliwością czekałam na 26 czerwca- zakończenie roku szkolnego, początek wakacji i ten dzień wreszcie nadszedł.. Mieliśmy do szkoły na 10, bo tam jakiś apel, wręczenie nagród, rozdanie świadectw, zasady bezpiecznych wakacji i bla, bla, bla. Ta klasa zakończyła się bardzo dobrze.. Moja średnia przekraczała 5.0, a dokładniej 5.2. Może i byłam kujonem, ale co tam, ta satysfakcja kiedy stoisz na środku Sali gimnastycznej pośród najlepszych uczniów szkoły.. a inni zastanawiają się czemu oni nie dostąpili tego zaszczytu. Dostałam książkę, jakoś tam dziwną.. Nie patrzyłam o czym jest. Chciałam wreszcie wyjść ze szkoły i być wolną…
KONIEC! WAKACJE! WOLNOŚĆ! Myślałam w duchu.. Byłam taka szczęśliwa jak dumałam o tych 2 tygodniach, które spędzę w Londynie. Wszystkie formalności były już załatwione.. Mój wyjazd był pewny na 100% i bez względu na to, że musiałam czekać jeszcze miesiąc nie psuło mi to humoru. W lipcu w końcu jechałam do rodziny w Gdyni, więc czas na pewno minie mi szybko.. To były pierwsze tak dobrze zaplanowane wakacje i pierwszy raz wierzyłam, że będą one najlepsze.